Please note that Tapas no longer supports Internet Explorer.
We recommend upgrading to the latest Microsoft Edge, Google Chrome, or Firefox.
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
Publish
Home
Comics
Novels
Community
Mature
More
Help Discord Forums Newsfeed Contact Merch Shop
__anonymous__
__anonymous__
0
  • Publish
  • Ink shop
  • Redeem code
  • Settings
  • Log out

Lustre of Constellation (PL)

6.4 - Wioska z przeszłości

6.4 - Wioska z przeszłości

Dec 14, 2024

6.4 - Wioska z przeszłości.

— Udało wam się odkryć coś nowego? — zapytała Sydeniya, przenosząc na mnie swoje przenikliwe spojrzenie.

W tym momencie popełniła fatalny błąd.

Laen, który od dłuższej chwili czaił się obok, wykorzystał moment jej nieuwagi i błyskawicznym ruchem wyrwał książkę z jej rąk.

— Hej! — krzyknęła, gwałtownie prostując się na kanapie.

Czerwono-włosy chłopak odsunął się szybko i uniósł zdobycz wysoko nad głowę, tak by Sydeniya nie mogła jej dosięgnąć. W jego oczach błyszczała satysfakcja.

— Oddawaj to! To moje! — warknęła, momentalnie podrywając się na równe nogi. Stanęła na kanapie, starając się sięgnąć po książkę, ale Laen, wyższy o prawie dwadzieścia centymetrów, odchylał się w tył, trzymając ją poza jej zasięgiem.

— Hmm… zobaczmy, co takiego sobie czytasz. — Mrugnął do niej zaczepnie, a potem zerknął na otwartą stronę. Po chwili uniósł brwi i szeroko się uśmiechnął. — Ooo… romans.

Sydeniya zesztywniała.

Cała jej twarz przybrała intensywnie czerwony kolor, a uszy zaczęły lekko drżeć.

— T-to nie twoja sprawa! — wykrztusiła, zasłaniając twarz dłońmi. — To mi ma się podobać ta książka, a nie tobie!

Obserwowałam całą scenę, nie bardzo wiedząc, jak na nią zareagować. Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam się wtrącić, ale wtedy przypomniałam sobie…

Sydeniya przecież zadała mi pytanie.

A ja prawie zapomniałam odpowiedzieć.

— Jutro wam pokażę takie jedno miejsce. — Odezwałam się dopiero teraz.

Laen spojrzał na mnie, po czym westchnął i oddał książkę Sydeniyi.

Nie czekała ani chwili. Natychmiast wyrwała ją z jego rąk i przycisnęła mocno do piersi, jakby była to najcenniejsza rzecz na świecie.

— Musiała być to poważna sprawa, skoro Ethen poszedł tam osobiście. — stwierdził Laen, splatając ramiona na piersi.

Jego ton był wyraźnie niezadowolony.

— Też chciałem pójść, ale nawet mi nie zaproponował.

Zmarszczyłam brwi.

Ethen mówił, że nie miał czasu, prawda?

Czyżby… celowo chciał, żebym to ja z nim poszła?

— A właśnie, gdzie poszedł Ethen? Jeszcze przed chwilą tu był.

— Do swojego laboratorium. — Sydeniya odezwała się spokojnie, przewracając stronę w książce. — Jeśli odkryliście coś naprawdę intrygującego, to możliwe, że nie wyjdzie stamtąd przez następne tygodnie, a może i miesiące.

Skrzywiłam się.

— Aż tak długo?

Elfka wzruszyła ramionami.

— Zawsze tak jest.


(Perspektywa Fidelii, Clovis’a i Menard’a )

 

W tawernie panował przyjemny półmrok, a powietrze było przesycone zapachem dymu, drewna i rozlanego piwa. Pośród gwaru rozmów i brzęku kufli trójka królewskich rycerzy siedziała przy jednym ze stołów, rozluźniona, choć w ich spojrzeniach czaiła się powaga.

Nie mieli na sobie swoich rycerskich mundurów – był to ich czas wolny, moment odpoczynku od obowiązków, które nieustannie na nich ciążyły. Jednak tematy, które poruszali, wciąż krążyły wokół ich misji i niepokojących wydarzeń, które ostatnio miały miejsce.

Menard, mężczyzna w średnim wieku o postawie nieco przygarbionej, był jednym z najbardziej doświadczonych rycerzy w służbie królestwa. Jego długą, siwiejącą brodę często skrywał pod kapturem obszernej peleryny, a w dłoniach spoczywała potężna laska, która nie była zwykłym kijem – służyła mu zarówno do walki, jak i do rzucania zaklęć.

