Please note that Tapas no longer supports Internet Explorer.
We recommend upgrading to the latest Microsoft Edge, Google Chrome, or Firefox.
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
Publish
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
__anonymous__
__anonymous__
0
  • Publish
  • Ink shop
  • Redeem code
  • Settings
  • Log out

Lustre of Constellation (PL)

2.1 - Południowy-Sonill

2.1 - Południowy-Sonill

Nov 01, 2024



2.1 - Południowy-Sonill

Minęło dziesięć minut, odkąd podążam za kobietą o fioletowych włosach.

Nie powiedziała nic więcej poza „idź za mną”, więc idę.

Jeśli to wszystko ma tak wyglądać, to chyba nigdy mnie stąd nie wypuszczą. Nigdy nie znajdę Nave’a.

Korytarz, którym szliśmy, zdawał się nie mieć końca. Jego ściany z czarnej cegły, oświetlone nikłym blaskiem pochodni, ciągnęły się w nieskończoność. Każdy krok odbijał się głuchym echem, jakby przestrzeń wokół mnie była martwa.

Nagle wyszliśmy na rozległe pomieszczenie.

Stanęłam jak wryta.

Co to jest?!

Znieruchomiałam, gdy zobaczyłam to, co znajdowało się w środku.

To jest obrzydliwe!

Ludziopodobne istoty – pokraczne, zdeformowane, zupełnie nieludzkie. Niektórym brakowało kończyn, inni nie mieli nosa, uszu, a ich skóra przybierała nienaturalne odcienie – sine, purpurowe, zgniłozielone. Ich oczy, jeśli w ogóle je mieli, były puste, martwe.

Czy oni naprawdę myślą, że jestem jednym z nich?!

Rycerz podszedł do mnie i zaczął przywiązywać mnie do ściany obok tych… stworzeń.

— Em… przepraszam, ale nie macie chyba zamiaru mnie zabić? — spytałam, próbując zabrzmieć neutralnie, choć wewnętrznie czułam rosnące obrzydzenie.

Rycerz, który mnie wiązał, nagle zbladł.

Oczy niemal wyszły mu z orbit.

— AAAA! Pomocy! Ona gada! — wrzasnął, upadając na ziemię i czołgając się do tyłu. — Pani Fidelio, czy ona na pewno jest opętana?!

— Nie, nie jestem — odpowiedziałam spokojnie, przewracając oczami.

Fidelia – kobieta, którą śledziłam, stała z założonymi rękami. Jej spojrzenie było przenikliwe, ale spokojne. Wyglądała, jakby od początku wiedziała, że coś tu nie gra.

— Hm. Podejdź do mnie na chwilę — zwróciła się do rycerza.

Gdy zaczęli rozmawiać, mój wzrok padł na jedno z opętanych stworzeń obok mnie.

Mimo całego zamieszania, nie czułam paniki. Może po prostu mnie to nie obchodziło. Może wiedziałam, że to wszystko jest tylko jednym wielkim nieporozumieniem.

Niech mnie puszczą wolno i bai lando.

— P-po… móż mi… — usłyszałam cichy, zachrypnięty głos.

Opętaniec, który potrafi rozmawiać? Trochę się zdziwiłam, przyznam.

Odwróciłam głowę w stronę tej istoty.

To coś… patrzyło się na mnie.

— Ch-chcę umrzeć…

Przyglądałam mu się z obojętnością.

— Hm? — mruknęłam.

— ...L… Lytia… — dodało.

Mój mózg nagle się zatrzymał.

Co?!

Poczułam zimny dreszcz przebiegający po kręgosłupie.

— Kim ty jesteś? Skąd znasz moje imię?! — spytałam ostro, unosząc głos.

Nie przypominam sobie, żebym komukolwiek tu się przedstawiała.

Nagle zza korytarza wyłonił się kolejny rycerz, ubrany podobnie do Fidelii. Podszedł do niej i zaczęli rozmawiać. Wydawało się, że kobieta jest zirytowana, podczas gdy on… był podejrzanie wesoły.

Coś w jego postawie mówiło mi, że właśnie powiedział coś, co jej się bardzo nie spodobało.

Ale to nieważne.

Wracając do tematu – co ja mam teraz zrobić?!

Jakaś zdeformowana istota zna moje imię. Nie wiem, co o tym myśleć.

Spojrzałam na nią ponownie.

To była dziewczyna. Miała długie, srebrne włosy, tak poplątane, że ledwo było widać jej twarz. Jej ubranie to były tylko stare, podarte łachmany.

Nagle drugi rycerz, ten, który wcześniej przyszedł, podszedł do niej.

Nie zawahał się w najmniejszym stopniu.

Złapał ją za obrożę na szyi i gwałtownie wciągnął do innego pomieszczenia.

— N-nareszcie… to koniec… — powiedziała cicho i zadowolona.

Jest… szczęśliwa?

Nie zdążyłam się nad tym porządnie zastanowić.

Czy to, że tak powiedziała, to oznacza, że teraz umrze?

W pomieszczeniu, do którego ją wrzucono, nagle zaczął unosić się gaz.

