Please note that Tapas no longer supports Internet Explorer.
We recommend upgrading to the latest Microsoft Edge, Google Chrome, or Firefox.
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
Publish
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
__anonymous__
__anonymous__
0
  • Publish
  • Ink shop
  • Redeem code
  • Settings
  • Log out

DRUGIE DNO [PL.]

This is hell? Cz.1

This is hell? Cz.1

Feb 12, 2025

This content is intended for mature audiences for the following reasons.

  • •  Blood/Gore
Cancel Continue
Telefon zadzwonił późnym rankiem.

Viktor z trudem otworzył oczy. Axel chrapał obok na materacu, a Ekko przewracał się na drugi bok. Hank… gdzie, do cholery, był Hank?

Wibracje w kieszeni wkurzały go bardziej niż zwykle. W końcu odebrał.

— „Czego chcesz tak rano, Hi-Kimura?” — burknął, przecierając oczy.

Głos po drugiej stronie brzmiał niespokojnie.

— „W alejce przy kasynie. Teraz. Macie tu być natychmiast.”

Viktor westchnął.

— „Nie mogło to poczekać? Ludzie śpią.”

— „Nie, kurwa, nie mogło.”

W tle było słychać przyspieszony oddech.

— „Coś uciekło z placówki Crit. I szuka Ekko.”

Viktor momentami miał tego wszystkiego dość.

— „Dobra, zaraz będziemy.”

Ekipa zebrała się dość szybko. Viktor, Ekko, Hank i Axel stali w cieniu wysokich budynków, gdy Hi-Kimura wyszedł z mroku.

— „Dobra, może mi ktoś, kurwa, wytłumaczyć, czemu akurat ja?” — Ekko spojrzał na Hi-Kimurę z podejrzliwością.

— „Nie wiem, dzieciaku.” — Hi-Kimura skrzywił się. — „Ale to coś przyszło tutaj po ciebie.”

Hank otarł nos dłonią.

— „No super. Wszyscy jesteśmy w dupie, ale Ekko to już najwyraźniej VIP.”

— „Daj spokój, Hank.” — Viktor wywrócił oczami.

Wtedy Viktor usłyszał coś dziwnego.

Oddech.

Ciężki, przeciągły, dochodzący z ciemności.

— „Ej… Słyszeliście to?”

Wszystko ucichło.

I wtedy coś uderzyło.

Z ciemności wyskoczył czarno-zielony byt.

Było płynne. Jak smolista plama, ale z kształtem człowieka. Kapnęła z niego fioletowa substancja.

Jego zęby były białe jak słońce, ale pokryte czerwoną i fioletową mazią.

Byt ryknął.

Nie mówił wiele, ale kiedy się odzywał, jego głos był głęboki, radiowy, wibrujący w powietrzu.

Chciał ich porwać.

Nie zabić. Zabrać.

Hi-Kimura od razu ruszył do walki. Był szybki, sprawny, precyzyjny.

Ale byt był szybszy.

Walcząc, Hi-Kimura odwrócił na moment wzrok.

I wtedy stało się coś dziwnego.

Błysk.

I… cisza.

Hi-Kimura osunął się na ziemię.

Za nim stał nowy przeciwnik.

Siwe włosy. Okulary. Fioletowa blizna przecinająca twarz.

Ekko spojrzał na Viktora.

— „No to mamy przesrane.”

Hi-Kimura czuł się jakby go potrąciła ciężarówka.

Otworzył oczy i zobaczył sufit. Czysty. Biały. Podświetlony zimnym światłem.

Spróbował się ruszyć, ale jego ciało było jak z waty.

— „No, kurna, pięknie…” mruknął, próbując poskładać w głowie ostatnie wydarzenia. Walka, to COŚ, siwowłosy koleś, potem… potem nic.

Zamrugał i skupił wzrok. Leżał na czymś, co wyglądało jak łóżko szpitalne, ale bardziej futurystyczne, zaawansowane technologicznie.

I wtedy drzwi się otworzyły.

Do pomieszczenia wszedł ON.

Siwe włosy, okulary, fioletowa blizna na twarzy, czarny kitel.

