1.2 – Rozdzielenie
Minęło około dziesięć godzin wędrówki.
Przez cały ten czas nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Zauważyłam, że jest on zamknięty w sobie, niemal odizolowany od świata. Ja sama nie miałam odwagi, by się odezwać. Czułam, że jedynie mu przeszkadzam.
Podczas podróży kilkukrotnie zaatakowały nas zmutowane wilki – bestie leśne, jak je tutaj nazywano. Każdy atak kończył się tak samo: zanim zdążyłam choćby drgnąć, ciała potworów leżały już martwe na ziemi. Chłopak poruszał się z nieludzką precyzją, jego miecz lśnił podczas walki, a krew potworów plamiła ziemię, nim zdążyły nawet zareagować.
Jego siła mnie niepokoi.
Ale też fascynuje.
Chciałabym władać mieczem jak on.
To dziesiąty dzień podróży.
Podniosłam się powoli i usiadłam na kłodzie drzewa, opierając brodę o rękę.
— Zaraz wracam — oznajmił krótko chłopak, po czym skierował się w przeciwną stronę mnie, aż straciłam go z mojego pola widzenia.
Takie jego zachowanie stało się codziennością. Po dziesięciu dniach podróży zauważyłam już, że zawsze robimy dwie przerwy w ciągu dnia – to jedyne chwile, kiedy słyszę jego głos. Poza tym nie rozmawiamy. Ja nie pytam jego o nic, a on mnie.
Najwyraźniej obojgu nam to odpowiada.
Najbardziej intrygujące jest jednak to, że za każdym razem, gdy robimy postój, chłopak odchodził gdzieś. Na kwadrans, czasem dłużej. Nigdy nie mówił, dokąd. Nigdy nie zapytał, czy chcę iść z nim.
A ja nigdy nie próbowałam się dowiedzieć.
Aż do teraz.
Co on skrywa?
Powoli podniosłam się z kłody i ostrożnie ruszyłam jego śladem.
Szłam za nim w ukryciu, uważając na każdy krok, by nie nadepnąć na suchą gałązkę.
Po chwili zatrzymał się.
Ukryłam się za grubym pniem drzewa, ostrożnie wychylając się, by zobaczyć, co robi.
Chyba coś słyszę.
— Zostaw mnie… Idź stąd! — krzyknął, ściskając głowę dłońmi, jakby próbował wyrwać coś ze swoich myśli.
Jego głos był napięty, rozedrgany – pierwszy raz widziałam u niego jakiekolwiek emocje.
— To nie jest moja przeszłość! To moje własne życie!
Zamarłam.
Z kim on rozmawia?
Bardziej szczegółowo się przypatrzyłam ,,osobie'', z którą prowadzi konwersacje.
Zjawa.
Czarna, bezkształtna istota, przypominająca cień oderwany od rzeczywistości. Nie miała oczu ani nosa, tylko przerażający, szeroki, biały uśmiech rozciągający się na całej twarzy.
Złapała chłopaka za brodę, zmuszając go, by spojrzał jej prosto w nieistniejące oczy.
Moje bicie serca przyspieszyło.
Patrzyłam na tę scenę z niedowierzaniem. Co to jest? Jak to możliwe?
Zjawa odwróciła głowę w moją stronę.
Ponownie zamarłam.
Jej pusty, biały uśmiech zdawał się rozszerzać jeszcze bardziej.
Zobaczyła mnie.
Chłopak, choć wciąż trzymany przez zjawę, również spojrzał w moim kierunku.
Teraz oboje wpatrywali się we mnie.
Co ja najlepszego zrobiłam?
— Przepraszam… Nie powinnam była iść za tobą — wyszeptałam drżącym głosem i odwróciłam się na pięcie, wracając tam, skąd przyszłam.
Serce waliło mi jak oszalałe.
Każdy ma swoje sekrety, których nie chce zdradzać. Nie będę w to wnikać.
Usiadłam z powrotem na tej samej kłodzie drzewa.
Wpatrywałam się w ziemię, starając się uspokoić.
Czego ja właśnie byłam świadkiem?
Minęło piętnaście minut, zanim wrócił.
Nie wyglądał na zdenerwowanego. Ale wyglądał na wyczerpanego.
Jego twarz była blada, a ruchy wolniejsze niż zwykle.
— Wiesz… Nie mam zamiaru nikomu mówić o tym, co widziałam. To może zostać między nami — powiedziałam niepewnie. Nie żeby było komu o tym powiedzieć.
Przez chwilę stał w milczeniu, jakby zastanawiał się nad moimi słowami.
— Dzięki — powiedział cicho.
Zawahał się, po czym dodał:
— Oboje mamy tematy, o których nie chcemy rozmawiać.
Zmarszczyłam brwi.
— Co masz na myśli?
Spojrzał na mnie z powagą.
