Hank był człowiekiem, którego nikt nie powinien budzić przed południem.
O tej porze dnia wygląda jak zbłąkany miś polarny, z kubkiem piwa w ręce, które jak Ekko podejrzewał mogło być jego jedynym paliwem życiowym.
“Ekko!” Hank podniusł kubek w geście toastu.
“dobrze cię widzieć! Pomyślałem że skoro twój brat zapowiedział jakiś wielki plan, to mogę się przyłączyć.
I tak nie mam nic do roboty".
Atmosfera w mieszkaniu zrobiła się gęsta. Hank popijał swoje piwo, a Ekko patrzył na brata. Ten stał na środku pokoju, ręce miał rozłożone jak kaznodzieja, która ma zamiar wygłosić najważniejsze przemówienie
Swojego życia. "Panowie..... Zebraliśmy się tutaj, bo życie rzuciło nas na dno. Ale! Nie, jesteśmy tu, żeby płakać. Jesteśmy tu, żeby działać. I mam dla was rozwiązanie!
Biznes który sprawi że już nigdy nie będziemy spłukani. Oto.... META." Nastała chwila ciszy. Ekko zamrugał potem jeszcze raz.
"Że co?" Hank który nie był do tej pory zainteresowany rozmową, odstawił powoli kubek piwa.
„mordo, jeśli mam wybierać między byciem biednym do końca życia a byciem bogatym w sposób, który może skończył się w piachu.... To wybieram tą drugą opcję. Tylko jedno pytanie: kto będzie gotował ?"
Brat spojrzał na Ekko z szerokim uśmiechem „oczywiście, że on” Ekko aż się cofnął na krześle „absolutnie nie. Nie, nie i jeszcze raz nie."
„bracie nie mów nie, zanim nie posłuchasz argumentów."
„nie muszę słuchać argumentów już teraz jestem na celowniku crit! Wiesz, co się stanie jak mnie złapią przy takim czymś ? Koniec. End, po prostu koniec."
Ekko przetarł twarz rekoma „japierdole.... Dlaczego dajesz mi takie wybory ”
„to tak ?” brat aż podskoczył z ekscytacji.
"To' jeszcze się nad tym zastanawiam, idioto."
Ekko spojrzał w sufit czując, że właśnie wpakował się w coś,co może go kosztować życie.
Ekipa potrzebowała miejsca do działania. Żadne z nich nie miało własnego kąta, który nadawał by się do nielegalnej produkcji, ale Hank- człowiek który zawsze miał plan (i zawsze był to alkochol)
pomysł: piwnica u jego dziadka.
— „Stary ledwo pamięta, jak się nazywa. Jak dobrze pójdzie, to nawet nie zauważy, że robimy tam laboratorium."
— „To obrzydliwie niemoralne,” skomentował Ekko, idąc z nimi w stronę starego, zapuszczonego budynku.
— „Moralność nie płaci rachunków,” odparł Hank, gasząc papierosa.
Dziadek Hanka, kiedyś pewnie był kimś poważnym, ale teraz siedział w fotelu w salonie, patrząc w przestrzeń, jakby widział tam coś, czego nikt inny nie mógł dostrzec.
— „Kurwa, zapomniałem, gdzie schowałem zegarek,” wymamrotał pod nosem.
— „Dziadku, śpij, dobrze?” Hank poklepał go po ramieniu i szybko poprowadził ekipę do piwnicy.
Miejsce było idealne. Śmierdziało wilgocią, ale było przestronne, ciche i miało solidne drzwi. Ekko niechętnie przyznał, że mogło się nadać.
— „Dobra. Maszyny, składniki, wentylacja… to się da zrobić. Ale jak w ogóle zamierzasz to sprzedać?” zwrócił się do brata.
— „Nie martw się, geniuszu. Mam już pierwszy kontakt."
Ekipa wraz z hankiem ogłosiła że będą robić metę Ekko nie był za bardzo przekonany do tego przez samą myśl że jest poszukiwany przez crit ( crit to policja i skrywają coś o czym nikt nie powinien wiedzieć) chłopaki nie mieli za bardzo miejsca do rozpoczęcia biznesu więc Hank wpadł na pomysł że mogą spróbować u jego dziadka w piwnicy dziadek i tak ma aichaimera więc nic nie zauważy
„Drugie dno” opowiada o dwóch braciach którzy dostali kopa od życia. Jeden z braci wpada na pomysł by zacząć produkcję mety co może pujść nie tak (wszystko)