Please note that Tapas no longer supports Internet Explorer.
We recommend upgrading to the latest Microsoft Edge, Google Chrome, or Firefox.
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
Publish
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
__anonymous__
__anonymous__
0
  • Publish
  • Ink shop
  • Redeem code
  • Settings
  • Log out

Lustre of Constellation (PL)

4.3 - Fatalna Pogoda

4.3 - Fatalna Pogoda

Nov 02, 2024



4.3 - Fatalna Pogoda

Opuściliśmy dom.

Jeszcze przed wyjściem założyliśmy na siebie ciepłe kożuchy.

Czerwono-włosy chłopak ostrzegł, że pogoda drastycznie się zmieniła i okrycie będzie niezbędne. Nie rozumiałam, o co mu chodzi – jeszcze chwilę temu niebo było czyste, a temperatura przyjemna.

Teraz już udało mi się zrozumieć.

– Co za ulewa! – krzyknęłam, biegnąc przez deszcz.

– Dlatego mówiłem, żeby się odpowiednio ubrać! – odkrzyknął.

Jeszcze niedawno z Sydeniyą szłyśmy tą drogą w pełnym słońcu, a teraz gnał na nas zimny wiatr, a z nieba lały się strugi wody.

Jak to możliwe, że pogoda zmieniła się tak gwałtownie?

Biegliśmy przez kilka minut, aż dotarliśmy do bocznej uliczki w pobliżu rynku. Tam… zamiast deszczu padał śnieg. Śnieżyca była tak gęsta, że ledwo widziałam kilka kroków przed sobą.

Im bliżej byliśmy centrum zamieszania, tym pogoda stawała się bardziej ekstremalna.

Zatrzymaliśmy się za jednym z budynków.

Sydeniya drżała. Mocno wtuliła się w płaszcz, a potem powoli przykucnęła, jakby chciała schronić się w cieple własnego ciała.

– C-co się dzieje z pogodą?! – wychrypiała. – Jeszcze przed chwilą padał deszcz!

– To jest moc Bestii.

Zamrugałam.

– Moc Bestii?

– Tak. – Chłopak spojrzał na mnie kątem oka. – Niektóre z nich potrafią używać magii. Tylko te najsilniejsze.

Zacisnęłam dłonie w pięści.

Jak potężne mogą być, skoro potrafią mieć umiejętność zdolną do kontrolowania pogody? Sydeniya wspomniała, że prawie żaden człowiek nie ma magii, a co dopiero taką potężną. Czy to oznacza, że bestie są silniejsze od ludzi?

Czerwono-włosy podszedł do Sydeniyi i wymienił z nią kilka słów, których nie dosłyszałam. Wykorzystałam ten moment, by zajrzeć zza rogu budynku jak wygląda sytuacja.

Nie widziałam prawie nic przez mgłę.

– Jaki jest sens krycia się tutaj?! Mówiłeś, że jesteśmy, aby pomóc! – Odwróciłam się do nich i syknęłam.

Westchnął.

– Wiem. Poszedłem po Ethen’a, żeby nas wsparł.

Sydeniya prychnęła.

– P-przecież on nigdy nie przychodzi! Na co liczyłeś?

Chłopak zmarszczył brwi i na chwilę się zamyślił.

– W stolicy jest dwóch królewskich rycerzy. Jego pomoc nie jest konieczna. – dodała dziewczyna.

Zerknęłam ponownie zza budynku.

Tym razem udało mi się dostrzec pewną posturę ciała.

Tam coś naprawdę jest!

– To ona? – zapytałam.

Przypominała ludzką dziewczynę, która nie potrafiła kontrolować swojej mocy. Było mi jej żal.

Pewnie nikt jej nie rozumie…

Miała długie, srebrne włosy i była wyjątkowo niska – najwyżej sto czterdzieści centymetrów wzrostu. Siedziała na ziemi, mocno obejmując głowę ramionami, jakby próbowała powstrzymać coś wewnątrz siebie.

Muszę jej pomóc.

Ruszyłam do przodu, ale zanim zdążyłam postawić kolejny krok, poczułam silny uścisk na nadgarstku.