Dr. Dante.

— „Dzień dobry, panie Hi-Kimura,” powiedział z uprzejmym, ale sztucznym uśmiechem.

Hi-Kimura zaśmiał się cicho.

— „No tak… wiedziałem, że Crit to nie tylko służby bezpieczeństwa.”

Dante przechylił lekko głowę.

— „A jednak dał się pan złapać.”

Hi-Kimura nie odpowiedział.

Zamiast tego rozejrzał się po pomieszczeniu. Białe ściany, brak okien, jedne drzwi.

— „Więc co teraz? Zamierzacie mnie torturować? Przekonywać, że Crit to wspaniała organizacja? A może po prostu wsadzicie mi elektrodę w łeb i zrobicie ze mnie waszą nową zabawkę?”

Dr. Dante zaśmiał się lekko.

— „Och, panie Hi-Kimura. Proszę nie dramatyzować. Spędzi pan tu trochę czasu, to wszystko.”

Hi-Kimura przewrócił oczami.

— „Świetnie. Zawsze marzyłem o wakacjach w piekle.”

Dr. Dante uśmiechnął się szerzej.

— „Cieszę się, że mamy porozumienie.”

I wtedy go zostawił.

Hi-Kimura nie miał pojęcia, jak długo leżał, zanim coś się zmieniło.

Ale kiedy znowu otworzył oczy, zobaczył coś… dziwnego.

Nad nim pochylała się twarz.

Twarz… pomalowana jak u klauna.

Czerwone i białe włosy, skrzywiony uśmiech.

Gość wyglądał jak upośledzona wersja Jokera, która za bardzo kochała farbę do twarzy.

— „Ooo, już się obudził! Jak cudownie! Witamy w cudownej placówce Crit, kochanieńki!”

Hi-Kimura zmrużył oczy.

— „Kim, do cholery, jesteś?”

— „Ja?!” Gość zrobił przesadnie dramatyczną minę. „Och, no nie mów, że o mnie nie słyszałeś! Nazywam się… Mad Clown!”

Hi-Kimura westchnął.

— „No pięknie. Jeszcze tego brakowało. Psychopatyczny klaun.”

— „Psychopatyczny? Oj, skarbie, tak mnie komplementujesz!”

Hi-Kimura już wiedział, że będzie to piekło.

Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zauważył kogoś jeszcze.

W kącie stał facet.

Długi, czarny płaszcz, okulary przeciwsłoneczne… wyglądał jak tania wersja Alberta Weskera z Resident Evil.

Hi-Kimura uniósł brew.

— „A ty to kto?** Udało ci się zgubić na planie taniego filmu sci-fi?”

Facet nawet nie drgnął. Po prostu spojrzał na niego chłodno.

— „XJ.”

— „XJ?” Hi-Kimura przewrócił oczami. „Brzmi jak marka butów.”

Mad Clown zaczął się śmiać.

— „Ooo, ależ ja cię lubię! Jesteś taki… pełen życia! To mi się podoba.”

I wtedy Hi-Kimura zrozumiał coś ważnego.

Jest zamknięty w jednym pomieszczeniu z psychopatą i cyborgiem z taniego filmu.

I absolutnie nie ma pojęcia, co dalej.

Hi-Kimura obudził się i od razu zaczął kombinować.

Nie był idiotą – wiedział, że Crit nie trzyma ludzi dla zabawy. Jeśli go tu zamknęli, to mieli w tym jakiś cel.

Plan był prosty: znaleźć wyjście i spierdalać.

Dwie godziny później zrozumiał, że gówno z tego wyjdzie.

Każdy korytarz wyglądał tak samo – białe ściany, podświetlane podłogi, sterylność jak w laboratorium naukowym. Żadnych okien, żadnych wskazówek, którędy iść.

Wtedy spojrzał na Mad Clowna.

— „Ty, klaunie.”

— „Tak, mój ty przystojniaku?” Mad Clown uśmiechnął się szeroko.

— „Znasz jakieś wyjście?”

Mad Clown zaczął się śmiać.

