Helikopter unosił się stabilnie w powietrzu, a jego wnętrze było zadziwiająco ciche jak na maszynę tej klasy. Faro siedział naprzeciwko mnie z rękami splecionymi na kolanach. Jego twarz nie wyrażała nic poza niewzruszonym spokojem — i pewnością siebie, która niepokoiła bardziej niż groźby.
Jego słowa nadal rezonowały w mojej głowie. "Nie udawaj, że nie wiesz. Myślisz, że to przypadek, że przeżyłeś terminację?"
Zacisnąłem dłonie na udach i spojrzałem przez wąskie okienko helikoptera. Pustynia została już daleko za nami. Prawdopodobnie lecieliśmy na północ. Gdzieś w góry. Albo do innego piekła.
W końcu znów się odezwałem:
– Skoro tyle wiesz, to powiedz mi chociaż jedno. Dlaczego teraz? Dlaczego nie wcześniej? Mieliście mnie, mogliście mnie zneutralizować. Mogliście zostawić mnie w tej celi.
Faro odchylił się wygodnie na fotelu, jakby spodziewał się tego pytania.
– Bo nie byłeś gotowy. Ani my, ani ty. Ale teraz… wszystko zaczyna się zmieniać. Struktury Fundacji się trzęsą. Pewne anomalie przestały reagować na znane środki. Inne zagrożenia wychodzą spowrotem na światło dzienne... A ty, Aiden, jesteś jedną z tych niewytłumaczalnych zmiennych, które wyłamują się z równania.
Zmrużyłem oczy.
– Co ty chrzanisz?
– Powiedz mi, czy cokolwiek, co cię spotkało od początku twojego pobytu w Fundacji, wydawało się… normalne?
Nie odpowiedziałem. Nie musiałem.
Faro kontynuował:
– Zbiegi okoliczności. Przypadki. "Błędy proceduralne", które pozwalały ci przeżyć. Myślisz, że tamten komunikator w twoim pokoju był pierwszy? Że to była pomyłka? A może... zaproszenie?
Zacząłem czuć, jak coś ciężkiego siada mi na klatce piersiowej. Faro uderzał w miejsca, które sam próbowałem ignorować.
– Więc co teraz? Co zamierzacie ze mną zrobić?
Doktor pochylił się lekko do przodu, a jego głos stał się niższy, bardziej skupiony.
– Przede wszystkim chcemy cię zrozumieć. W tej chwili jesteś zagrożeniem, ale możesz być też odpowiedzią. Widzisz, Aiden, jeśli masz w sobie choć cząstkę tego, co podejrzewamy… to może nie jesteś człowiekiem. Przynajmniej nie w całości.
Zamarłem.
– Co...?
– Ale jak powiedziałem wcześniej — wszystko w swoim czasie.
Faro odchylił się z powrotem. Uśmiech wrócił na jego twarz. Helikopter zaczął powoli zniżać lot. Za oknem widać było wyłaniającą się z mgły ogromną konstrukcję — podziemna placówka otoczona betonowymi murami i zautomatyzowanymi wieżyczkami. Na jej dachu znajdował się lądowisko.
Nowy początek.
Albo nowy koniec.
Zacisnąłem szczękę i nie odzywałem się więcej. W myślach miałem tylko jedno pytanie:
"Jeśli naprawdę nie jestem tylko człowiekiem... to czym jestem?"

Comments (0)
See all