Weszłam nie czekając na Mike’a. Podbiegłam szybko do recepcji i wyjaśniłam kogo szukam i kim jestem.
- Obecnie jest na sali operacyjnej, ale Pani rodzina już czeka. Proszę do nich dołączyć.
- Dziękuję – odwróciłam się i wpadłam na mojego towarzysza.
- I co? - powiedział zmartwiony.
- Nic nie wiem, może Tomek już zna jakieś szczegóły. - odparłam – Muszę iść.
- Wiem – pogłaskał mnie po poliku – Daj mi znać proszę później.
Szybko udałam się w stronę poczekalni, bojąc się każdej kolejnej sekundy.
- Mamo! - zawołał zapłakany Kuba – Mamo!
Przytuliłam go mocno, a zaraz obok pojawił się Tomek.
- Co się stało?! - krzyczałam już niemal.
- Michała potrącił samochód.. - szepnął cicho a ja poczułam się jakby ktoś mi właśnie w serce wbił sztylet.
- Jak? - łzy leciały ciurkiem po mojej twarzy.
- Szliśmy wszyscy ze spaceru z Maksiem, jakiś facet nagle zjechał na chodnik uderzając kilku ludzi w tym Michała. Był pijany.
- Skurwysyn – powiedziałam do siebie – Co teraz?
- Operują go – pokazał drżącym palcem na zamknięte drzwi – Możemy tylko czekać.
- Przepraszam – zaczął płakać Tomek – Przepraszam, nie dałem rady go odsunąć. Tak mi przykro.
Płakaliśmy we trójkę czekając na cud.
- To nie Twoja wina – powiedziałam przytulając obu.
Siedzieliśmy tak parę godzin z duszami na ramieniu. Kuba zasnął wyczerpany, a ja z Tomkiem wpatrywaliśmy się w ciszy w napis OPERACJA. Wtem drzwi się otworzyły i wyszedł ku nas lekarz cały we krwi naszego dziecka.
- Państwo są rodzicami poszkodowanego? - zapytał.
- Tak – odpowiedziałam – Co z moim synkiem?
Głos mi się łamał.
- Operacja się udała, jednak to nie gwarantuje przeżycia. - powiedział z kamienną twarzą doktor – Jutro konieczna będzie następna.
- Rozumiemy – szepnęłam – Czy on jest przytomny? Możemy go zobaczyć?
- Jest w śpiączce, ale możecie do niego wejść za 10 minut, kiedy przeniesiemy go do sali.
Nigdy nie zapomnę widoku mojego Michałka całego w bandażach. Jego ręce i nogi były w gipsie, a twarz cała sina. Bałam się go dotknąć, siłą woli tylko powstrzymywałam krzyk. Chciałam go przytulić, ale nie mogłam. Zostało mi tylko patrzeć na mojego kochanego synka. Siedziałam przy nim całą noc, wysłałam chłopaków do domu, nad ranem mieliśmy się zmienić, jednak ja wiedziałam, że nie odejdę od niego choćby nie wiem co..
Przelotnie wysłałam sms’a do Mike’a i dalej trwałam na posterunku, aż nie zabrali mojego chłopca na kolejną operację. W międzyczasie wrócił Tomek z Kubą namawiając mnie bym to ja pojechała odpocząć. Nie chciałam, bałam się, że się obudzi i mnie nie zobaczy. Minęły kolejne cztery godziny, minuta po minucie. Nagle na sali operacyjnej zaczęło się coś dziać. Lekarze wbiegali i wybiegali szybko. Wiedziałam, że walczą o życie i że przegrywają. Po raz kolejny zaczęłam płakać. Kuba mocno mnie przytulił starając się grać twardziela. Sam stał z mocno zaczerwienionymi oczyma. Po kolejnych godzinach wydawało mi się, że zasypiałam. Organizm był wykończony, jednak ja byłam uparta. Otworzyłam szeroko oczy spojrzałam na zegarek. Dwudziesta trzecia. Operacja trwała już trzynaście godzin. Drzwi cały czas zamknięte.
Dopiero nad ranem ktoś do nas podszedł i już po minie wiedziałam co zaraz usłyszę.
- Tak bardzo nam przykro – powiedział – Robiliśmy co w naszej mocy, jednak serce Państwa syna nie wytrzymało.
Świat zrobił się czarny a ja odleciałam. Nie mój Michaś. Moje kochanie. Mój synek.
Już nie hamowałam krzyku,a ten poniósł się po całym szpitalu.
Tomek i Kuba trzymali mnie mocno cały czas szlochając. Doktor dał nam znać, że możemy pójść go pożegnać. Z nogami jak z waty powoli podeszłam do ciała mojego synka, którego jeszcze wczoraj tuliłam mocno do siebie.
- Kocham Cię – szeptałam wciąż do zimnego ucha – Tak mi przykro, że nie było mnie przy Tobie. Tak bardzo przepraszam.
Z tyłu słyszałam ciche szlochy. Mój świat się zatrzymał. Moje serce też.

Comments (0)
See all