Wypił łyk piwa i odstawił kufel na stół, zanim przemówił:

— Na własne oczy widziałem, jak domy pojawiły się znikąd, a ludzie zaczęli je budować, jakby nigdy wcześniej nie istniały.

Clovis uniósł brew, zerkając na niego z powątpiewaniem.

— Menard, czy ty czasem nie wypiłeś za dużo?

— Nie żartuję. — Starszy rycerz westchnął ciężko i pokręcił głową. — Podszedł do mnie jeden z mieszkańców tak zwanej Alexandrii. Zaczął tłumaczyć, że nie mieli innej opcji, jak osiedlić się właśnie tam, bo dostali na to oficjalną zgodę.

Fidelia, młoda kobieta o surowym spojrzeniu i nienagannej postawie, zmarszczyła brwi.

— Ciężko w to uwierzyć, żeby rząd zgodził się na coś takiego.

Menard przeniósł wzrok na nią.

— Pani Lfevre, to nie wszystko. Proszę mnie wysłuchać do końca.

Ujął kufel obiema dłońmi, jakby szukał w nim oparcia dla myśli.

— Mężczyzna, z którym rozmawiałem, wspomniał jeszcze o jednej rzeczy… — jego głos zabrzmiał ciszej, jakby sam nie dowierzał w to, co mówi. — Powiedział, że to jedyna planeta, która oferuje im dogodne warunki do życia. Twierdził, że nie mieli wyboru.

Zapadła cisza.

Fidelia i Clovis wymienili spojrzenia.

W końcu kobieta odezwała się pierwsza:

— Chcesz nam przez to powiedzieć, że to… mieszkańcy z innych planet?

— Dokładnie tak. — Menard opuścił wzrok na stół, stukając palcami w drewniany blat. — Wyglądają jak ludzie, ale nimi nie są.

Westchnął ciężko i dodał:

— Heh… A już myślałem, że wychodzimy na prostą z naszymi problemami.

Clovis pokręcił głową, krzywiąc się lekko.

— W życiu nigdy nie jest z górki.

— Niestety.

Fidelia przymknęła oczy, jakby próbowała poskładać te wszystkie informacje w spójną całość.

Po chwili otworzyła je ponownie i spojrzała na Menard’a.

— Więc skoro wiedziałeś, że to nie są zwykli ludzie, dlaczego zaoferowałeś im swoją pomoc? Mówię o barierze, którą postawiłeś przed Hardy’ami.

— Nie wiedziałem, jak do tego podejść. — Menard odchylił się na krześle. — To wszystko wydarzyło się tak nagle…

Fidelia wzięła głęboki oddech, po czym powiedziała stanowczo:

— Uważam, że postąpiłeś niewłaściwie.

Mężczyzna zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.

— Gdybyś im nie pomógł, Hardy prędzej czy później by ich wybiły. Problem rozwiązałby się sam, a my nie musielibyśmy się teraz tym martwić. — Dodał od siebie Clovis.

Menard zacisnął usta w wąską linię.

— Co się stało, to się nie odstanie.

— To prawda. — Fidelia podparła podbródek na dłoni, jakby już układała w głowie plan działania. — Będziemy monitorować sytuację w Alexandrii. Jeśli cokolwiek wzbudzi nasze podejrzenia, zajmiemy się tym.

— Na razie postaram się zbadać tę sprawę osobiście. — Jej głos był spokojny, ale pełen pewności siebie. — Powiadomię nową królową o tym, co odkryliśmy.

Clovis, który do tej pory w milczeniu słuchał rozmowy, nagle się odezwał:

— A właśnie… Kiedy ujawnimy cywilom prawdę o królowej? Wciąż nikt o niej nie wie.

Fidelia spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.

— Królewska mość - Mabel Sullvan, na razie nie chce ujawniać swojej pozycji.

— Dlaczego?

— Bo nie jest władczynią, która tylko siedzi na tronie, popija herbatę i rozkoszuje się luksusami. — Jej spojrzenie stało się ostre jak klinga miecza. — Jest dobrze wyszkolonym rycerzem. To nie ktoś, kto zamknie się w pałacu i będzie udawać, że nie widzi, co dzieje się na świecie.

Clovis uniósł brew, przyglądając jej się uważnie.

