ROZDZIAŁ XII
Spakowałam wszystkie ciepłe rzeczy i jeszcze raz porozmawiałam z Kubą i zapewniam go, że w każdej chwili może na mnie liczyć. Domek był prawie godzinę drogi od naszego miasta, ale rzeczywiście miejsce to było dla mnie szczególne.
Musiałam jeszcze skoczyć na duże zakupy i do biura. Pożegnałam się z chłopakami i wyszłam z duszą na ramieniu.
W sklepie nie było tłoku, więc wszystko poszli sprawie. Jeszcze tylko praca. Ciekawe czy spotkam Mike’a?
Zaparkowałam na swoim miejscu i powoli ruszyłam w stronę szatni. Przywitałam się z Panem Mirkiem i wspięłam się na schody do biura Roberta.
Zapukałam cicho i weszłam.
- Sam? – zapytał zdziwiony – Co Ty tutaj robisz?
- Dzień dobry – opuściłam głowę – Chciałam tylko zawiadomić, że wyjeżdżam. Jeszcze nie wiem na ile, ale co najmniej dwa tygodnie.
- Nie ma nawet o czym mówić! – odparł – masz urlop tak długo jak Ci to potrzebne.
- Dziękuję – szepnęłam – Czy Emma jest u siebie?
- Tak, do zobaczenia Samantha.
- Do zobaczenia – zamknęłam za sobą drzwi.
Emma była przy swoim biurku, skupiona na komputerze. Nawet nie zauważyła kiedy weszłam.
- Hej Em – zawołałam cicho.
- Sam?! – niemal wykrzyknęła zaskoczona – Ty tutaj?
- Chciałam się tylko pożegnać, bo wyjeżdżam na trochę, do domku. – przytuliłam ją – Musze pozbierać myśli.
- Rozumiem – spojrzała na mnie zmartwiona – Mogę coś dla Ciebie zrobić?
- Właśnie to tak.. – powiedziałam – Mogłabyś co parę dni zaglądać do chłopaków? Będę spokojniejsza wiedząc, że ktoś ich pilnuje.
- Jedziesz sama? – moja przyjaciółka otworzyła szeroko oczy – Na jak długo? I czemu bez rodziny?
- Jeszcze nie wiem na jak długo, ale co najmniej dwa tygodnie. – powiedziałam zawstydzona – Nie biorę ich, bo.... – zaczęłam – rozstałam się z Tomkiem.
Emma usiadła na chwile patrząc na mnie uważnie.
- Jak to...?
- Oboje przyznaliśmy, że nasze uczucie się wypaliło.
- Moje biedactwo – przytuliła mnie mocno – Oczywiście, że będę do nich zaglądać.
- Dziękuję – odsunęłam ją od siebie – Mój numer alarmowy będzie aktywny w razie potrzeby.
- Papa Sam – pomachała mi gdy już stałam w drzwiach.
Wychodząc z jej biura niemal wpadłam na Sarę.
- Hej – zaczęła smutno – Tak mi przykro.
- Hej – westchnęłam – Przepraszam, ale się spieszę.
- Do zobaczenia.
Zeszłam powoli po schodach do szatni.
- Sam!! – usłyszałam znajomy głos z daleka – Poczekaj!
Mike biegł w moją stronę od biura. Nawet nie zdążyłam się odezwać kiedy wziął mnie w ramiona i mocno przytulił do siebie.
Serce mnie zakuło. Odwzajemniłam uścisk i tak przez chwile trwaliśmy w milczeniu.
- Mike.. – szepnęłam – wyjeżdżam.
- Wiem, Emma mi powiedziała, dlatego przybiegłem.
- Przepraszam – wyjąkałam tłumiąc emocje.
- Za co? - Odsunął mnie zdziwiony – Rozumiem Cię na prawdę. Chciałem tylko, abyś wiedziała, ze możesz na mnie liczyć!
Wyjęłam z torebki wizytówkę z moim telefonem.
- Proszę – podałam mu – jakbyś mnie potrzebował to będę pod tym numerem.