– Nie możemy tam iść. – Laen zatrzymał mnie, zaciskając dłoń na mojej ręce.

Szarpnęłam się i wyrwałam z jego uścisku.

– To jaki jest sens naszej obecności tutaj?! – wybuchłam. – Chcesz tylko patrzeć, jak ona cierpi?!

Byłam wściekła.

Nie mogę znieść widoku tej dziewczyny, skulonej na ziemi, zupełnie bezbronnej.

– Przyszliśmy pomóc, ale nie walczyć. – Laen patrzył na mnie poważnie. – Broń jest tylko do samoobrony.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo nagle usłyszałam głośny dźwięk tuż za swoimi plecami.

Odwróciłam się gwałtownie.

Mgła była tak gęsta, że ledwo mogłam dostrzec walczące sylwetki. Mężczyzna starł się z Bestią.

Jego ruchy były szybkie, ale każde uderzenie zdawało się być obciążone zimnem. Ta pogoda go osłabia.

– S-skąd w ogóle wziął się taki potwór? – odezwała się Sydeniya, nadal dygocząc z zimna.

– Dzisiaj rano wydarzyło się coś dziwnego z opętańcami, ale nie znam szczegółów. – Laen westchnął, nie odrywając wzroku od walki.

Usłyszałam jedno słowo i całe moje ciało momentalnie się napięło.

Opętaniec.

Obraz z dzisiejszego ranka wrócił do mnie w jednej chwili. Serce przyspieszyło.

Czy to… moja wina?

Im dłużej się wpatrywałam, tym bardziej czułam, że ta Bestia wygląda znajomo.

To ona. To ta sama istota.

Zacisnęłam zęby, chwyciłam za miecz i ruszyłam do przodu.

– Co ty znów kombinujesz?! – krzyknął Laen.

Nie zwróciłam na niego uwagi.

Każdy krok w śniegu był coraz cięższy. Wiatr wzmagał się z każdą sekundą, a śnieżyca niemal oślepiała mnie białą zawiesiną. Musiałam ręką osłaniać twarz. Również przymrużałam powieki oczów, aby nie naleciał mi śnieg.

Pogoda się znów pogarsza. To przez tą bestię.

Przymrużyłam oczy, usiłując skupić wzrok na Bestii.

Była cała spłakana. Z jej oczów zwisały sople lodów, były to łzy, które zamarzły przez temperaturę. Udało mi się też dostrzec, że miała jasno-niebieskie oczy.

W tym samym momencie ona przypadkowo odwróciła się i spojrzała na mnie. Złapałam z nią kontakt wzrokowy.

Serce podeszło mi do gardła.

Jej spojrzenie… wyglądało jak osoby, która nie ma nadziei już na nic. Osoby, która poddała się w swoim życiu i czeka tylko na śmierć - na ostateczny sąd.

Z nieba spadł na mnie ogromny sopel lodu. Nie zdążyłabym uciec, ale w tej samej chwili czerwono-włosy przeciął lodowy pocisk mieczem.

Właśnie mogłam zginąć.

Nie odrywałam wzroku od Bestii. Zareagowała dziwnie, jakby fakt, że mnie zauważyła, wprawił ją w jeszcze większą panikę.

Pogoda pogorszyła się natychmiast. Niebo przysłonił gęsty, burzowy front. Z nieba zaczęły spadać kolejne sople lodu, wielkości człowieka.

Tym razem byłam gotowa.

Przecięłam dwa z nich jednym szybkim ruchem miecza. Chłopak również uniknął ciosu.

Sydeniya z kolei była skryta pod wąskim daszkiem budynku.

Jeden taki sopel mógłby na spokojnie zabić człowieka.

Bestia Nie czekała długo – rzuciła się na mnie, wymachując długimi pazurami.

Chłopak stanął przede mną i zablokował atak swoim mieczem. Zatrzymał go z zaskakującą precyzją, unieruchamiając Bestię.

Jest silny.

Byłam pewna, że tym razem sama poradziłabym sobie z tym atakiem, ale to nic takiego, że chłopak postanowił to zrobić.

