ROZDZIAŁ V
Wstałam o 6 i zaczęłam już trochę ogarniać mieszkanie, powycierałam kurze, blaty i poprawiłam poduszki w salonie. Pozmywałam resztki z wczorajszej kolacji i przygotowałam do końca kurczaka – teraz wystarczy go wstawić o 13 do piekarnika i będzie akurat na obiad. Za godzinę jadę do Mike, odwiozę go do pracy i pojadę na szybkie zakupy na rynek. Chciałam kupić trochę owoców aby na deser zrobić mrożony mus owocowy.
Ubrałam się w czarne jeansy i niebieską koszulkę z nadrukiem. (W końcu jakieś wygodne rzeczy!) Związałam szybko włosy w mało elegancki kucyk, kiedy chłopcy już wyszli poodkurzałam całe mieszkanie, odświeżyłam się w łazience, wzięłam kluczę i wyszłam. Mike będzie miał nietęgą minę widząc mój dzisiejszy strój. Po drodze wstąpiłam do małego sklepu nieopodal domu po ciasteczka do kawy.
Ding. Dong. Zadzwoniłam około 8 do drzwi. Niemal natychmiast te otworzyły się i stanął w nich mój kolega z pracy.
- Przyjechałaś – uśmiechnął się – zapraszam!
Wpuścił mnie do środka, zamykając za mną drzwi. Rozejrzałam się po wnętrzu, ściany były jasno kremowe, na podłodze położony był drewniany parkiet, a meble koloru ciemnego drewna doskonale wszystko uzupełniały. Dom był bardzo elegancki, a za razem skromnie urządzony.
- Na lewo do kuchni – pokierował mną Mike.
Kuchnia była śliczna i ciepła, aż się prosiła by w niej gotować. Mogłabym spędzać całe dnie w takim pomieszczeniu piekąc ciasteczka i gotując przeróżne potrawy.
- Masz taki piękny dom – westchnęłam – A ta kuchnia! Dech zapiera!
- Dziękuję – zaśmiał się – Moja mama miała gust i kochała gotować.
- To widać – rozejrzałam się jeszcze raz – Przyniosłam ciasteczka.
Wyciągnęłam rękę z słodkościami w jego stronę. Ostrożnie przyjął ją ode mnie i wysypał zawartość na talerzyk.
- Jaką kawę pijesz? - zapytał odwrócony plecami.
- Sypana, czarna z 2 łyżeczkami cukru. - od lat nie piłam innej. Nie znosiłam gorzkiej a śmietanka tylko psuła mi smak.
- Proszę – postawił przede mną pomarańczowy kubek w kwiatki, a identyczny po drugiej stronie stołu – Uwaga gorąca.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym usiadł wygodnie na krześle naprzeciwko.
- Taki strój do pracy? - upił łyk – No no..
Zaśmiałam się. Byłam ciekawa kiedy zapyta.
- Do pracy? - udałam niewiniątko – Nic mi o tym nie wiadomo.
- Jak to? - zdziwiony podniósł brwi – Coś się zmieniło?
- Chciałam wziąć pół dnia urlopu, ale szef dał mi cały dzień – wesoło zamrugałam.
- Mogłaś powiedzieć! - odstawił kubek – Sprawdziłbym autobusy..
- Przestań – przerwałam – Przecież obiecałam, że Cię odwiozę. Poza tym mam po drodze, bo jadę na rynek.
Zamilkł na chwile, po czym wstał i usiadł obok mnie.
- Sam – zaczął – Nie musisz się, aż tak mną przejmować. Umiem sobie radzić, a Ty i tak masz już dużo zmartwień na głowie.
- Mike – odpowiedziałam mu podobnym, poważnym tonem – Gdybym uważała to za zmartwienie to nie przyjechałabym.
- Ale..
- Nie ma „ALE” - przerwałam – Tak jak mówiłam jadę na rynek, a sam wiesz, że to za naszym biurem.
- Głupio mi tak – szepnął.
- Niepotrzebnie. Jak za tydzień odbierzesz samochód będziesz sobie jeździł ile chcesz, a może to ja kiedyś będę potrzebowała podwózki?
- O każdej porze dnia i nocy – rozluźnił się z powrotem – Tylko jedno Twoje słowo!
- Zapamiętam – odparłam.
Posiedzieliśmy jeszcze godzinkę śmiejąc się i żartując. Po czym powoli zebraliśmy się do wyjścia. Mike poszedł się przebrać, a ja oglądałam wiszące na ścianie zdjęcia. Młoda, ładna kobieta patrzyła na mnie z ramki uśmiechając się promiennie, na innym starszy mężczyzna koszący trawę, a za nim ta sama osoba co na poprzedniej fotografii tylko dużo starsza. Kolejne zdjęcie przedstawiało małego, śpiącego na wielkim misiu chłopca.
- To ja – wskazał palcem to które akurat oglądałam – i mój miso Franek.