Mike schował kartkę do kieszeni koszuli i ponownie zamknął mnie w objęciach.
- Najchętniej zadzwonił bym od razu – szepnął mi do ucha – Bo tylko przy Tobie jestem w stanie normalnie oddychać, ale wiem, ze potrzebujesz czasu.
- Do zobaczenia Mike. – również szepnęłam delikatnie oswabadzając się z jego ramion.
- Do zobaczenia – pomachał mi niemrawo.
Wsiadłam do samochodu ledwo utrzymując się na nogach. Pożegnania są takie trudne. Zastanawiało mnie tylko jedno, skoro Emma powiedziała mu ze wyjeżdżam to czy wspomniała także o Tomku?
Nie chce teraz o tym teraz myśleć. Potrzebuje odpoczynku. Samotności.
Droga minęła mi niespodziewanie szybko, a domek wyglądał tak, jakbym widziała go zaledwie wczoraj. Otworzyłam drzwi, odłożyłam zakupy i powoli zaczęłam ogarniać zakurzone pomieszczenia. Otworzyłam okno, by wywietrzyć trochę i rozpakowałam reklamówki. Gdy wszystko było już gotowe zbliżała się noc. Założyłam ciepłą kurtkę, wygodne buty i wyszłam pochodzić po plaży. Było wyjątkowo zimno, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu wzięłam głęboki oddech. Chłodne podmuchy działały orzeźwiająco a łzy, które płynęły po mojej twarzy zamiast bólu przynosiły ulgę.
Gdy wracałam do domu było późno, w domu na pewno wszyscy już spali. Zrobiłam sobie ciepłą herbatę i usiadłam na sofie, przykryłam się kocem i wzięłam książkę. Chciałam przez chwile nie myśleć o niczym. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam snem bez koszmarów. Obudziłam się około godziny jedenastej co nie zdarzyło mi się to od tak dawna. Zadzwoniłam do domu.
- Hej, wszystko w porządku? – zapytałam.
- Hej – powiedział Tomek – Wszystko ok, a jak Ty sobie radzisz?
- W porządku – uśmiechnęłam się pod nosem – Nie sądziłam, że to miejsce tak dobrze na mnie działa.
- Kuba wiedział gdzie Ci będzie najlepiej – westchnął – Odpoczywaj.
- Emma będzie do was zaglądać – powiedziałam na koniec – Dzięki temu będę spokojniejsza.
- Dzięki – powiedział – Na razie.
Odłożyłam komórkę na stół i wzięłam się za obiad. To dziwne jak szybko gotuje się dla jeden osoby. Wyszło mi nawet trochę za dużo, ale zawsze mogę zjeść to później. Posprzątałam i wyszłam na spacer. Mamy ten domek od 10 lat, kiedy to ojciec Tomka zapisał nam go w testamencie. Pamiętam jak dziś gdy pierwszy raz weszłam przez drzwi i jak zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia.
***
- Jeżeli nie spodoba Ci się, zawsze możemy go sprzedać. – Powiedział Tomek trzymając małego Michasia w rękach – Jakoś nigdy nie lubiłem tego miejsca.
- Zobaczymy. – uśmiechnęłam się – Uwielbiam morze!!
- Mój tata chyba zapisał go Tobie nie mi – zaśmiał się – Zaczarowałaś go od pierwszego spotkania tak jak i mnie.
- Też go bardzo lubiłam – westchnęłam – Trzymasz się?
- Był bardzo chory – powiedział smutno – To była kwestia czasu.
Szliśmy chwilę w milczeniu, po czym zatrzymaliśmy się przy małym domku z niewielkim ogródkiem i z widokiem na plaże. Moje oczy rozszerzyły się z zachwytu nad urokiem tego miejsca. Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę wnętrze. Kiedy Tomek otwierał drzwi ja stałam z chłopakami z tyłu i pokazywałam im morze – jest takie piękne. Był środek lata więc na plaży bawiło się sporo ludzi.
- Pójdziemy popływać? – zawołał 6 letni Kubuś – Proszę!
