– Ten kamień pochodzi z Ephzental.
Ethen powiedział to, wpatrując się w niego z bliska.
– To skąd go masz, skoro jest z Ephzental?! – zapytałam zdenerwowana.
Odwrócił głowę w moją stronę, nadal trzymając kamień w tej samej pozycji. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył.
– To może ty mi powiesz, skąd masz ten miecz? – rzucił poważnym tonem.
Zrozumiałam, co ma na myśli. Westchnęłam i potarłam czoło.
– Dobra, załatwmy to szybko i wracajmy.
– Jeśli będziemy stale podążać w stronę, gdzie kamień świeci najjaśniej, dojdziemy do granicy Ephzental z Limervanem.
Zmarszczyłam brwi.
– Chyba nie masz zamiaru tam iść?
Ethen tylko parsknął cicho.
– Żarty sobie ze mnie robisz, czy co?! – warknęłam zirytowana.
Nie miałam najmniejszej ochoty tam iść. Chciałam już wracać.
– Byłaś już w tym lesie. Chyba.
Zamarłam.
Ten las… To tutaj przebudziłam się po raz pierwszy?
– Jest ogromny. W tej części żyją wilcze bestie – Hardy. Całe czarne, z czerwonymi, świecącymi oczami. Jeśli jakiegoś spotkasz, to…
Nie dokończył.
Momentalnie stanęłam przed nim i jednym szybkim ruchem ścięłam głowę bestii, która nagle wyskoczyła z góry, celując w Ethena. Hardy był co najmniej dwa razy większy ode mnie.
Ethen nawet nie drgnął.
– …będziesz wiedzieć, że to one – i je zabijesz.
Zaśmiał się cicho.
– Niezła jesteś, hehe…
Odwróciłam się do niego, nie opuszczając miecza.
– Kurde, bardziej się skupiaj! Gdyby mnie tu teraz nie było, już byś nie żył! Rozumiesz, o czym mówię?! – nakrzyczałam na niego.
Zamiast odpowiedzieć, Ethen nagle chwycił się za głowę i wygiął do tyłu, śmiejąc się głośno.
– HAHAHAHAHAHAHA!
Jego głowa była odchylona do tyłu pod dziwnym kątem, patrzył prosto w niebo.
Skrzywiłam się. Ten facet jest stuknięty.
– HAHA… HA…
Powoli wrócił do normalnej pozycji i przetarł nos wierzchem dłoni.
– Co cię tak bawi?!
Patrzyłam na niego niepewnie. Nie rozumiałam jego zachowania.
– Ha… ha… Myślisz, że coś takiego mogłoby mnie zabić? Chyba żartujesz.
Prychnęłam.
– Zamknij się. Nie obchodzi mnie, jak silny jesteś. Nie ma nikogo, kto byłby nieśmiertelny!
Gdy to powiedziałam, jego twarz nagle spoważniała.
Lekko się uśmiechnęłam. Chyba trafiłam w czuły punkt.
Minęły dwie godziny marszu w stronę granicy kontynentów.
Kamień świecił tak jasno, że nie mogłam na niego patrzeć. Ethen, dzięki tej swojej durnej opasce na głowie, zdawał się tym nie przejmować.
– To tutaj.
Rozejrzałam się.
Nie różniło się niczym od reszty drogi – same drzewa.
– Nic tu nie ma. Jesteś pewien?
– Wciąż jesteśmy w Limervan, ale… tak, to tutaj.
Westchnęłam.
– Nie wspomniałem wcześniej, ale ten kamień to artefakt – przedmiot nasycony mocą o konkretnej funkcji.
– Jakiej?
– Nie wiem dokładnie. To jakiś rodzaj klucza… tylko nie mam pojęcia, do czego.
Ethen wpatrywał się w kamień, a ja, znudzona, zaczęłam ziewać.
Nagle usłyszałam trzask.
Spojrzałam na niego zszokowana – z całej siły ścisnął kamień w dłoni, rozbijając go na kawałki.
– Co ty… – zaczęłam, ale on rzucił odłamki na ziemię i cofnął się kilka kroków.
W miejscu, gdzie upadły, zaczęła unosić się gęsta, fioletowa mgła. Nie opadała.
