W wyniku ostatnich wydarzeń atmosfera w ośrodku była niezwykle napięta. Wydawało się, że była tak gęsta, że można by ją aż kroić nożem. W korytarzach było ciszej niż zwykle, nawet strażnicy — ci zawsze głośni i pewni siebie — poruszali się szybciej, uważniej, rzucając nerwowe spojrzenia na kamery i ciemniejsze kąty.
Wybiła późna godzina. Leżałem na swoim twardym łóżku, ale sen nie nadchodził. Zamiast tego wpatrywałem się w sufit, myśląc o krzykach z Sektora Piątego, o tym dziwnym komunikacie z odprawy, o trzech dniach, które miały mnie dzielić od wolności. Czy ktokolwiek naprawdę stąd wychodził?
Minęło jakieś pół godziny zanim ostatecznie postanowiłem wstać i napić się wody. Podszedłem do umywalki i odkręciłem kurek. Strumień był cienki i lodowaty, jakby źródło wody miało temperaturę grobu.
I wtedy to zobaczyłem.
W kącie pokoju, tuż przy jednej ze ścian, rozbłysło niewielkie, niebieskie światełko. Delikatne, pulsujące — zupełnie jakby coś „oddychało” światłem. To było dziwne. Nienaturalne. A jednocześnie… przyciągające. Nigdy wcześniej czegoś takiego tutaj nie widziałem.
Zbliżyłem się ostrożnie, serce waliło mi w piersi jak młotem. Na betonowej podłodze leżał niewielki, czarny przedmiot. Wyglądał jak połączenie krótkofalówki, telefonu i czegoś... obcego. Delikatnie podniosłem go z ziemi. I wtedy się odezwał.
— Proszę, proszę, widzę, że w końcu znalazłeś moją małą zabaweczkę.
Stałem chwilę zdumiony. Głos był dziwnie znajomy, ale niemożliwy do zidentyfikowania — zniekształcony, jakby przez maskę albo filtr, lecz mimo to z nutą rozbawienia.
— Kim ty jesteś? Co robisz w tym pokoju?
Zapytałem, próbując brzmieć odważnie. Ale czułem, że ręce mi drżą.
— Nazywasz to pokojem? — padła odpowiedź. — Widzę, że jeszcze mało wiesz… Informacja o tym, kim jestem, powinna pozostać dla mnie. Przynajmniej na razie.
— Czego chcesz?
— Ja? Nic takiego… Po prostu wiem więcej niż ci się wydaje. I wiem, że jest w tobie coś więcej niż w innych członkach klasy D.
— O czym ty mówisz? — zapytałem, z coraz większym niepokojem.
Z komunikatora wydobył się krótki, nieprzyjemny śmiech.
— Ta informacja zostanie jeszcze dla mnie. Ale niedługo wszystkiego się dowiesz. Teraz wracaj do łóżka zanim narobisz więcej hałasu.
I wtedy komunikator zamilkł. Niebieskie światło zgasło. Zostałem sam.
Usiadłem powoli na łóżku, ciągle trzymając urządzenie w dłoni. Patrzyłem na nie przez dłuższą chwilę. Nie wiedziałem, czy to był sen, halucynacja, czy może jakiś test... Bo Fundacja lubiła testować. Lubiła patrzeć, jak człowiek się łamie, jak reaguje.
Odłożyłem komunikator na biurko i oparłem głowę na dłoniach. Próbowałem ułożyć sobie to wszystko w głowie. Czy ktoś próbował mnie ostrzec? Czy byłem w czymś... wyjątkowy? A jeśli tak, to dlaczego?
W końcu położyłem się z powrotem na łóżku. Zgasłem. Nie wiem, czy to był sen, czy tylko kolejne odrętwienie wywołane strachem i zmęczeniem. Ale ostatnią rzeczą, którą pamiętam, była myśl, że jutro może być inny dzień.

Comments (0)
See all