3.1 – Rekruci
(Zmiana pierwszej osoby na Cethus’a)
Miałem na sobie długi płaszcz z kapturem, który ukrywał moją twarz.
Wszedłem do jednego z budynków, trzymając w dłoni dokumenty. Kiedy podszedłem do kobiety za ladą, bez słowa podałem jej arkusz.
Niektóre pola zostawiłem puste – nie miałem zamiaru wymyślać sobie przeszłości.
Kobieta krzywo spojrzała na kartkę i zmarszczyła brwi.
—Prze… — zaczęła coś mówić, ale nagle zamilkła.
Ktoś podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu.
Nie usłyszałem, co jej powiedział, ale zobaczyłem, jak lekko pobladła.
— R-rozumiem… — odparła, po czym wręczyła mi przypinkę w kształcie gwiazdy.
Bez słowa przypiąłem ją do munduru i opuściłem budynek.
Wędrowałem przez zatłoczony rynek Sonillu, kierując się do wskazanego mi miejsca.
Nie mogę uwierzyć, że przyjęli moje dokumenty. Może nie interesuje ich, kogo rekrutują? A może są po prostu ślepi? W końcu wypełniłem dwie luki z piętnastu.
Po dłuższym marszu dotarłem na obrzeża miasta, w miejsce, gdzie stolica stykała się z granicą Lasu Bestii.
Stała tu siedziba rycerzy – obóz dla nowicjuszy.
Nie miałem nic lepszego do roboty.
To był jedyny pomysł, jaki wpadł mi do głowy, by zabić nudę.
Okłamałem Lytię, mówiąc, że nie mam czasu na wyjaśnienia. W rzeczywistości po prostu nie miałem ochoty z nią rozmawiać.
Wszedłem do namiotu z napisem "Wejście".
Pokazałem strażnikom przypinkę, a oni bez słowa mnie przepuścili.
— Ej, cieniasie! — wrzasnął ktoś z oddali.
Spojrzałem w stronę umięśnionego mężczyzny, który szedł w moją stronę z marsową miną.
— Szybko się przebieraj i dołącz do szeregu! Wszyscy na ciebie czekają!
Westchnąłem, ale zrobiłem, co kazał.
Kiedy stanąłem w szeregu, od razu poczułem różnicę między mną a innymi rekrutami.
Wszyscy wyglądali na spiętych i zestresowanych. Bali się, że nie dadzą sobie rady w treningach.
A Ja?
Ja po prostu dołączyłem, bo się nudziłem.
Nieświadomie parsknąłem śmiechem.
— Nie śmiać się, gdy stoimy na baczność! — ryknął ten sam mężczyzna. — Nie dość, że się spóźniłeś, to jeszcze ignorujesz moje polecenia?!
Unikałem jego wzroku.
Byłem tu dopiero pięć minut, a ten grubas już się mnie uczepił.
Zignoruję to.
Mężczyzna ruszył wzdłuż szeregu, składając ręce za plecami.
— Każdy chyba wie, po co tutaj jest!
— Trening będzie intensywny i zaczynamy jutro rano. Nazywam się Baldur Clothar i będę waszym instruktorem.
Jeśli chodzi o różnicę między mną a resztą…
— Każde spóźnienie będzie liczone. Dwa spóźnienia i wylatujesz!
…ja potrafię walczyć bardzo dobrze.
— Wasza grupa składa się z dwudziestu osób.
Nie słuchałem go.
Wizja tego, jak rozwalam tych wszystkich żółtodziobów, sprawiła, że miałem ochotę się śmiać.
Ale natychmiast się powstrzymałem, kiedy zauważyłem, że Baldur stoi tuż przede mną.
Patrzył mi prosto w oczy.
Nie ruszyłem się.
Tylko trzymałem rękę na ustach, jakbym właśnie zobaczył największego pająka w swoim życiu.
Baldur pochylił się, by znaleźć się na mojej wysokości.
— Widzę, że mamy pierwszego chętnego do wylotu.
Świetnie.
Zrobiłem sobie niezłą reputację już pierwszego dnia. Dzięki niemu, wszyscy automatycznie zwrócili na mnie uwagę. Czułem na sobie wzrok dużej ilości osób.
Baldur wrócił na środek i kontynuował.
— Wasza grupa składa się z 20 osób, ale jest jedna rzecz, która ją wyróżnia.
— Znajdują się tu dwie osoby z typem AB. To rekord od dziesięciu lat.
Typ AB? Chodzi mu o grupę krwi?