– Te wrota można było otworzyć gdziekolwiek. Nie musieliśmy iść nie wiadomo gdzie.
– Ale to dobrze. Lepiej otworzyć je tutaj, w lesie, niż blisko ludzi. Przynajmniej nikt nas nie znajdzie.
Zrobił krok naprzód i wyciągnął dłoń w stronę portalu.
A potem… zniknął.
Zamarłam. Dym zaczął powoli się rozpraszać.
Nie myśląc wiele, mocniej ścisnęłam rękojeść miecza i wbiegłam za nim.
Gdy przebiegłam przez portal, poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Upadłam na coś miękkiego.
Białą ziemię.
Szybko wstałam, ściskając miecz, gotowa do walki.
Rozejrzałam się.
Wszystko było białe – ściany, sufit, podłoga.
– Gdzie ja…
Kilka metrów dalej stał Ethen. Podeszłam do niego.
– Co to ma być?! Gdzie my jesteśmy i jak wrócimy?! – rzuciłam spanikowana.
Może jednak powinnam się zastanowić, zanim wbiegłam w ten portal.
– Cofamy się w czasie.
Zmarszczyłam brwi.
– Co?
Nim zdążył odpowiedzieć, biała pustka nagle zmieniła się w scenerię wioski.
Ziemia pod moimi stopami stała się brukowana, a dookoła nas pojawiły się domy i ludzie.
– Wow… gdzie my jesteśmy?
Ethen podszedł bliżej.
– W tym samym miejscu, gdzie przed chwilą byliśmy.
Zszokowana spojrzałam na przechodzących ludzi.
Mężczyzna niosący kosz pełen żywności… przeszedł przez moje ciało.
Zadrżałam.
– Nie widzą nas.
Popatrzyłam na swoje dłonie.
– Więc… przeszłości nie da się zmienić?
– Dokładnie. Nie mamy wpływu na to, co się tutaj wydarzy.
Przeszliśmy się po wiosce.
Nagle kilku zakrwawionych mężczyzn wbiegło na plac.
– Potrzebujemy ludzi do obrony! Hardy i inne bestie wdarły się do wioski!
Zrozumiałam.
– Więc to dlatego to miejsce dzisiaj nie istnieje.
Ethen przykucnął i dotknął dłonią ziemi.
Przez chwilę zastanawiałam się, co robi.
– Definitywnie przenieśliśmy się do czasów sprzed czterystu lat. – oznajmił spokojnie.
Zmarszczyłam brwi.
– To trochę sporo. Ale co teraz? Mamy po prostu stać i patrzeć, jak Hardy mordują mieszkańców tej wioski? – spytałam, siląc się na obojętność.
– Sam nie wiem, co możemy zrobić. Czekajmy i obserwujmy.
Westchnęłam, ale ruszyłam za nim.
Przechadzaliśmy się wąskimi uliczkami, aż zauważyliśmy grupę ludzi. W przeciwieństwie do reszty wioski, nie wyglądali na przerażonych. Wręcz przeciwnie – śmiali się i radowali.
Spojrzałam pytająco na Ethen’a. Bez słowa ruszył w ich stronę. Wykorzystaliśmy to, że byliśmy niewidzialni i bez problemu przeniknęliśmy przez tłum.
Szedł przede mną, ale nagle stanął jak wryty.
Zatrzymałam się tuż za nim.
– Co się dzieje? – zapytałam, ale nie doczekałam się odpowiedzi.
Zacisnął pięści.
Spojrzałam w stronę, na którą patrzył.
Pośrodku tłumu stał wysoki mężczyzna.
– Pokonałem wszystkie Hardy w okolicy. Wioska pozostanie w spokoju przez pewien czas.
Na te słowa ludzie wybuchneli entuzjastycznym okrzykiem.
– Zbawiciel! Uratował nas! – płakali ze wzruszenia, dziękując mu raz po raz.
Przeniosłam wzrok z powrotem na Ethena. Był blady jak ściana. Krople potu spływały mu po skroni.
Coś tu ewidentnie nie grało.
Zerknęłam ponownie na tamtego mężczyznę – i wtedy to zauważyłam.
Patrzył. Prosto na Ethen’a.
Serce podskoczyło mi do gardła. To przecież niemożliwe! Jesteśmy w przeszłości!

Comments (0)
See all