Po niedługiej chwili, moje uszy dosłyszały krzyk.

Rozdzierający, pełen bólu i cierpienia.

Całe moje ciało przeszedł dreszcz.

Ja też tam trafię?

Fidelia podeszła do mnie.

Ze strachu miałam tak szeroko otwarte oczy, że nie zauważyłam, kiedy znalazła się tuż obok.

— Powinnaś zareagować, kiedy cię skuli. Gdybym tu nie była, skończyłabyś tak samo jak tamta.

Mój mózg nie był w stanie przetworzyć tego, co właśnie zobaczyłam.

— J-ja… — zaczęłam, ale nie dokończyłam.

Fidelia westchnęła ciężko.

— Skąd masz tę ranę na szyi?

Wskazała palcem na miejsce, w które zaatakowała mnie bestia.

Jedną wolną dłonią dotknęłam rany. Poczułam ją pod opuszkiem palca.

Dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego Nave ją wtedy zakrył.

Fidelia odwróciła się do mężczyzny ubranego w biel.

— Clovis, wiesz, co robić.

Clovis?

Spojrzałam na niego.

Był tym samym rycerzem, który wcześniej rozmawiał z nią.

Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, po czym westchnął i odkuł mnie.

Wreszcie będę wolna!

Po chwili opuściliśmy pomieszczenie pełne opętanych.

Znów maszerowałam tym samym korytarzem, co chwile temu.

— Czy wiesz, gdzie mogą aktualnie znajdować się twoi rodzice? — zapytał Clovis.

Zatrzymałam się w miejscu.

— Co?

— Czy pamiętasz, gdzie może być twoja rodzina? — powtórzył.

Nie odpowiedziałam od razu.

Jaka rodzina? Nie mam żadnej, a nawet jeśli, to nie jest to jego sprawa.

— Nie mam rodziny.

Clovis spojrzał na mnie dziwnie.

Mówię prawdę, więc co mu nie pasuje?

W końcu dotarliśmy do jednego z punktów w podziemiach. Clovis zamienił kilka słów ze strażnikiem, po czym spojrzał na mnie.

— Idź za tym mężczyzną. Zaprowadzi cię w odpowiednie miejsce w stolicy.

Na to właśnie czekałam!

Ruszyłam za strażnikiem, podekscytowana myślą o tym, że w końcu zobaczę miasto.


 

Po tylu godzinach wędrówki i zamknięcia w podziemiach, Południowy Sonill wydawał mi się jak zupełnie inny świat. Wysokie, bielone budynki odbijały promienie słońca, a brukowane ulice tętniły życiem. Ludzie przechodzili obok mnie, zajęci swoimi sprawami – niektórzy rozmawiali, inni targowali się przy straganach. Powietrze było przepełnione zapachem pieczonego mięsa, świeżego chleba i egzotycznych przypraw.

Rycerz, który mnie prowadził, zatrzymał się obok dużego budynku z szyldem "Dom Dziecka".

Zmarszczyłam brwi.

Z budynku wyszła kobieta w średnim wieku i zaczęła rozmowę z rycerzem.

Nie miałam zamiaru stać i czekać, aż ktoś zdecyduje, co ze mną zrobić.

Niech gadają, ja pójdę rozejrzeć się po mieście.

Po krótkiej wędrówce dotarłam do centralnej części Południowego Sonillu – rynku.

Więc to jest prawdziwy Rynek!

Był ogromny.

Wszędzie rozstawione były stragany pełne świeżych owoców, ubrań, biżuterii i tajemniczych przedmiotów, których przeznaczenia nie potrafiłam odgadnąć. Ludzie tłoczyli się między stoiskami, śmiejąc się, targując i wymieniając monety.

Na środku placu stał wielki, kamienny pomnik.

Zaintrygowana, podeszłam bliżej.

Przedstawiał wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę w zbroi, trzymającego w ręce szablę. Na jego głowie spoczywała korona.

Pewnie jakiś dawny król.

Pod rzeźbą znajdował się napis.

Pochyliłam się, próbując go odczytać, ale…

Nic z tego.

Tekst jest napisany w języku, którego nie znam.

Westchnęłam.

Zmęczenie zaczynało mnie dopadać. Po całym tym zamieszaniu – podziemia, bestie, rycerze – mój mózg domagał się chwili wytchnienia.

Przeszłam na bok rynku i usiadłam w cieniu, opierając głowę na rękach.

I jak ja teraz znajdę Nave’a?

Podniosłam wzrok, rozglądając się po tłumie.

Ludzi było mnóstwo. Za dużo. Zgiełk miasta, który jeszcze chwilę temu wydawał się fascynujący, nagle zaczął mnie męczyć.

Ale zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, coś zasłoniło mi widok.

Dwóch mężczyzn.

Jeden był gruby i trzymał w ręce tasak do mięsa. Jego tłuste palce nerwowo bębniły po rękojeści, a spocona twarz rozciągnęła się w paskudnym uśmiechu.

Drugi był chudy jak patyk i dzierżył w dłoni długi, drewniany kij. Jego oczy błyszczały niepokojącym błyskiem.