Wszyscy wokół mnie nagle się poruszyli. Zaczęły się ciche szepty. Chyba to coś naprawdę ważnego.
— Przeważnie nie ma nikogo z typem AB. Trzy lata temu była jedna osoba, a teraz mamy dwie w jednej grupie.
-Wracając do tematu, ranga zależy od was samych, awansując będziecie otrzymywać gwiazdki następująco.
* -Rekrut
** - Rycerz
*** - Żołnierz
**** - Wojownik
****** - Rycerz królewski
— Aby zostać pełnoprawnym rycerzem, musicie zdobyć co najmniej dwie gwiazdki. Najwyższą rangą jest Rycerz Królewski – obecnie jest ich tylko siedmiu w całym Limervanie.
Baldur zrobił krótką pauzę, przesuwając wzrokiem po zgromadzonych.
— Wiem, że część z was przyszła tutaj tylko po to, by uzyskać pozwolenie na noszenie broni. Rząd celowo połączył kurs rycerski z kursem prawnym, ponieważ brakuje ludzi w szeregach. Pewnie liczą na to, że przynajmniej niektórzy z was zmienią zdanie i dołączą do nas.
Niektórzy rekruci wymienili spojrzenia, jakby właśnie to, co powiedział, dało im do myślenia.
Mnie to nie obchodziło.
Po zakończeniu przemowy każdy udał się do swojego wyznaczonego namiotu.
Ja nie miałem zamiaru marnować czasu na siedzenie z jakimiś przegrywami. Zamiast tego, wyciszyłem swoją obecność – moja umiejętność pozwoliła mi stać się niezauważalnym.
Ruszyłem przed siebie, przemierzając teren obozu.
Jak tak sobie myślę, to dawno nie żyłem wśród ludzi.
Zbyt długo robiłem, co mi się podobało – na innych planetach, w miejscach, gdzie nie obowiązywały żadne zasady.
Ale jeśli teraz nic nie zrobię, jeśli się nie przygotuję… ta wolność może się skończyć szybciej niż bym chciał.
Zacisnąłem dłoń i zacząłem się jej przypatrywać.
Przypomniała mi się walka z Raeliyel’em.
I rana, którą mi zadał.
Czasami, nie wszystko kończy się szczęśliwie.
(Perspektywa ludzi w namiocie)
Grupa rekrutów pomaszerowała do swoich namiotów.
Niektórzy od razu zaczęli chwalić się bronią, inni debatowali, czy rzeczywiście jest wśród nich ktoś z typem AB.
Jeden chłopak siedział na uboczu, nie odzywając się do nikogo.
To był Nave.
Trafił tu przypadkiem.
Rycerze dali mu wybór: albo dołączy do rekrutów, albo trafi do lochów za użycie broni w miejscu publicznym. Nave jedyne po co tutaj jest, to aby dostać pozwolenie na używanie broni. Na szczęście ten kurs jest dużo krótszy niż rycerski.
Nie miał pojęcia, co on tu właściwie robi.
Do namiotu wszedł porucznik.
Każdy oprócz jednej osoby, natychmiastowo stanął na baczność, gdy ujrzał porucznika Baldur’a.
Mężczyzna trzymał w ręku papier. Był poddenerwowany.
— Który z was to jakiś… Sefjus? Czy jak to się wymawia ten hieroglif? — burknął.
Wszyscy w namiocie odpowiedzieli ciszą.
Porucznik od razu rozpoznał ich gest, po czym prychnął i odszedł.
— My w ogóle mamy kogoś takiego w namiocie? — zapytał ktoś, po wyjściu ich instruktora.
Nave zmrużył oczy.
Nie usłyszał tego imienia.
Przypomniała mu się sytuacja z dziewczyną w lesie, wtedy też nie mógł go usłyszeć.
Chłopak zaczął się pogrążać we własnych myślach. O co chodzi z tym, że nie mógł usłyszeć tych dwóch słów? Dlaczego marnuje czas w takim miejscu? Jak to się stało, że zaakceptował prośbę o dołączenie do szeregu?
Jedyne, co tutaj robił to marnował cenny czas. Miał jedną rzecz, którą musiał odkryć za wszelką cenę, ale teraz… teraz nie może nic zrobić, bo najpierw potrzebne mu bezużyteczne pozwolenie na broń.
(Perspektywa Fidelii)
(20 minut wcześniej)
Fidelia siedziała przy biurku, przeglądając dane osobowe rekrutów przy filiżance czarnej kawy. Stosik papierów leżał przed nią, ale jej uwagę przykuła jedna konkretna informacja.