Po krótkim zwarciu czerwono-włosy odepchnął Bestię, wykorzystując przewagę siły. Na chwilę straciła równowagę.

Ta chwila wystarczyła. Wykorzystał ułamek sekundy jej nierównowagi i wyprowadził precyzyjny cios.

Natychmiast zbliżył się do bestii. Swoim ciosem, odciął jej rękę.

Wtedy wydarzyło się coś dziwnego.

Odcięta kończyna zamieniła się w lód i rozpadła na drobne kawałki. To nie była prawdziwa ręka.

Nagle uświadomiłam sobie, że mężczyzna, który staczał walkę z Bestią od samego początku, nie był mi obcy. To był ten, z którym byłam wtedy w lochach. Nie udało mi się zapamiętać jego imienia, ale wiem, że zaczynało się na C.

Mgła powoli zaczęła opadać.

Zobaczyłam jeszcze jedną postać, która właśnie przyszła w pośpiechu. Wysoka kobieta o długich fioletowych włosach… To była Fidelia! Otaczała ją tarcza z magii.

Więc tak wygląda człowiek używający magii…

Patrzyłam, jak C odwraca się w stronę Fidelii i przytakuje jej głową. Zaczęli walczyć razem. Tarcza, którą stworzyła, musiała jakoś wzmacniać C i chronić ją samą przed utratą koncentracji.

Bestia nagle wytworzyła w dłoni miecz – dwa razy większy od niej samej.

To jest finał tej walki.

Gdy na nich patrzę, ogarnia mnie pragnienie, by walczyć tak jak oni. Chcę być równie silna.
Ka
żdy ich ruch był płynny, precyzyjny, pełen siły i doświadczenia. Zazdroszczę im.

Przez chwilę starcie wydawało się wyrównane – ostrza zderzały się z hukiem, a magia rozświetlała śnieżną zamieć. Jednak w kluczowym momencie C dostrzegł lukę w obronie Bestii. Wykonał jedno, czyste cięcie. Głowa potwora została oddzielona od ciała.

W tej samej chwili wszystko się zatrzymało. Z nieba przestały spadać lodowe sople. Burza ustała. Chmury zaczęły się rozrzedzać, a zza nich wyłoniły się pierwsze promienie słońca.

To był koniec tej epickiej walki. Byłam podekscytowana. Tyle emocji!


(Perspektywa Clovis’a)

 

Bestia zachowała się… inaczej niż Clovis się spodziewał.

Gdy jej głowa została odcięta, na jej twarzy nie było przerażenia, gniewu ani rozpaczy. Ona się uśmiechnęła, jednak Clovis nie wiedział, dlaczego.

Nie była to równa walka. Bestia zaakceptowała swoją porażkę.

Tuż przed śmiercią na moment przestała skupiać się na Clovis’ie. Zamiast tego skierowała swoją uwagę gdzieś na bok… i zaatakowała kogoś innego.

To było dziwne dla Clovis’a Clyde’a. Nie wiedział kogo tam zobaczyła.

Clovis zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Musiał to sprawdzić. Jeśli ta osoba rzeczywiście została zaatakowana, mogła być ranna.

Nagle usłyszał znajomy głos.

– Co się tutaj wydarzyło?

Fidelia podeszła bliżej. To dzięki niej ta walka skończyła się tak szybko.

– Strażnicy zamknęli jednego z opętańców w zagazowanej celi. Gaz zadziałał na nią w dziwny sposób. – Wyjaśnił, nie odrywając wzroku od ciała Bestii.

Fidelia zamyśliła się na chwilę, po czym podeszła do martwej istoty. Ukucnęła i przez moment uważnie się jej przyglądała.

– Ciało powoli zanika. Jest martwa.

Z martwego ciała wydobywały się kryształki mocy, które odlatywały od zwłoków.

Obróciła głowę w stronę Clovis’a, wciąż pozostając w tej samej pozycji.

– Później o tym porozmawiamy. Teraz trzeba zająć się rannymi mieszkańcami.