- A to pewnie Twoi rodzice? - zapytałam – Wyglądają na bardzo szczęśliwych.
- Byli zakochani w sobie po uszy – dotknął ściany tuż przy mnie – Coś co się trafia tylko raz.
- Piękne – uśmiechnęłam się po czym otworzyłam drzwi wychodząc jako pierwsza.
Mike wgramolił się na siedzenie i zapiął pasy.
- Miło było – powiedział – Chętnie to kiedyś powtórzę.
- JA też – włączyłam silnik – Od dawna mieszkasz sam?
- Jakoś 6 lat – spuścił głowę – Ale lubię posiedzieć sam, jak chcę pogadać to kogoś zaproszę no i czasem odwiedzają mnie starsze sąsiadki, którym czasem pomagam w domu czy ogrodzie. Ich wnuki raczej nie wpadają za często, a im po prostu brakuje czasem sił.
- Też mam taką sąsiadkę – odpowiedziałam – Pani Jadzia. Najmilsza kobieta świata i chyba najbardziej doinformowana osoba jaką znam!
- Ploteczki? - zaśmiał się.
- U niej? Koniecznie! - pokręciłam głową – Nie muszę nigdzie wychodzić, nikogo znać a i tak wiem o każdym sąsiedzie wszystko co się da!
- Ciekawa kobieta!
Zaparkowałam pod biurem.
- Jeszcze raz dziękuję i do jutra! - powiedział zamykając drzwi.
Pojechałam na rynek, kupiłam mnóstwo owoców i zawróciłam do domu.
O dwunastej Tomek wrócił z pracy.
- Hej – pocałował mnie w policzek – Jak Ci wolne mija?
- Hej – odpowiedziałam krojąc warzywa – Rano wypiłam kawę z tym znajomym z pracy, który ze mną jeździ a potem pojechałam na rynek.
- A co na obiad? - zapytał.
Nawet nie zapyta z jakim kolegą?
- Kurczak, ale będzie na 16, bo dziewczyna Kubusia przychodzi. - umyłam ręce i wzięłam się za obieranie ziemniaków – Wytrzymasz?
- Ok. Tylko zrobię sobie kanapkę – zajrzał do lodówki i wyciągnął parę składników – Jakbym zasnął to mnie obudź jak już będzie gotowe.
Wyszedł z kuchni i poszedł do sypialni. Obudzę go o 15 by zdążył się jeszcze wykąpać.
Trzy i pół godziny później kurczak był już prawie gotowy, Tomek się kąpał a Kuba robił lekcje. Wszystko było już niemal zrobione, więc poszłam do sypialni się przebrać, a potem zbierałam się do przygotowania stołu.
Nina i Kuba przyszli punktualnie. Dziewczyna widać trochę nieśmiała była ładną brunetką o czarnych oczach i lekko zaróżowionych polkach.
-Dzień Dobry – powiedziała podając mi dłoń – Jestem Nina.
- Hej – uścisnęłam jej dłoń i zaprosiłam do stołu – Lubisz kurczaka?
- Pewnie – uśmiechnęła się siadając koło Michała.
Kuba zajął miejsce naprzeciw a ja usiadłam na środku. Zaraz potem wszedł Tomek i zaczęliśmy jeść. Dziewczyna z początku cichutka śmiała się razem z nami, potem poprosiłam by opowiedziała jak zaczęli się ze sobą spotykać, aż w końcu kiedy talerze były puste Nina odebrała telefon od ojca, który miał po nią przyjechać, że już czeka.
- Było mi naprawdę miło – uśmiechnęła się – Pyszny obiad proszę Pani.
- Dziękuję, że nas odwiedziłaś – uścisnęłam ją – Wpadaj kiedy chcesz!
- Do widzenia! - pomachała nam, a Kubie posłał całusa i wyszła.
Zbliżała się dwudziesta, więc razem z chłopakami ogarnęliśmy stół, włożyliśmy naczynia do zmywarki posprzątaliśmy salon.
Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam w kuchni z książką.
- Mamo – usłyszałam za plecami głos Michała – Chciałbym mieć pieska.
- Pieska? - zapytałam – A wychodziłbyś z nim na dwór przed szkołą?
- Oczywiście – poklepał się po klatce – Byłbym odpowiedzialny!
- Porozmawiam z tatą ok? - obiecałam.
- Super! - pobiegł do pokoju brata z pewnością pochwalić się pomysłem na jaki wpadł.
Zamknęłam książkę nie przeczytawszy nawet zdania i udałam się do sypialni.
- Będziemy mieli psa – powiedziałam do Tomka jak tylko się położyłam – Co Ty na to?
- Ale nie ja będę po nim sprzątał – powiedział zaspanym głosem – Ale raz dziennie po pracy mogę z nim wychodzić.
- Jesteś kochany – cmoknęłam go w czoło – Śpij smacznie.

Comments (0)
See all