— Wygląda na to, że dobrze znasz jej królewską mość - Sullvan.

Fidelia wzruszyła ramionami.

— Zdarzyło się, że kilka razy rozmawiałyśmy o sprawach związanych z rycerzami.

Zamilkła na chwilę.

Jej wzrok powędrował ku sufitowi, jakby próbowała dojrzeć coś, czego jeszcze nie wiedziała.

I choć w tawernie wciąż rozbrzmiewały rozmowy i śmiechy innych gości, Fidelia myślami była gdzie indziej.

Co jeszcze działo się w tym świecie, o czym oni nie mieli pojęcia?

 


(Perspektywa Ethen’a)

 

W podziemnej pracowni panował przytłaczający półmrok. Jedyne światło pochodziło od kilku starych lamp alchemicznych, rzucających długie, poskręcane cienie na kamienne ściany. Powietrze było gęste, przesycone zapachem wilgoci i stali.

Ethen podszedł do starego, drewnianego krzesła, ściskając w dłoni mały fragment kamienia.

To był ten sam kamień.

Kamień, który zaprowadził ich do Alexandrii.

Na krześle siedziała drobna dziewczynka. Jej srebrne, długie włosy opadały kaskadą aż do kostek, błyszcząc niczym pajęcza nić w świetle lamp. Na oczach miała ciemną opaskę, zasłaniającą spojrzenie, którego nigdy nie miała zobaczyć. Była przywiązana grubymi pasami, unieruchomiona jak zwierzyna schwytana w pułapkę.

Bezbronna.

Ethen stanął naprzeciw niej, zimny i niewzruszony.

— Skąd miałaś taki artefakt jak ten kamień?

Dziewczyna wzdrygnęła się. Jej drobne dłonie zacisnęły się na krawędzi siedzenia, a oddech stał się płytki, urywany.

— J-ja… n-nie mogę powiedzieć! — wykrzyknęła, jej głos załamał się w przerażeniu.

Ethen nawet nie drgnął. Powoli podszedł bliżej, a jego dłoń oplotła jej drobną szyję.

Ciasno. Mocno. Bez litości.

— Jeśli mi nie udzielisz odpowiedzi, twoja głowa za chwilę przestanie być częścią twojego ciała. — wyszeptał cicho, lecz w jego głosie była stalowa obietnica śmierci.

Ciało dziewczynki zadrżało. Pot zaczął spływać po jej skroniach, a jej usta drżały w desperackiej walce o słowa, które miały uratować jej życie.

— Z-zaoferowano mi życie na tej planecie… a-ale pod jednym warunkiem…

Ethen nie był zadowolony.

Jeszcze mocniej ścisnął jej krtań.

— Miałam m-mieć ten kamień zawsze w sobie i nosić to wspomnienie… aż zostanie zapomniane. — wykrztusiła z trudem. — T-ten kamień… to nie tylko wspomnienie, to rdzeń wioski. Dowód jej istnienia. Jeśli artefakt zniknie… nawet ci, którzy pamiętali o tej wiosce… zapomną o niej.

Mówiąc te słowa, trzęsła się jak liść na wietrze. Każde zdanie kosztowało ją wysiłek, jakby każde słowo było ostrzem, które wbijało się w jej własne ciało.

Ethen powoli opuścił rękę.

Srebrnowłosa dziewczyna opadła luźniej na krzesło, łapczywie chwytając powietrze. Jej pierś unosiła się w szaleńczym tempie, a oczy pod opaską musiały płonąć czystym strachem.

Ale to jeszcze nie był koniec.

Ethen podszedł do niej od tyłu i położył ręce na jej drobnych ramionach.

Nachylił się, a jego usta znalazły się tuż przy jej uchu.

— Jeśli nosiłaś przez cały ten czas to wspomnienie, ale miało ono zniknąć… to co tak naprawdę chciałaś z nim zrobić? Nie zamierzałaś wykonać powierzonego ci zadania? — wyszeptał cicho, powoli.

Dziewczyna drgnęła.

— J-ja… — urwała, drżąc jak osaczona zwierzyna.

— Miałaś zniszczyć ten rdzeń, prawda?

— T-tak…

— W jaki sposób miałaś to zrobić?

— D-dostałam zadanie… żeby pozbyć się tej wiedzy… miałam umrzeć. — Jej głos stał się szeptem. — Mówił mi, że to jedyne rozwiązanie…

Nagle zamarła.

Zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo.

