Siedziałem już parę dobrych godzin przed stołem, na którym leżała gruba księga, powoli zapełniająca się wyrazami.
Litery pojawiały się na stronach w najróżniejsze sposoby, w zależności od tego, co opisywały.
Jeśli zdanie pojawiało się jak wypalone żelazem, najpewniej był to opis walki czy wybuchu konfliktów. Litery wychodzące z cienia, nad księgą świadczyły o kłamstwach i spiskach jakich właśnie się bohaterowie dopuścili. Ślady kropli jako zapowiedź smutku, światło momentem triumfu, a rośliny formujące się we wzory jako spokój.
Takich wzorów były istne miliony, jeśli nie więcej, a ja nawet po setkach lat odkrywałem nowe sposoby, na jakie tworzyła się historia.
Jednak książki tworzyły zbiór dobrany przez Niego. Każda nowa strona pokazywała mi kolejne, niekończące się konsekwencje moich działań.
Na szczęście z czasem te opowieści zaczęły być coraz to mniej ze mną związane.
W końcu po tylu wiekach ludzie zapomnieli moje imię a ostatnio także o mojej egzystencji.
Czasami się zastanawiałem, od czego wszystko się zaczęło. Pamiętałem moje obtarte dłonie w nie wbite drzazgi tak głęboko, że stały się jednością z moją skórą, pokryte warstwami zasklepiającej się skorupy. Żyłem zakopany pod ziemią zapomniany nawet przez strach i nienawiść.
Pozbawiony i okradziony z wolnej woli sam musiałem przypomnieć sobie sens słowa "Cel".
Jeszcze jednak go nie spełniłem. Na teraz mogłem tylko czekać.
Z zadumań wyrwał mnie mój towarzysz, który skupiał swe pozostałe siły na dodawaniu słów do Tej Cholernej księgi i co chwilę krzywił się na widok cierpienia, które było przed nami zapisywane.
Patrzyłem na Niego przy pracy i z nudów pociągnąłem Go za żelazne łańcuchy łączące nas obu.
Brak reakcji. Nawet nie drgnął, jakby był wykuty z skały.
Kiedyś czerpałem radość z bycia wrednym i testowania Jego temperamentu, ale te czasy już dawno minęły.
W sumie, to nigdy nie widziałem, żeby się przez to złościł, ale nadzieja, że Go chociaż lekko denerwuję, była jedyną rzeczą trzymającą mnie przy życiu.
Kiedy odwróciłem się, On już czekał z książką, którą właśnie skończył „pisać" i bezsłownym gestem nakazał mi ją przeczytać. Miała cienką srebrną okładkę zdobioną złotymi nićmi, a strony zamiast papieru były zardzewiałymi blachami, które niemiłosiernie szarpały skórę.
Pierwsza strona głosiła „Nnumpugyw Qqfxwixyw"
Odczytałem bez trudności skomplikowany kod, którego przez wieki wyuczyłem się na pamięć oraz zdziwiony spojrzałem na Niego.
Zazwyczaj te zakodowane tytuły krzyczały o popełnionej zbrodni, lecz ten omawiał jedną z niewielu rzeczy dobrych, do których się przyczyniłem.
On wciąż nie mógł zrozumieć, do jakiego dobra byłem w stanie doprowadzić.
Nawet, jeśli trzeba było poświęcić jedno istnienie.
Wiedząc, że jeśli odmówię to On zacznie swoje tortury, zwróciłem swą uwagę na zawartość książki i zaintrygowany zacząłem czytać Jego i moje dzieło.

Comments (0)
See all