Wróciłyśmy nie rozmawiając już niczym ważnym, zajęłam się swoimi sprawami, odebrałam parę faktur od szefa, wprowadziłam dane do archiwum i znów zaczęłam myśleć.
„Miłość?!” - rzuciłam trzymany w ręku długopis na biurko zirytowana słowami przyjaciółki.
- Chyba kpisz – powiedziałam do siebie przykładając dłonie do twarzy – To niemożliwe…
- Co jest niemożliwe? - Mike usiadł na krześle przede mną ze zmartwionym wyrazem twarzy – Mogę jakoś pomóc?
Matko. Człowieku. Dlaczego akurat teraz?
- Nie – podniosłam oczy – To nic takiego.
Moje słowa wyraźnie nie przyniosły mu ulgi, ale chyba postanowił nie naciskać.
- Mogę Ci w czymś pomóc? - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- Nasza zmiana się skończyła – podniósł jedną brew do góry – Jest dwudziesta pierwsza.
- Och.. Od lunchu nawet nie spojrzałam na zegarek – klepnęłam się w czoło – Już się zbieram.
- Czekam przy aucie – pomachał mi ręką i odszedł.
Czy teraz będzie niezręcznie? A może powinnam mu powiedzieć o mojej rozmowie z Emmą? W głowie mam tyle pytań i ani jednej odpowiedzi. Kim my w ogóle jesteśmy? Przyjaciółmi? Kolegami z pracy? Niby nie mówimy sobie o niczym, a jednak nie licząc mojej Em to z nikim w pracy nie rozmawiam tyle co z nim. Jestem w kropce.
Idąc na parking spostrzegłam, że Mike rozmawia z Sarą. Śmiał się i potakiwał. Kiedy tylko mnie zobaczyli od razu skierowali wesołe oblicza w moim kierunku.
- Sam – zawołał mój pasażer – Opowiadałem właśnie Sarze, ze gdyby nie ja to pewnie dzisiaj została byś w biurze na noc.
- To prawda – uśmiechnęłam się wesoło – Mam dzisiaj głowę w chmurach.
- Cała Ty! - pisnęła nasza towarzyszka – Uciekam! Do jutra kochani!
Nawet nie zdążyliśmy odpowiedzieć, już blond czupryna zniknęła w czerwonym audi zaparkowanym nieopodal.
- Wesoła osóbka – powiedziałam wsiadając do samochodu.
- Słodka jak cukierek – odpowiedział Mike – Aż zęby bolą.
Jego ton nie był złośliwy, aczkolwiek chyba nie czuł sympatii do naszej nowej koleżanki.
- Wszystko w porządku? - zapytałam ostrożnie.
- Tak – spojrzał na mnie ciepło – Zapomniałem dzisiaj lunchu i umieram z głodu.
Jakby na potwierdzenie jego brzuch zaburczał głośno. Zaczęłam się śmiać i cały stres powoli mnie opuścił. Poczułam się dużo lepiej uwolniona od natłoku myśli.
- Masz coś w domu? - opanowałam śmiech.
- Zamówię pizze – odpowiedział – Nie miałem czasu na zakupy w tym tygodniu.
- Tesco jest otwarte jeszcze – przypomniałam sobie – A akurat tez potrzebuję kupić kilka rzeczy na jutro. Wybierzesz się ze mną?
- Z przyjemnością – jego uśmiech jeżeli to w ogóle możliwe stał się jeszcze szerszy. - Będzie miał Ci kto koszyk ponosić.
Przytaknęłam skupiając swoje myśli na jutrzejszej kolacji z dziewczyną Michała. Wysiedliśmy jakieś pięć minut później na niemal pustym parkingu. Mike zarzucił torbę na ramię i pomaszerował równo ze mną w stronę wejścia.
- Czego potrzebujesz? - zapytałam
- Nie wiem – uniósł oczy ku górze – chyba wezmę jakieś gotowe danie, bo nie bardzo mam ochotę na gotowanie.
Uśmiechnięty ruszył ku stoisku z daniami w 5 minut. Pokręciłam głowę ruszając za nim.
Kiedy tak przeglądał kolejne opakowania, czytając skład i krzywiąc się w zabawny sposób na każde wegetariańskie posiłki, ja zdążyłam wziąć kurczaka, kilka warzyw i ziemniaki. Zastanawiałam się tylko nad wyborem masła, kiedy podszedł do mnie.
- Mam – zawołał – Możemy uciekać.
- Chodźmy – machnęłam ręką w stronę kasy.