— To nie jest normalne znaleźć kogoś w środku lasu bestii, związanego łańcuchami.
Właśnie to sobie uświadomiłam.
Już zdążyłam o tym zapomnieć.
— Nikt zwyczajny nie zauważyłby tej ,,zjawy". Dla ludzi jest niewidzialna.
Czyli…
Jestem wyjątkowa? Trochę mnie to zadowoliło.
— Słyszałaś, co mi powiedziała ,,zjawa"?
Pokiwałam ostrożnie głową.
Chłopak zagryzł wargę.
— Wiesz, kim jestem?
— Nie mam pojęcia — odparłam szczerze. — I nie wiem, czy dobrze robię, podróżując z tobą. Nie jestem pewna, czy mogę ci ufać.
Coś w jego spojrzeniu się rozluźniło. Jakby oczekiwał innej odpowiedzi – gorszej.
— To pierwszy raz, gdy rozmawiamy bardziej konkretnie — mruknęłam pod nosem.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak uśmiechnął się lekko, naprawdę lekko. Zdjął kaptur.
Pierwszy raz widzę jego twarz. Wtedy, gdy siedział pod drzewem nie udało mi się nic dostrzec, bo było zbyt ciemno.
Miał krótkie, czarne włosy z przedziałkiem na środku. Jego oczy… były dziwne. Pomarańczowo-czerwone.
Nie wyglądał jak zwykły mieszkaniec tego kontynentu.
— Może trochę niezręczne, że dopiero teraz to mówię, ale… Nazywam się Nave.
— Ja jestem Lytia — odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.
Chłopak zareagował niespodziewanie.
Nave nagle złapał się za głowę, jakby coś uderzyło go w czaszkę.
— W-wszystko dobrze? — zapytałam, patrząc na niego z niepokojem.
Oczy zaszły mu mgłą.
I wtedy spomiędzy drzew wyleciał wielki, skrzydlaty ptak.
Leśna Bestia.
Zmroziło mnie ze strachu.
Dlaczego akurat w tym momencie?
Nave chwycił za miecz, ale jego ruchy były inne niż zwykle – wolniejsze, mniej precyzyjne. Coś było nie tak. Widziałam to w jego napiętych ramionach, w tym, jak oddychał ciężko, jakby sam walczył z własnym ciałem.
Czuję, że coś jest z nim nie tak.
Czyżby to było przez tą ,,zjawę".
Z ciemności nad nami wyłoniła się bestia – wielki, skrzydlaty ptak. Jej czarne jak smoła pióra połyskiwały w świetle księżyca. Przez chwilę zawisła w powietrzu, bijąc skrzydłami, zanim rzuciła się na nas z góry.
Nave zareagował w ostatnim momencie.
Jego ostrze błysnęło, kiedy uniósł miecz i sparował cios szponów. Uderzenie było tak silne, że stopy Nave’a lekko się osunęły, ale nie pozwolił, by potwór go powalił.
A potem przyszło kolejne zagrożenie.
Usłyszałam świst.
Nie zdążyłam nawet się obrócić.
Coś ostrego rozcięło moją skórę.
Krzyk uwięzł mi w gardle, kiedy poczułam nagłe, lodowate ukłucie bólu na szyi.
Zanim zdążyłam pojąć, co się stało, moje ciało uderzyło o ziemię.
Nave również został ukuty w szyje, jednak było to dla niego tak znikome i nieznaczące obrażenie, że nie zwrócił na nie większej uwagi.
Wzrok zamglił się, oddech przyspieszył.
Śmierć. Czy to już teraz? Tak szybko umrę?
Zrozumienie przyszło za późno.
To ponownie bestia leśna.
Zaatakowała nas od tyłu.
Leżałam nieruchomo, próbując zebrać myśli, ale świat wokół mnie wirował.
Dlaczego Nave nie użył swojej magii? Przez całą podróż widziałam, jak jednym ruchem pokonywał potężniejsze bestie. Czemu teraz… nie mógł?
Nie było czasu na zadanie tego pytania.
Trzeci atak nadszedł.
Potwór nadlatujący z boku był szybki, ale Nave był szybszy.
Jego miecz przeciął powietrze w błyskawicznym cięciu.
Świst.
Potem – cisza.
Potwór w locie znieruchomiał. Przez ułamek sekundy jego ciało było nienaruszone, ale potem pękło na pół, a martwe skrzydła opadły na ziemię z głuchym łoskotem.
Nave przez dłuższą chwilę stał nieruchomo, zaciskając palce na rękojeści miecza.
A potem jego wzrok padł na mnie.
Jego oczy rozszerzyły się, tak jakby był przerażony, ale po jego mimice twarzy nie dało się tego rozpoznać.
Moja szyja…
Nie ruszałam się.
Nave wstrzymał oddech.
Podszedł bliżej i uklęknął obok mnie.

Comments (0)
See all