Sięgnął do kieszeni, wyjął klucz… i po prostu otworzył drzwi.

Hi-Kimura zamarł.

— „TY MIAŁEŚ....?!”

Wkurwił się.

Rzucił się na Clowna, ale zanim zdążył go dopaść, poczuł przeszywający ból.

PRĄD.

Upadł na kolana, zaciskając zęby.

Przez głośniki rozbrzmiał znajomy głos.

Dr. Dante.

— „Panowie, panowie… jak na świeżo upieczonych współlokatorów, to chyba nieładnie się tak atakować. Nie zapominajmy, że tutaj wszyscy jesteście… przyjaciółmi.”

Hi-Kimura zacisnął pięści.

— „Pierdol się.”

Dr. Dante uśmiechnął się przez głośniki.

— „Z takim podejściem to nigdy się stąd nie wydostaniesz.”

Po 11 minutach ciągłego marszu Hi-Kimura wpadł na kogoś znajomego.

Ekko.

Obaj zatrzymali się jak wryci.

Hi-Kimura od razu się ucieszył.

— „No proszę! Mały Ekko też tu jest!”

Ekko wyglądał na mniej entuzjastycznego.

— „Nie nazywaj mnie ‘mały’.”

Hi-Kimura machnął ręką.

— „Masz może karty?”

Przez głośniki znów odezwał się Dr. Dante.

— „Wasze przedmioty zostały w waszych celach.”

I zaczął wymieniać numery.

— „Mad Clown – cela 24, XJ – cela 50, Ekko – cela 130…”

A potem:

— „Hi-Kimura – cela 1367.”

Cisza.

Hi-Kimura zacisnął pięści i wydarł się na całe gardło:

— „PIERDOL SIĘ!!!”

Ekko spojrzał na niego z mieszaniną szoku i rozbawienia.

Dopiero wtedy zauważył Mad Clowna i XJ.

I z jakiegoś powodu… już wiedział, kim są.

To nie była zwykła placówka.

I Crit nie trzymał ich tu bez powodu.

Przez głośniki rozległ się znajomy głos.

— „Wszyscy więźniowie proszeni są o stawienie się na stołówce.”

Hi-Kimura westchnął ciężko.

— „Czy oni nas tu serio traktują jak bydło?”

Ekko wzruszył ramionami, a Mad Clown tylko się zaśmiał.

— „Oj, kochanieńki, tu jesteśmy wszyscy jedną wielką rodziną!”

— „To mnie akurat martwi najbardziej.”

W drodze na stołówkę Hi-Kimura nie mógł oderwać myśli od jednej rzeczy.

Co, do cholery, stało się z Ekko?

— „Dobra, młody. Mów, co się z tobą działo? I skąd, do cholery, znasz tych dwóch?”

Ekko unikał wzroku.

— „Długa historia.”

— „Mamy czas.”

Mad Clown zaczął się rechotać.

— „Oj, Hi-Kimura, lepiej nie drąż tematu, bo jeszcze się czegoś dowiesz i ci się to nie spodoba!”

Hi-Kimura spojrzał na niego podejrzliwie.

— „Jasne… ty to na pewno wiesz wszystko, klaunie.”

I właśnie wtedy w ich polu widzenia pojawił się nowy typ.

Młody, z ciemnoniebieskimi włosami ułożonymi jak rogi.

Mechaniczne nogi.

Hi-Kimura podszedł do niego od razu.

— „Ty. Co jest z twoimi nogami?”

Młody spojrzał na niego zdziwiony.

— „Ich… kann schnell laufen… jak to się mówi… zapierdalać? Rakieta?”

Hi-Kimura zrobił minę, jakby ktoś walnął go w głowę.

— „No kreatywnie, nie powiem.”

Młody się uśmiechnął.

— „Diables. Tak mnie nazywają.”

I zanim ktokolwiek zdążył zareagować, ruszył.

Z prędkością światła.

Pobiegł prosto przed siebie… i po chwili rozległ się głośny PLASK.

Wszyscy spojrzeli w stronę dźwięku.

Diables z impetem przypieprzył w ścianę.

