4.2 - Fatalna Pogoda
– Dobrze, zgodzę się na te pytania, ale pod jednym warunkiem – oznajmiłam stanowczo. – W zamian chcę mieć możliwość zadania jednego własnego pytania. To byłoby sprawiedliwe.
Ethen uniósł lekko głowę.
– Zgoda.
– W takim razie pierwsze pytanie: jak się nazywasz? – zapytał.
Zmarszczyłam brwi.
Co? Czy on właśnie zapytał mnie o coś tak oczywistego?
Przecież już wcześniej usłyszał, że mam na imię Lytia.
Dlaczego więc zadał tak banalne pytanie?
Z nim nic nie jest przypadkowe. Każde jego słowo zdawało się mieć ukryte znaczenie… ale ja nie mogłam go rozszyfrować.
Musiałam uważać na to, co mówię.
– Lytia – odpowiedziałam ostrożnie.
– Dlaczego w ogóle o to pytasz? – wtrąciła się Sydeniya. – To bez sensu! Może przejdźmy do rzeczy. To pytanie się nie liczy.
Ethen spojrzał na nią obojętnie.
– W porządku, zadam inne – powiedział spokojnie. – Co robiłaś trzy tygodnie temu?
Sydeniya zesztywniała.
Od razu wyczuła, że coś jest nie tak. Ethen nie zadawałby takiego pytania bez powodu.
– Nie możesz skłamać – dodał chłodno. – Wiem, kiedy ktoś próbuje mnie oszukać.
Poczułam, jak ściska mi się gardło.
– Em… podróżowałam przez prawie dwa tygodnie… – urwałam nagle.
Chwyciłam się za głowę, czułam pulsujący ból.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
– Dobra… niech ci będzie… – westchnęłam cicho.
Ethen nie powiedział ani słowa. Sydeniya patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
– Nie pamiętam niczego sprzed dwóch tygodni… – wyszeptałam, odsłaniając twarz.
Ethen kiwnął głową.
– Rozumiem.
Sydeniya wyglądała na poruszoną, jakbym właśnie powiedziała coś, czego wolałaby nigdy nie usłyszeć. Nie miała pojęcia, że jej opiekun rozszyfruje, to tak szybko.
– Drugie pytanie – odezwał się Ethen. – Czy możesz podać mi swój miecz?
Zmarszczyłam brwi.
Mój miecz? Po co mu on?
– Ale masz mi go zaraz oddać – zaznaczyłam.
Sięgnęłam do pasa, wyciągnęłam broń i podałam mu ją.
Ethen ujął ostrze pewnym ruchem i przez chwilę uważnie mu się przyglądał.
– Skąd go masz? – zapytał.
– Dostałam go… – odpowiedziałam niepewnie.
Podniósł wzrok.
– Od kogo?
Poczułam, jak napina mi się kark.
– Emm… skończyły ci się pytania – powiedziałam szybko, próbując uniknąć odpowiedzi.
Ethen spojrzał na mnie twardo, jakby chciał mnie zmusić do mówienia samym wzrokiem.
Ale Sydeniya natychmiast wtrąciła się do rozmowy:
– Lytia ma rację. Zadałeś już trzy pytania.
Ethen przez chwilę jeszcze milczał, patrząc na ostrze w swoich dłoniach. Po dwudziestu sekundach oddał mi miecz – tak, jak obiecał.
Przyjęłam go, wciąż czując lekką nerwowość.
Co on właściwie chciał osiągnąć tymi pytaniami?
– Ciekawe, co mu to dało. Nie zapytał o nic konkretnego… – Mruknęłam do siebie pod nosem, prowokując go, aby zaspokoił moją ciekawość.
– Masz rację – odezwał się nagle. – Te pytania były pozornie bezcelowe. Ale gdybym zapytał cię o coś innego… nie mogłabyś udzielić odpowiedzi.
Zmroziło mnie to.
– Na resztę rzeczy, które chcę od ciebie usłyszeć, przyjdzie czas – dodał spokojnie.
Poczułam dreszcz przebiegający po plecach.
Zacisnęłam palce na rękojeści miecza.
– Skąd wiedziałeś, że straciłam pamięć? – zapytałam ostrożnie.
– Intuicja.
Zamrugałam zdezorientowana.
– Co? To nie jest żadne wytłumaczenie! – zaprotestowałam.
Ethen uśmiechnął się lekko.
– Masz rację – przyznał. – Każdy mógłby tak odpowiedzieć. W takim razie… możesz zadać jeszcze jedno pytanie.
Zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, drzwi nagle się otworzyły.
Do środka wpadł młody mężczyzna.
– Opętaniec się wydostał! Wszyscy rycerze są potrzebni do walki! – krzyknął zdyszanym głosem.
Spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
– Kim ona jest? – zapytał, wskazując na mnie palcem.
Sydeniya podeszła bliżej do niego.
– To Lytia – odpowiedziała mu.
Zignorowałam ich rozmowę i skupiłam się na swoim pytaniu.
– Mam już pomysł! – powiedziałam nagle.
Spojrzałam prosto na Ethen’a i wycelowałam palcem w jego twarz.
– Po co ci ta durna opaska na oczach?! Chcesz wyglądać fajnie? Ty w ogóle coś przez nią widzisz?!
Zadałam więcej niż jedno pytanie, jednak na szczęście nie odmówił udzielenia odpowiedzi.
Ethen nie poruszył się, ale czułam, że się uśmiecha.
– Dobre pytanie.
Co? To było najbardziej przypadkowe pytanie, jakie mogłam zadać!
– Widzę świat z perspektywy trzeciej osoby – odpowiedział spokojnie. – Jak narrator książki.
Zdziwiłam się.
– Co?! – wykrztusiłam.
To znaczy, że… nie widzi swoimi oczami?!
Zaczęłam się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu.
– Skąd teraz na nas patrzysz? Z sufitu?! – spytałam podejrzliwie, przykładając dłonie do czoła jak lornetkę i patrząc w górę.
Sydeniya i chłopak, który wbiegł do pokoju, nie wyglądali na zdziwionych.
Dlaczego?!
– To wszystko, co mogę ci teraz powiedzieć. Umowa była na jedno pytanie. – zakończył Ethen.
Wpatrywałam się w niego, próbując przetrawić to, co właśnie usłyszałam.
To kompletnie nie miało sensu.
Zanim zdążyłam zapytać o więcej, chłopak w czerwonym płaszczu się odezwał.
– Nie mamy czasu! Musimy złapać opętańca!
– Ja też mam pomóc? – spytałam go, wskazując na siebie palcem wskazującym.
Spojrzał na mnie uważnie.
Miał krótkie, czerwone włosy, a pod płaszczem nosił biały mundur – taki sam, jak rycerze wyższych rang. Na ramieniu dostrzegłam przypinki w kształcie gwiazdek. Znajdowały się cztery. Nie znam się na tutejszych rangach, więc nie wiem, czy to wysoka pozycja.
– Nie mamy już czasu na zastanawianie się. Jeśli umiesz walczyć, to idź z nami. Każda pomoc się przyda.
Sydeniya chwyciła łuk.
Po jej geście również podjęłam decyzję.
Schowałam miecz Nave’a do pochwy i wyprostowałam się. Zrobiłam poważny wyraz twarzy.

Comments (0)
See all