Dziewczyna uniosła dłonie w obronnym geście, wymachując nimi nerwowo, jakby chciała mnie uspokoić.
— Nie mam złych zamiarów, więc możesz schować ten miecz. Gdybym chciała cię skrzywdzić, to raczej nie pomagałabym ci z ucieczką, prawda? — powiedziała z lekkim uśmiechem.
Przez chwilę nie odrywałam od niej wzroku, próbując ocenić, czy mówi prawdę.
W końcu westchnęłam i schowałam miecz.
— No dobra, niech ci będzie.
Dziewczyna odchyliła się do tyłu, podpierając się rękami i zerknęła na mnie z zaciekawieniem.
— Obserwowałam cię przez chwilę i zastanawiałam się, jak sobie poradzisz. Nieźle sobie radziłaś, odważnie do nich podeszłaś.
Nie skomentowałam tego.
— Po twoim ubiorze i wyglądzie widać, że nie jesteś stąd.
No tak.
— Ile czasu jesteś w stolicy? — zapytała.
— Jeden dzień.
Usiadłam obok niej, przeczuwając, że ta rozmowa nie skończy się szybko.
— Pewnie chcesz wiedzieć, co się tutaj dzieje. Mogę ci to wytłumaczyć — powiedziała, przeciągając się leniwie.
Przyjrzałam jej się dokładniej.
Miała bordowe włosy, obcięte w specyficzny sposób – pocieniowane, sięgające nieco poniżej ramion, z przedziałkiem niemal na środku. Nosiła białą koszulę, na której ciasno opinał się skórzany gorset, krótkie skórzane spodenki i płaszcz, odcień ciemniejszy od jej włosów.
Wyglądała na osobę, która nie boi się kłopotów.
Dziewczyna wsparła brodę na dłoni i zamyśliła się.
— Hm… od czego by tu zacząć… — wymamrotała, spoglądając z dachu na tłum ludzi przewijających się przez ulice.
Po chwili podjęła decyzję.
— Można powiedzieć, że aktualny król został zamordowany. Tak przynajmniej mówią plotki.
Hm. To brzmi ciekawie.
— Był młody, nie miał rodziny, żony, więc nic po nim nie zostało. Cały kontynent został bez króla.
No, to świetnie.
— Właściwie to tylko ogólny zarys, hehe… — odwróciła się do mnie, ale zauważyła, że jestem zamyślona, wpatrując się w punkt gdzieś przed sobą.
— Muszę jakoś stać się silniejsza — mruknęłam do siebie.
Jeśli takie miernoty, jak ci dwaj, pozwalają sobie na zaczepki, to znaczy, że wyglądam na łatwy cel. A przecież to były zwykłe zbiry. Jednak co, jeśli kiedyś stanie przede mną ktoś znacznie potężniejszy? Musze coś z tym poradzić.
Skończyłam myśl w głowie, gdy usłyszałam znajome słowo.
Magia.
— Hm? Masz jakiś związek z magią? — zapytała dziewczyna, przyglądając mi się uważniej.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
— Jaką magią? Nie rozumiem.
— Niektórzy potrafią używać magii. Gdzie ty, byłaś przez całe życie, skoro nie wiesz takich rzeczy?
— Eeee… no wiesz… — zaczęłam, szukając wymówki. — Cały czas żyłam na terenach bestii, haha…
Nie było to zbyt przekonujące kłamstwo, ale cóż miałam powiedzieć?
Dziewczyna uniosła brwi.
— Co? To nierealne, żeby człowiek przeżył tam więcej niż tydzień w kompletnej samotności.
Ups.
Musze szybko zmienić temat.
— Wróćmy do magii. Jak dużo osób może jej używać?
Dziewczyna westchnęła, ale podjęła temat.
— Od czterystu lat nikt nowy nie dostał takiej możliwości.
Nieźle, moje marzenia o staniu się silniejszą właśnie posypały się w proch.
Dziewczyna dostrzegła moją reakcję.
— Ponoć około dwóch tysięcy osób na tym kontynencie ma tę zdolność. Kiedyś było ich więcej, ale wielu zginęło.
— Tacy ludzie żyją dużo dłużej niż przeciętny człowiek. Obecnie tylko pięć osób przekroczyło czterysta lat. Kiedy użytkownik magii umiera, może przekazać swój dar potomkowi. Z jakiegoś powodu większość tego nie zrobiła.
Zmarszczyłam brwi.
— Trochę bez sensu.
— Król, który umarł dziesięć lat temu, był jednym z tych, co żył ponad czterysta lat. Rząd przez długi czas nie mógł znaleźć nowego władcy, bo żeby nim zostać, musisz mieć magię.
Czekaj, Przed chwilą powiedziała, że był młody.
Przewróciłam oczami.
— Ponad dziewięćdziesiąt procent użytkowników magii to osoby wysoko postawione w społeczeństwie, więc żadna z nich nie chce być królem.
— Nie dziwię się. Po co komu taki wrzód na tyłku jak królewski tytuł?
Dziewczyna parsknęła śmiechem.
— No właśnie.
Wzięła głęboki wdech.
— Przez ten cały bałagan po śmierci króla, ludzie zaczęli sobie pozwalać na więcej. Kradzieże, morderstwa – tego jest teraz o wiele więcej.
— Słabo — skomentowałam.
Zauważyła, że nadal coś mnie trapi.
— Wiesz, co? Propos magii… nie powiedziałam ci wszystkiego. Tak naprawdę są dwa jej rodzaje i tylko jeden z nich jest rzadki, więc może nie masz się czym martwić.
Zainteresowana, spojrzałam na nią uważnie.
— Jakie to rodzaje?
— Pierwszy to typ A. Każdy ma go w sobie. Pozwala na wzmocnienie broni podczas walki, leczenie niewielkich ran, a doświadczeni użytkownicy mogą przyciągać przedmioty.
— Meh. Nuda. A ten drugi?
— To typ AB. Tylko ci sprzed czterystu lat go mają.
— Wiesz, jak wygląda ich moc?
— Każdy ma swoją unikalną. Ciężko określić.
— I mówisz, że tylko dwa tysiące osób posiada ją?
— W Limervanie, tak.
Więc to tak nazywa się ten kontynent.
Dziewczyna przeciągnęła się i podniosła.
— Dobra, muszę lecieć.
Szybko wstałam.
— Poczekaj! Jak się nazywasz? I gdzie mogę zdobyć magię?!
Dziewczyna odwróciła się z uśmiechem i oparła rękę na biodrze.
— Jestem Sydeniya i są na to sposoby. Na przykład Akademia Eriau, ale tam wstęp ma tylko szlachta. Albo… możesz zdobyć sztuczny rdzeń magii.
Ożywiłam się.
— Wiesz, gdzie mogę go znaleźć?!
Sydeniya tylko się zaśmiała.
— Jak jesteś tak ambitna, to na pewno nie będzie to wielki problem.

Comments (0)
See all