Mad Clown zachichotał i rzucił beztrosko:

— „Jednego mniej.”

Hi-Kimura krzyknął za Diablesem:

— „Tylko się nie zajeb, albo w sumie rób, co chcesz.”

Gdy weszli na stołówkę, Hi-Kimura się zatrzymał.

Ogromne pomieszczenie.

I pełne… dziwaków.

Orki, roboty, demony, jakieś cyborgi, a nawet coś, co wyglądało jak… żywa kałuża.

— „Kurwa, gdzie ja trafiłem?” mruknął pod nosem.

Usiedli przy osobnym stole, a Mad Clown od razu zaczął swoje.

— „Hi-Kimura, masz chłopaka?”

Hi-Kimura zamarł.

— „Co?”

Mad Clown przysunął się do niego i zaśmiał się cicho.

— „No bo wiesz… zawsze możemy to zmienić.”

Hi-Kimura zacisnął zęby.

— „Jeszcze raz się do mnie przylepisz, to ci zajebię.”

Mad Clown przechylił głowę.

— „Homo nie wiadomo!”

I zaczęła się gonitwa.

Mad Clown biegał wokół stołu, śmiejąc się jak szaleniec, a Hi-Kimura próbował go złapać.

Ekko, XJ i Diables tylko patrzyli.

Diables, który wyglądał, jakby miał za sobą bliskie spotkanie ze ścianą, usiadł obok nich i po prostu czekał.

I wtedy z głośników rozległ się kobiecy głos.

— „Dzień dobry. Nazywam się dr Misaid. Proszę każdego o poczekanie w kolejce po jedzenie.”

Były trzy opcje obiadu.

Hi-Kimura nie zastanawiał się długo i wziął pierwszy lepszy zestaw.

Usiadł przy stole, rozpakował sreberko…

…i zobaczył ziemniaka z widelcem.

Minę miał, jakby ktoś go właśnie zdradził.

— „Pierdol się, Dante.”






wojskowynyger
Skulik

Creator

Dr. Dante „nie jestem ci nic wstanie udowodnić ani obiecać ”

- to skąd mam być pewny że mnie nie oszukasz.

- jesteś zbyt wyjątkowy i za silny na swoją postać.

- po prostu mi zaufaj i tak w każdej chwili mógł bym teraz zwołać cały personel

- myślisz że twój personel był by wstanie mnie zabić. Nawet nie mogą mnie zranić a co dopiero unicestwić

Byt przyciągnął dr. Dante do ściany ściskając jego szyję „ jeśli spróbujesz jakiej kolwiek sztuczki obiecuję tobie i twoim pracowniką że możecie się pożegnać z życiem i tą placówka tak jak ja się pożegnałem z tobą przynajmniej tak myślałem. Słuchaj to że jestem twoim ojcem nie znaczy że nie jestem w stanie cię zabić drugi raz.”

#drama #mystery #comedy

Recommendation for you

  • What Makes a Monster

    Recommendation

    What Makes a Monster

    BL 75.8k likes

  • Invisible Bonds

    Recommendation

    Invisible Bonds

    LGBTQ+ 2.5k likes

  • Touch

    Recommendation

    Touch

    BL 15.6k likes

  • Silence | book 1

    Recommendation

    Silence | book 1

    LGBTQ+ 27.3k likes

  • Primalcraft: Scourge of the Wolf

    Recommendation

    Primalcraft: Scourge of the Wolf

    BL 7.1k likes

  • Secunda

    Recommendation

    Secunda

    Romance Fantasy 43.3k likes

  • feeling lucky

    Feeling lucky

    Random series you may like

DRUGIE DNO [PL.]
DRUGIE DNO [PL.]

706 views6 subscribers

„Drugie dno” opowiada o dwóch braciach którzy dostali kopa od życia. Jeden z braci wpada na pomysł by zacząć produkcję mety co może pujść nie tak (wszystko)
Subscribe

9 episodes

This is hell? Cz.1

This is hell? Cz.1

27 views 2 likes 0 comments


Style
More
Like
List
Comment

Prev
Next

Full
Exit
2
0
Prev
Next