Podniosła się, ale nim zdążyła odejść, dostrzegła coś w postawie Clovis’a. Zmarszczyła brwi.

– Coś cię niepokoi? – zapytała stanowczo.

Clovis przez chwilę milczał. W myślach analizował wszystko, co widział podczas walki.

– Bestia nie skupiła się tylko na mnie. – Spojrzał w stronę miejsca, w które wcześniej zerknęła istota. – Zaatakowała dwie osoby. I… coś było w jej zachowaniu. Jakby ich widok miał dla niej jakieś znaczenie.

Zacisnął szczękę.

– Gdyby nie to, walka mogła się potoczyć inaczej.

Fidelia spojrzała w tym samym kierunku, co on.

– Też to

zauważyłam.

Odetchnęła cicho i poprawiła rękaw swojego płaszcza.

– Wysłałam do nich rycerzy, żeby sprawdzili sytuację. Niedługo powinni wrócić z raportem.

 


(Perspektywa Lytii)

 

Kurde, tyle się wydarzyło, ale ostatecznie to on wygrał.

– Podejdź tutaj! Szybko! Sydeniya jest nieprzytomna! – krzyknął chłopak.

Nie zastanawiałam się ani chwili. Rzuciłam się do przodu, zdjęłam swój kożuch i owinęłam nim Sydeniye. Jej skóra była lodowato zimna, a oddech ledwo wyczuwalny.

Śnieg chrzęścił pod moimi butami, kiedy klęknęłam obok niej. Choć grad przestał już padać, a gęsta mgła powoli się rozwiewała, zimno nadal ścinało powietrze. Białe połacie pokrywające ziemię nie miały szans stopnieć w tak krótkim czasie.

Ukryte z Sydeniyą w cieniu budynku, obserwowałyśmy, jak do czerwono-włosego chłopaka podchodzą dwaj rycerze. Ich zbroje lśniły. Byłam pewna, że gdyby zobaczyli nas w takim stanie, mielibyśmy kłopoty.

– Jeden z mieszkańców wbiegł na teren walki, więc uratowałem go. – wyjaśnił chłopak spokojnym, ale pewnym głosem. Było to kłamstwo, ale co miał powiedzieć?

– Skoro to Pan, możemy ci zaufać. Dziękujemy za pomoc. – odpowiedział jeden z rycerzy.

– Zawsze trzeba być przygotowanym na każdą sytuację, heh... – Laen uśmiechnął się blado, lecz wyczułam w tym napięcie.

– To na tyle z raportu, dziękujemy, panie Laen – zakończył rycerz, po czym obaj odeszli.

Wzięłam głęboki oddech. Czyli ten chłopak nazywa się Laen. Widziałam, jak walczył wcześniej – był szybki, precyzyjny, wręcz nierealnie sprawny. Nic dziwnego, że rycerze go rozpoznali.

Laen odwrócił się do mnie, jego spojrzenie było pełne niepokoju.

– Dzięki, że skłamałeś na mój temat – powiedziałam cicho, doceniając jego ryzyko i po chwili dodałam – Musimy natychmiast zająć się Sydeniyą. Temperatura wyraźnie jej zaszkodziła.

– Hm? A tobie nie jest zimno bez płaszcza? – zapytał, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.

Zatrzymałam się na moment, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że mimo lodowatego wiatru i śniegu wokół, wcale nie czułam chłodu.

– Właściwie… to nie.

Zmarszczyłam brwi, zaskoczona własną odpowiedzią. Jak to możliwe?

Laen nie drążył tematu. Schylił się i bez trudu podniósł Sydeniyę na ręce.

– Chodźmy. Ethen powinien być w domu – tam będzie wystarczająco ciepło, żeby mogła dojść do siebie.

Skinęłam głową i ruszyłam za nim.


 

Miasto wciąż drżało po walce. Ludzie próbowali doprowadzić ulice do porządku, choć wszędzie widać było ślady zniszczeń. Niebo przybrało atramentowy odcień, a resztki śniegu pozostały, jakby nie chciały się roztopić.