- Jasne kochanie! – zaśmiałam się wesoło – Ale najpierw obejrzymy domek!
Wnętrze było jeszcze ładniejsze niż ogród, dwie duże i jasne sypialnie, mała, ale bardzo ładna kuchnia oraz duży salon połączony z jadalnią.
- Jest taki cudowny! – rozejrzałam się raz jeszcze – Zapiera dech w piersiach!
- Wiedziałem, że się go tak łatwo nie pozbędę – zaśmiał się – Niech to będzie mój prezent dla Ciebie!
- Żartujesz?! – odwróciłam się do niego – To najlepszy prezent jaki w życiu dostałam!
Rzuciłam się mu na szyję i ucałowałam mocno.
- Wszystkiego najlepszego! – zawołał.
***
To było tak dawno, jakby w poprzednim życiu. Przez dziesięć lat zmieniło się tak dużo, a jednego z nas już z nami nie ma. Mój kochany Michaś, taki mały i pełen energii. Tak bardzo mi go brakuje. Nie wiem jak dam radę wrócić, by posprzątać jego pokój, by schować rzeczy i na zawsze pogodzić się z myślą, że już go nie zobaczę. Otarłam łzy, zarzuciłam płaszcz i wyszłam. Samotność przynosi ulgę. Chociaż nie zawsze tak było. Nigdy wcześniej nie uciekałam od ludzi, a teraz? Wydaję mi się, że to właśnie tu i teraz powinnam być. Daleko od wszystkiego i wszystkich, którzy przypominają mi, że mój świat się wali.
Zadzwonił telefon. Numer nieznany.
- Tak słucham? – powiedziałam zakrywając drugie ucho ręką.
- Sam? – zapytał męski głos – Słabo Cię słyszę. Tu Mike.
- Poczekaj chwilę – odpowiedziałam kierując się w stronę domu – Tylko wejdę do środka.
- Jak się trzymasz? – zapytał, kiedy słyszalność się poprawiła – Wszystko w porządku?
- Tak – odparłam – Jest mi dużo lepiej, chociaż daleko jeszcze do trzymania się.
- Rozumiem – szepnął – Czy mógłbym Cię odwiedzić?
- Nie wiem – spuściłam głowę – To taka moja terapia.
- Rozumiem, ale brakuje mi Ciebie – westchnął ciężko – Chciałbym Cię zobaczyć.
- Dobrze, przyjedź – stwierdziłam – Na obiad powiedzmy w środę ok?
- Na prawdę mogę? – odparł zaskoczony moją nagłą zmianą – Czternasta Ci pasuję?
- Jasne, podeślę Ci adres za chwilę. – powiedziałam – Do zobaczenia Mike!
- Do zobaczenia za dwa dni! – zawołał wesoło i odłożył słuchawkę.
To nie był zły pomysł, nie chcę się za bardzo przyzwyczajać do samotności, bo być może już nie będę umiała żyć wśród innych.
Następnego dnia, gdy tylko wstałam wysprzątałam cały dom i odświeżyłam trochę wnętrze.
Gdy tylko wybiła piętnasta wybrałam numer do Kubusia.
- Hej mamo! - zawołał ucieszony – Jak urlop?
- Hej kochanie – powiedziałam – To był świetny pomysł i bardzo Ci za niego dziękuję, tylko tęsknie za Tobą.
- W weekend wpadnę do Ciebie, obiecuję! – odparł – Nie nudzisz się tam?
- Nie, jest w porządku. – zaśmiałam się – Bez Internetu da się żyć.
- Nie wyobrażam sobie tego! – wykrzyknął – Dobra, ja kończę. Nina zaraz przyjdzie.
- Pozdrów ją – uśmiechnęłam się – Do zobaczenia!
Kuba odłożył słuchawkę, a ja przez chwilę siedziałam nieruchomo. Życie idzie dalej, a ja chciałabym je zatrzymać. Nie jest to możliwe, a jednak czas w mojej małej samotni wydaje się stać w miejscu.

Comments (0)
See all