ROZDZIAŁ XIII
Skończyłam gotować ziemniaki, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Była 13.57, wiec Mike był punktualnie. Wytarłam szybko ręce i poszłam otworzyć.
- Hej – uśmiechnęłam się nieśmiało patrząc na mojego gościa – Podróż bez problemów?
- Hej Sam – spojrzał z czułością – Pięknie tu.
- Wiem – odparłam – Uwielbiam to miejsce!
Mike stał przez chwile przyglądając mi się ciekawie, nie mówił nic, ale jego oczy aż krzyczały głęboką zielenią. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie powinnam skierować swój wzrok, aż w końcu oprzytomniałam.
- Zapraszam – przepuściłam go w drzwiach – W środku jest jeszcze lepiej.
Gdy zamykałam za nim drzwi i odwróciłam się a mój gość stał zaledwie milimetry ode mnie. Westchnęłam zaskoczona, a on objął mnie mocno i zanurzył twarz w moich włosach.
- Tęskniłem za Tobą – szepnął prosto w ucho.
Delikatnie się oswobodziłam nie odpowiadając na wyznanie.
- Zjedzmy i porozmawiajmy. – oznajmiłam uśmiechnięta.
- Jak sobie życzysz – ukłonił się nie przestając się uśmiechać.
Mike pomógł mi nakryć stół a potem usiadł grzecznie czekając na obiad. Gdy przed nami stały już dwa talerze z parującą potrawką z wołowiny mężczyzna siedzący na przeciw mnie niemal natychmiast zajął się jedzeniem.
- Wnętrze rzeczywiście jest jeszcze piękniejsze – powiedział – A ten widok z okna! Cudo!
- To prawda – spojrzałam na morze – Dobrze, że tu przyjechałam. Tak tu cicho i spokojnie, a właśnie tego od dawna mi brakowało.
- Cieszę się, że przez chwile pozwoliłaś mi sobie towarzyszyć. – westchnął – Tak dziwnie jest w pracy bez Ciebie.
- Na początku bałam się , że zostając sama ze swoimi myślami popełniam błąd - podniosłam wzrok znad talerza – Jednak Kubuś wiedział, że tylko stawiając czoła samej sobie będę potrafiła zacząć od nowa.
- Mądry chłopak – uśmiechnął się – Jak długo chcesz tu zostać?
- Myślę, że dwa tygodnie wystarczą, ale kto wie..
- Rozumiem, a jak często ja mogę przyjeżdżać?
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na Mike lekko się rumieniąc. On jest zawsze taki bezpośredni. Pełen pozytywnej energii.
- A jak często byś chciał? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Nie rozśmieszaj mnie – zachichotał – najchętniej w ogóle bym stąd nie wychodził, ale rozumiem, że to jest to czego potrzebujesz – Twoja terapia, a ja nie miałem być jej częścią.
- Ale..
- Wiem, że chcesz zebrać wszystkie myśli i potrzebujesz do tego tylko czasu , ja po prostu chciałbym, abyś się za bardzo nie przyzwyczaiła, bo powrót może być ciężki.
Dlaczego Mike wypowiada moje obawy? Zanim nawet przyjdzie mi do głowy, że mogłoby coś pójść nie tak jak powinno?
- Wiem, że to kuszące tak po prostu tu zostać. Tak było by najłatwiej – zamknęłam twarz w dłoniach – Ale ja nigdy nie lubiłam chodzić na łatwiznę.
- Mam nadzieje – złapał mnie za rękę i przysunął się bliżej – Trzy razy w tygodniu?
- Dwa – uśmiechnęłam się – Nie żebym nie lubiła Twojego towarzystwa, ale mój syn mnie odwiedza w weekend.
- Umowa stoi – wstał – Co robimy?
Jego uśmiech był taki łobuzerski, jakby doskonale wiedział co chce robić, a pytał tylko z grzeczności.
- Chodźmy na spacer – powiedziałam – Dopóki jest ładna pogoda.
- Prowadź – przepuścił mnie w drzwiach, gdy już ubrałam sweter – Trzeba rozchodzić ten pyszny obiadek.
Szliśmy wzdłuż brzegu podziwiając morze i plażę. Nie odzywaliśmy się prawie wcale, od czasu do czasu pokazując sobie różne rzeczy. Znalazłam bardzo ładną muszelkę, a Mike maleńki bursztyn. Jego towarzystwo sprawiało , że czułam się swobodna i wyciszona, mogłabym tak spacerować całą noc, ale powoli zawracaliśmy w stronę z której przyszliśmy. Wpadłam na pomysł, gdy byliśmy już parę kroków od domku.
- Zobacz tam – pokazałam palcem na horyzont – Widzisz?
- Co? – Mike odwrócił się stając się mnie plecami – Nic nie widzę.
Z pytający wyrazem twarzy spojrzał na mnie, a ja korzystając z okazji nabrałam trochę wody i delikatnie go nią opryskałam. Mój towarzysz otworzył szeroko oczy początkowo nie wiedząc co się dzieje.
- To tak gramy? – zapytał głosem pełnym wyzwania.
Zaśmiałam się wesoło i powoli zaczęłam się wycofywać do tyłu.
- Nie uciekniesz mi – powiedział uśmiechnięty, po czym nabrał wody i nim zdążyłam się obrócić całość wylądowała na mojej głowie.
- Zimna! – pisnęłam – Brrryy!
Mike podszedł bliżej, być może, aby mnie przytulić, ale ja byłam szybsza i trzymając go mocno, by nie zrobić mu krzywdy podcięłam mu nogi, a on przewrócił się do wody.
- Tego Ci nie daruję – zawołał łapiąc moją rękę – Mam Cię!
Wpadłam prosto do lodowatej wody, a on korzystając z okazji znalazł się nade mną i trzymając moje ręce zaśmiał się chytrze. Trochę mnie jeszcze pochlapał, po czym spojrzał czule.
- Kocham Cię – powiedział niemal szeptem i nim zdążyłam zrobić cokolwiek nachylił się i mocno mnie pocałował.
Nie wiem jakie to uczucie mieć przysłowiowe „motylki w brzuchu”, ale ja poczułam ból, który był tak mocno intensywny, że aż straciłam oddech. Nie było to zwykle uczucie, jak przy skaleczeniu, bo nie czułam się źle tylko tak jakby żołądek związał się w supeł.
- Chodźmy do domu – powiedziałam ledwo wyduszając z siebie kolejne słowa.
Wstaliśmy , a Mike złapał mnie pod ramię i poprowadził prosto do środka.

Comments (0)
See all