Dwie osoby z typem AB.
To było rzadkie. Niezwykle rzadkie.
Właśnie wtedy do pomieszczenia wszedł Baldur Clothar – masywny, umięśniony mężczyzna, który miał nadzorować nowy oddział rekrutów. Bez zaproszenia usiadł naprzeciwko niej i skrzyżował ręce na piersi.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam — rzucił swobodnie.
Fidelia nawet na niego nie spojrzała, wciąż wpatrywała się w dokumenty.
— Od kiedy interesują Panią rekruci? — zagadał, unosząc brew. — Myślałem, że rycerze twojego pokroju nie mają czasu na takie bzdury.
Fidelia odłożyła kubek kawy i spojrzała mu prosto w oczy.
— To nie są bzdury.
— To ludzie, którzy w przyszłości będą reprezentować nasz kontynent na granicy z Ephzental.
Baldur gwizdnął, opierając się wygodniej na krześle.
— Już myśli Pani o wojnie? — zapytał rozbawiony. — To tylko rekruci.
— Może i tak, ale to, kto do nas dołącza, ma znaczenie.
— A więc który z nich przykuł Pani uwagę?
Fidelia ponownie spojrzała na dokumenty i przekartkowała kilka stron.
— Po pierwsze… dwie osoby z typem AB w jednej grupie to coś niesamowitego. — Uniosła kartkę w górę. — A po drugie… zauważyłam, jak strażnicy wsadzają ludzi do lochów bez żadnej weryfikacji. To jest główny powód, dla którego uznałam, że chce sprawdzić tegorocznych rekrutów.
Baldur uniósł brew. Pewnie się zastanowił chwile, dlaczego dopiero teraz i w tym momencie odpowiedziała.
— Co ma Pani na myśli?
— Widziałam, jak niewinna dziewczyna została pomyłkowo uznana za opętańca.
Na moment zapadła cisza.
Baldur odchrząknął i zmienił temat.
— Wracając do rekrutów… to w końcu, który przykuł Pani uwagę?
Fidelia wsunęła palec między strony dokumentów i zatrzymała się na jednej konkretnej kartce.
— Fenris Wattana.
Przesunęła kartkę w stronę Baldura.
— Nadal jest uczniem, ale studiuje w Akademii Eriau. Dlatego mam wobec niego wysokie oczekiwania. Słyszałam, że jest przewodniczącym szkoły. Jeśli to prawda, to znaczy, że jest zdyscyplinowany i zdolny.
Baldur skinął głową.
— Racja, ja też zwróciłem na niego uwagę.
Fidelia upiła łyk kawy i spoglądnęła na kolejne arkusze.
— Słyszałam, że zmniejszyli wymagania dla rekrutów ze względu na brak chętnych.
— Hm? Też coś takiego słyszałem… — mruknął Baldur, ale nagle coś przykuło jego uwagę.
Patrzył na kolejny dokument, który trzymała Fidelia.
Zmarszczył brwi.
— Czekaj… co to jest?
Fidelia spojrzała na kartkę.
Niemalże zupełnie pusta. Znajdowały się na niej tylko dwie informacje.
Baldur przełknął ślinę i natychmiast wziął kartkę do rąk.
— Nie ma ani jednej informacji o rodzinie. Ani gdzie mieszka. Ani jak wygląda.
Przewrócił kartkę, jakby na drugiej stronie miało być coś więcej.
Niestety nic z tego. Są tylko dane na temat imienia i wieku.
— Se… Sefjus…? Czternaście lat? — Wymówił, jakby czytał to w obcym języku.
Zamrugał, nie dowierzając.
— Nie wiemy o nim absolutnie nic i dodatkowo jest dzieckiem!
— Jeśli go wyślemy na pierwszy front, straci całe życie przed sobą! — dodała Fidelia chłodno.
Baldur wyglądał na wyraźnie zaniepokojonego.
— Skąd on się w ogóle wziął? Kto przyjął puste papiery?!
— To ty masz go w oddziale. Powiedz mi, czy widziałeś go chociaż na oczy?
Baldur zamilkł.
Nie, nie wiedział, kim jest ten chłopak.
Baldur wstał, niemal przewracając krzesło.
— Przepraszam za fatygę, postaram się rozwiązać to nieporozumienie — powiedział pospiesznie i wyszedł.
Fidelia patrzyła na niego przez chwile jak odchodził, a potem powoli przeniosła wzrok z powrotem na kartkę.

Comments (0)
See all