Na środku placu, gdzie wcześniej toczyła się walka, stała grupa ludzi w mundurach. Na piersiach mieli naszywki świadczące o przynależności do jednostki badawczej. Przyglądali się szczątkom bestii, której ciało zdawały się powoli rozpływać w powietrzu, jakby pożerała je niewidzialna siła. Po prostu wydobywały się z niego iskry magii.

– Proces spisywania danych zachodzi szybciej, niż przewidywaliśmy – mruknęła jedna z badaczek, zapisując coś w notesie.

Z oddali, w cieniu, obserwował ich mężczyzna w ciemnym płaszczu. Kaptur rzucał cień na jego twarz, ale każdy, kto znał go choć trochę, wiedziałby, że to Ethen. Jego kroki były bezszelestne, a ruchy pewne.

Podszedł bliżej. Mgła nadal nie opadła całkowicie, co działało na jego korzyść.

– Przepraszam, ale to teren pod nadzorem oddziału rycerskich badaczy. Proszę opuścić ten teren! – krzyknęła jedna z badaczek, unosząc głowę.

Ethen nie odezwał się ani słowem. Wystarczyło, że zsunął lekko opaskę z oczu, a potem zbliżył się do niej i dotknął jej ramienia.

Kobieta natychmiast osunęła się na ziemię.

Pozostali nie zdążyli nawet zareagować, zanim spotkał ich ten sam los. Jedno po drugim – upadali bezszelestnie, jak kukiełki, którym ktoś przeciął sznurki.

Ethen nie stracił ani sekundy. Podszedł do zwłok bestii, przyklęknął i dotknął ich powierzchni. Przez ułamek sekundy powietrze wokół niego zafalowało, po czym ciało potwora zniknęło – jakby nigdy go tam nie było.

Nie zostawił po sobie żadnego śladu.

Cisza trwała zaledwie trzy minuty. Potem członkowie oddziału ocknęli się, podnosząc się z ziemi z wyraźnym oszołomieniem.

– Co się stało...? – mruknął jeden z nich, rozglądając się w panice.

Kiedy spojrzeli w stronę miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą leżała bestia, zamarli.

– Gdzie jest ciało bestii?!

Zapisali w notatniku, że ciało silnych bestii naprawdę szybko znika po śmierci. Tak brzmiała oficjalna wersja.

Żadne z nich nie wspomniało rycerzom o tajemniczej postaci i nagłym omdleniu, bo i tak nikt by im nie uwierzył.

custom banner
lucykidu
LaqRyz

Creator

walka!

#echo #lustre #light #planets #world #magic #Fight #poland #Fantasy #polish

Comments (0)

See all
Add a comment

Recommendation for you

  • What Makes a Monster

    Recommendation

    What Makes a Monster

    BL 75.8k likes

  • Invisible Bonds

    Recommendation

    Invisible Bonds

    LGBTQ+ 2.5k likes

  • Touch

    Recommendation

    Touch

    BL 15.6k likes

  • Silence | book 1

    Recommendation

    Silence | book 1

    LGBTQ+ 27.3k likes

  • Primalcraft: Scourge of the Wolf

    Recommendation

    Primalcraft: Scourge of the Wolf

    BL 7.1k likes

  • Arna (GL)

    Recommendation

    Arna (GL)

    Fantasy 5.5k likes

  • feeling lucky

    Feeling lucky

    Random series you may like

Lustre of Constellation (PL)
Lustre of Constellation (PL)

2k views6 subscribers

Robię remake całej fabuły i książki!!! Jest to stara wersja, opublikuje tylko nowy prolog a resztę pozostawię jak było żeby było wiadomo jaki jest progres z storytellingiem i wgl. Nie radzę czytać więcej niż prolog. Nowa wersja zostanie opublikowana pod nazwą ,,dormant constellation”. Mam nadzieję że zajrzysz jak wyjdzie :))).
Subscribe

33 episodes

4.3 - Fatalna Pogoda

4.3 - Fatalna Pogoda

93 views 2 likes 0 comments


Style
More
Like
List
Comment

Prev
Next

Full
Exit
2
0
Prev
Next