Poczułam ukłucie niepokoju.

— He? — mruknęłam, marszcząc brwi.

Czy to nie jest właśnie ta sytuacja, w której ktoś chce cię napaść?

Zerwałam się na równe nogi.

— Jakiś rycerzyk mówił, że cię zgubił — odezwał się gruby, jego głos był pełen drwiny. — A ten, kto cię znajdzie, dostanie niezłą nagrodę.

— Wcześniej nie widzieliśmy cię w tym mieście — dodał chudy, ściskając mocniej kij.

No świetnie.

Instynkt podpowiadał mi jedno: uciekaj!

Nie czekając na rozwój wydarzeń, rzuciłam się biegiem w stronę uliczek.

— Hej! Nie skończyliśmy jeszcze z tobą! — krzyknął jeden z nich.

Obaj rzucili się w pościg.

Nie znam miasta.

Nie wiem, dokąd biegnę.

Skręciłam w jedną z bocznych alejek, mając nadzieję, że ich zgubię.

Źle. Ślepa uliczka.

Zatrzymałam się gwałtownie.

Cholera.

Odwróciłam się.

Zbiry z triumfem na twarzach stanęli na wylocie uliczki.

— To koniec ucieczki — oznajmił chudy, rozciągając usta w złowrogim uśmiechu.

— Weźcie się ode mnie odwalcie! Nie jestem osobą, której szukacie! — warknęłam, próbując zachować pewność siebie.

Nie wyglądało na to, żeby mieli zamiar się wycofać.

— Przekonamy się o tym sami — odparł gruby, powoli podchodząc bliżej.

Jego tłusta dłoń sięgnęła mojego ramienia.

Tym razem to ja się uśmiechnęłam.

Otrąciłam jego rękę mocnym ruchem.

— Nie dotykaj mnie. Chyba że chcesz stracić tę rękę.

Ton mojego głosu był zimny, stanowczy.

Gruby mężczyzna zawahał się na sekundę, ale chudy od razu uniósł kij i zamachnął się na mnie.

Natychmiastowo się schyliłam, dzięki czemu uniknęłam ciosu.

Wyciągnęłam swój miecz.

Już miałam zaatakować, gdy nagle coś ciasno oplotło moje ciało i gwałtownie pociągnęło mnie do góry.

Lina? Dlaczego w tym momencie!

Straciłam grunt pod nogami.

Po chwili znalazłam się na dachu.

Zszokowana spojrzałam w dół.

Poniżej zbiry rozglądali się, próbując zrozumieć, co się właśnie stało.

Zanim zdążyli podjąć jakąkolwiek decyzję, na uliczkę wpadli rycerze.

— Na ziemię! — ryknął jeden z nich.

Mężczyźni zbladli, ale nie mieli wyjścia. Po chwili zostali skuci.

Ja natomiast wciąż siedziałam na dachu, próbując ogarnąć, co się właśnie stało.

— Wiesz, jakie miałabyś problemy, gdybyś ich zabiła? — powiedział kobiecy głos za mną.

Odwróciłam się natychmiastowo.

Patrzyła na mnie z uniesioną brwią, jakby zdziwiona moją reakcją.

Wstałam, ściskając mocno rękojeść miecza.

Zmierzyłam ją zimnym spojrzeniem.

— Kim jesteś i dlaczego mi pomogłaś? — zapytałam, kierując ostrze w jej stronę.

Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.

 

custom banner
lucykidu
LaqRyz

Creator

:O!

#planets #world #polish #Fantasy #magic #Fight

Comments (0)

See all
Add a comment

Recommendation for you

  • What Makes a Monster

    Recommendation

    What Makes a Monster

    BL 75.8k likes

  • Invisible Bonds

    Recommendation

    Invisible Bonds

    LGBTQ+ 2.5k likes

  • Touch

    Recommendation

    Touch

    BL 15.6k likes

  • Silence | book 1

    Recommendation

    Silence | book 1

    LGBTQ+ 27.3k likes

  • Primalcraft: Scourge of the Wolf

    Recommendation

    Primalcraft: Scourge of the Wolf

    BL 7.1k likes

  • Arna (GL)

    Recommendation

    Arna (GL)

    Fantasy 5.5k likes

  • feeling lucky

    Feeling lucky

    Random series you may like

Lustre of Constellation (PL)
Lustre of Constellation (PL)

2k views6 subscribers

Robię remake całej fabuły i książki!!! Jest to stara wersja, opublikuje tylko nowy prolog a resztę pozostawię jak było żeby było wiadomo jaki jest progres z storytellingiem i wgl. Nie radzę czytać więcej niż prolog. Nowa wersja zostanie opublikowana pod nazwą ,,dormant constellation”. Mam nadzieję że zajrzysz jak wyjdzie :))).
Subscribe

33 episodes

2.1 - Południowy-Sonill

2.1 - Południowy-Sonill

90 views 5 likes 0 comments


Style
More
Like
List
Comment

Prev
Next

Full
Exit
5
0
Prev
Next