To niemożliwe.
A jednak.
Ten mężczyzna… on nas widział.
Był wysoki i szczupły, owiany tajemniczą aurą. Jego długie, ciemnofioletowe włosy spływały na ramiona, a płaszcz o tym samym odcieniu delikatnie powiewał na wietrze. Miał na sobie czarne, eleganckie ubranie, które podkreślało jego sylwetkę. Nad jego głową unosiła się aureola w kształcie półksiężyca, otaczając fioletowy, migoczący kryształ.
Ethen skamieniał. Z jego czoła spływały krople potu.
Nie rozumiałam, co się dzieje.
Nagle świat wokół nas zamarł.
Wszyscy ludzie, którzy jeszcze chwilę temu wiwatowali, zatrzymali się w miejscu. Ich usta pozostawały otwarte w niedokończonych okrzykach, ich ręce zawisły w powietrzu, jakby ktoś wymazał ich ruch. Ptaki na niebie zastygły, a opadające liście zatrzymały się w połowie lotu.
Czas stanął w miejscu.
Przerażenie ścisnęło mi gardło.
– Co do…?
Rozejrzałam się dookoła z szeroko otwartymi oczami.
– Hej! Wytłumaczysz mi, co to ma znaczyć?! – zwróciłam się do tajemniczego mężczyzny. – Kim jesteś i dlaczego przestrzeń czasowa nie działa tylko na tobię?!
Wysoko postawiony, tajemniczy nieznajomy odwrócił głowę w moją stronę.
Zamarłam.
Jego spojrzenie było ciężkie. Obecność, jaką emanował, przypominała mi coś… pierwotnego, niepojętego. Strach wpełzł mi do serca, dławiąc oddech. Teraz już wiedziałam, dlaczego Ethen tak zareagował.
– Jak się tutaj dostaliście? – zapytał.
Jego głos był głęboki, niski i donośny. Echo jego słów odbiło się w mojej głowie, jakby to nie był tylko dźwięk, ale siła, która przenikała umysł.
Nie odpowiedzieliśmy.
Nieznajomy odwrócił się z powrotem w stronę tłumu ludzi, który jeszcze chwilę temu go wielbił.
– Ta wioska została zgładzona przez Hardy. Nie możecie zmienić jej losu. To, co się wydarzyło, musi pozostać nienaruszone. Jakiekolwiek działanie wbrew temu jest złamaniem praw i kodeksu.
Jego słowa przeszyły mnie zimnym dreszczem.
Czyli… nie tylko widział nas. Wiedział też, że nie należymy do tego miejsca i przypadkowo przenieśliśmy się w czasie.
To uczucie było nie do opisania. Czułam, jakby ktoś oderwał mnie od rzeczywistości i rzucił w próżnię. Nogi miałam jak z waty, a ciało zdrętwiało.
Ethen poruszył się obok mnie, ale widziałam, że walczył ze sobą, zanim się odezwał.
– Kto… – zaczął, lecz zawahał się.
Natychmiast spojrzałam na niego.
Ethen nigdy się nie wahał.
– Kto pilnuje tych zasad? – dokończył w końcu.
Tajemniczy mężczyzna przeniósł na niego wzrok.
– Ja pilnuję.
Świat wokół nas zniknął.
Absolutna pustka wchłonęła wszystko.
– Nie wiem, czego szukacie, ani skąd macie klucz do tego wspomnienia. – Głos nieznajomego rozbrzmiał w przestrzeni. – Ale niczego się tutaj nie dowiecie. I niczego nie zmienicie.
Świat zaczął się trząść lekko.
Nagle pod sobą poczułam drogę z kamieni, a niebo przybrało niebieską barwe.
Znów byliśmy w wiosce, ale coś było inaczej.
Zanim zdążyłam się zastanowić, sylwetka mężczyzny rozmyła się w powietrzu.
Upadłam na ziemię, czując się, jakbym nagle odzyskała kontrolę nad własnym ciałem.
– Co to było…? – wyszeptałam, próbując uspokoić oddech.
Ethen wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknął tajemniczy nieznajomy.
– To był… Altair? – powiedział, jakby sam nie wierzył w swoje słowa.
Zadrżałam.
Altair? On tutaj? Naprawdę to on?
Nie znałam go, jedynie słyszałam o nim plotki od Laen’a i Sydeniyi. Opisywali mi go jako ponurego wysokiego mężczyznę, że kojarzył się z barwą fioletową. Nie jest człowiekiem i z jakiegoś powodu włada Ephzental. Jak sobie o tym myślę, to naprawdę mógłby być on. Jednak stale uważam, że jego obecność tutaj była zbyt… Losowa.
Tyle razy o nim słyszałam… Ale skąd wiedział, że to właśnie on?
Coś we mnie mówiło mi, że Ethen się nie mylił.
Wioska wokół nas nie była już taka sama.
Było mniej domów. Ludzi również. Większość z nich nosiła ekwipunek do budowy, przemierzając uliczki, wznosząc nowe budynki.
Zmarszczyłam brwi.
– To teraźniejszość…? Nie… to niemożliwe. Ta wioska nie powinna istnieć. Hardy ją zniszczyły.
Mieszkańcy spojrzeli na mnie. Siedziałam na ziemi jak ktoś, kto właśnie zobaczył ducha.
Jeśli mnie widzą… znaczy, że wszystko wróciło do normy.
Prawie wszystko.
– Definitywnie jesteśmy w teraźniejszości. – Ethen spojrzał na mnie. – Ale jak to możliwe? Jak jedna rozmowa mogła zmienić los tych ludzi?
Miał rację.
Zmarszczyłam brwi, chwytając się za podbródek.
– Altair… – wymamrotałam. – On był taki jak my. Obcy w tym wspomnieniu. Twierdził, że pilnuje zasad, ale sam je złamał. To on zmienił los tej wioski, pokonując Hardy.
– Ale to niemożliwe. – Ethen zacisnął pięści. – Nie da się zmienić przeszłości.
– A jednak.
Spojrzał na mnie ostro.
– Muszę go znaleźć. W teraźniejszości.
Jego oczy błyszczały determinacją. Wyglądał jak naukowiec, który właśnie odkrył nową teorię i nie spocznie, dopóki jej nie udowodni.
Zadrżałam.
Coś w jego głosie wywołało we mnie niepokój.
Odwróciłam się.
Przyglądałam się mieszkańcom, ich codziennym obowiązkom, ich spokojowi.
Nie pasowało mi to.
Chwyciłam rękojeść miecza i schowałam go do pochwy. Podeszłam do kobiety trzymającej kosz pełen jabłek.
– Przepraszam, jestem poszukiwaczem przygód i nigdy wcześniej nie widziałam tu wioski. – skłamałam.
Kobieta spojrzała na mnie.
– Z której gildii jesteś?
Przełknęłam ślinę.
– Chodziło mi o to, że… nie kojarzę tego miejsca. Mogłaby mi pani powiedzieć coś o tej wiosce?
Kobieta uśmiechnęła się.
– Oczywiście. To dawna Alexandria. Odbudowujemy ją.
Zza domów, w cieniu, stał mężczyzna w fioletowym płaszczu.
Obserwował mnie.
– Lytia…? – wymamrotał pod nosem.
A potem zniknął.

Comments (0)
See all