Wyszliśmy powoli kierują się w stronę auta. Moje zakupy szeleściły w reklamówkach trzymanych przez Mike. Odłożyliśmy je wspólnie na tylne siedzenia i wgramoliliśmy się do środka.
- Dziękuję – powiedziałam.
- To ja dziękuję – odpowiedział łapiąc mnie za ramię – Dużo tobie zawdzięczam i przynajmniej mogę Ci śię trochę odwdzięczyć.
- Nic nie jesteś mi winny – westchnęłam – Już Ci to tłumaczyłam.
- Wiem wiem – zieleń jego oczu błyszczała w świetle latarni – Ale kiedyś wymyślę coś w czym to ja mógłbym Ci pomóc i będę miał czyste sumienie.
- Jesteś niemożliwy – odpaliłam silnik – Skąd się biorą tacy ludzie jak Ty?
- A tacy jak Ty? - spojrzał za szybę na niebo – Bo ja nigdy nikogo takiego nie spotkałem.
Zrobiło się poważnie?
- Wystarczy się rozejrzeć – uśmiechnełam się. - Pewnie siedzą w co trzecim samochodzie gotowi zabierać moknących autostopowiczów, ratując ich przed katarem.
Mój żart wywołał mały uśmiech.
- Rozglądam się i widzę tylko Ciebie – powiedział a mi żołądek zawiązał się w supeł – Jakbyś byłą z innej epoki.
- No co Ty – wykrztusiłam – Jestem tylko sobą..
- Może w tym właśnie tkwi ta tajemnica – powiedział – Wszędzie w około fałsz, a Ty jesteś jaka jesteś. Nie udajesz nikogo, by się komuś przypodobać. Robisz swoje i nie uważasz tego za nic wyjątkowego, a ludzie lgną do Ciebie szukając trochę prawdy w tym zakłamanym świecie.
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie wiem czy rozumiem co on właściwie do mnie mówi. Spojrzałam w szczere oczy – wydawały się teraz takie smutne. Po tym wszystkim co powiedział, ujrzałam jak wiele chowa w sobie. Zaparkowałam pod jego domem. Nie chciałam, żeby wysiadł. Chcę mu coś powiedzieć, ale nie bardzo wiem jak zacząć.
- Mike..- wyszeptałam – wiem, że się prawie nie znamy...ale widzę to w Twoich oczach, w Twoim zachowaniu. Widzę, że cierpisz. Nie wiem dlaczego, nie wiem czy kiedykolwiek się dowiem, ale wiedz, że cokolwiek by Cie nie spotkało możesz na mnie liczyć…
- Sam – spojrzał zaskoczony – Ja… JA nie wiem… Ja…
- Spokojnie – złapałam jego rękę – Nic nie mów, uciekaj jeść. Chciałam tylko żebyś wiedział, że nie jesteś sam.
Oboje jeszcze przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy. Uśmiechnęłam się ciepło, pokrzepiająco i poklepałam go po ramieniu.
Mężczyzna siedzący obok westchnął nie wiedząc chyba co odpowiedzieć. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Potrzebował tego, a ja to rozumiałam. Tak bardzo było mi go szkoda.
- Obiecuję, że na jutrzejszej kawie, będę trochę weselszy – szepnął mi wprost do ucha – Jesteś dziwna osobą Sam.
Zaśmiałam się wesoło, kiedy odsunął się już na swoje siedzenie.
- Zawsze do usług – powiedziałam
- Będę pamiętał – zamknął drzwi i chwilę później zniknął w ciemnym domu.
Odjechałam po chwili w starając się nie myśleć o tym co czeka mnie jutro.
W domu było ciemno, ale w kuchni siedział Kuba.
- Hej kochanie – odłożyłam płaszcz torebkę na wieszak – Czemu jeszcze nie śpisz?
- Hej – Wstał – Dostałaś wolne?
- Tak – przytuliłam go do siebie – Przecież obiecałam.
- Jesteś super – odwzajemnił uścisk – Zrobiłem dla Ciebie zupę!
- Na prawdę? - zdziwiłam się – Od lat nikt mi nie zrobił kolacji!!
- Twoja ulubiona – powiedział stawiając przede mną parującą miskę zupy pomidorowej z makaronem.
- Jesteś kochany – wzięłam łyżkę i ze smakiem zjadłam - Było pyszne!
- Jutro Nina wpadnie o 16 – powiedział – Może być?
-Jasne – wypakowałam zakupy i przyprawiłam kurczaka – Ja już prawie gotowa.
- Dobranoc – objął mnie jeszcze raz – Na pewno się polubicie.

Comments (0)
See all