Powiedziała coś, czego nie powinna była wyjawić.

Ethen zaśmiał się nisko i cicho.

— Hahaha… ha…

Było coś w tym śmiechu, co sprawiło, że dziewczyna jeszcze bardziej wcisnęła się w oparcie krzesła.

— W-w tej wiosce nie żyli ludzie! — wykrzyknęła desperacko. — Nie byli wpisani w chronolog planety! To było jedyne rozwiązanie!

— Chronolog… — powtórzył Ethen, jakby smakował to słowo.

Nie przerywał jej.

— Każdy ruch ziemianina jest zapisany w chronologu, każdy ma swoją przeszłość i przyszłość. — Jej głos był teraz płaczliwy, błagalny. — Ale byty nie z tej planety nie są w nim ujęte. Ten drobny kamień był ich jedyną bazą danych…

Ethen puścił jej ramiona i powoli obszedł krzesło.

Znów stanął przed nią.

— Myślisz, że twoja śmierć to jedyne rozwiązanie?

— T-tak mi powiedziano!

Ethen pochylił się, tak blisko, że czuła jego chłodny oddech na swojej skórze.

— To cię okłamano. — Jego głos był sztywny, zimny i głęboki. — Ktoś po prostu chciał twojej naiwnej śmierci.

Dziewczyna zacisnęła zęby.

Z jej oczu zaczęły płynąć łzy.

— N-noszę na sumieniu ciężki grzech… i muszę za niego odpokutować… — Jej cichy głos przełamał się w szlochu. — T-to wszystko… to była dla mnie kara.

Ethen nic nie mówił.

— W c-czasie, gdy upuściłeś ten k-kamień… te wspomnienia stały się dostępne dla wszystkich. — Jej dłoń drżała. — Osoba, która mi to zleciła… już się o tym dowiedziała.

Zamilkła na chwilę.

— Nic dobrego mnie już nie spotka. Oprócz śmierci.

Ethen uważnie słuchał.

— I tak byś umarła, wykonując swoje zadanie.

Przez chwilę nic nie odpowiedziała.

Chwile się zamyśliła, zastanawiając się, czy coś jej jeszcze pozostało w życiu.

— Altair! — wykrzyknęła nagle, jakby wyrzucenie tego imienia miało ją uwolnić. Ale nic z tego, wręcz stało się przeciwnie.

I wtedy… Z jej serca zaczęła wypływać krew.

Czerwona plama błyskawicznie rozprzestrzeniła się na jej szatach.

Ethen zareagował natychmiast.

Zdjął opaskę z swoich oczu. Miał zamiar cofnąć jej ciało fizyczne w czasie, do momentu, gdy nie było tej rany. Jednak w każdym etapie jej życia była ona zanotowana, sprawca to przemyślał. Próba ocalenia dziewczyny się nie powiodła.

— Czekaj! Jak masz na imię?!

— Aileen…

Jej ciało rozpadło się na drobne kawałki.

Zniknęła.

Ethen stał przez chwilę nieruchomo, wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą znajdowała się dziewczyna.

Czy jej dusza wciąż się gdzieś błąkała?

Nie wiedział.

Ale jedno było pewne.

Jego wargi wygięły się w lekki, diabelski uśmiech.

— …Altair. — wymamrotał cicho pod nosem.

 

custom banner
lucykidu
LaqRyz

Creator

Dużo się stało. Nareszcie ciemna osobowość Ethen'a jest ujawniona hehehehe. :DDDD

#light #lustre #echo #planets #world #magic #Fight #poland #Fantasy #polish

Comments (0)

See all
Add a comment

Recommendation for you

  • What Makes a Monster

    Recommendation

    What Makes a Monster

    BL 75.8k likes

  • Invisible Bonds

    Recommendation

    Invisible Bonds

    LGBTQ+ 2.5k likes

  • Touch

    Recommendation

    Touch

    BL 15.6k likes

  • Silence | book 1

    Recommendation

    Silence | book 1

    LGBTQ+ 27.3k likes

  • Primalcraft: Scourge of the Wolf

    Recommendation

    Primalcraft: Scourge of the Wolf

    BL 7.1k likes

  • Arna (GL)

    Recommendation

    Arna (GL)

    Fantasy 5.5k likes

  • feeling lucky

    Feeling lucky

    Random series you may like

Lustre of Constellation (PL)
Lustre of Constellation (PL)

2k views6 subscribers

Robię remake całej fabuły i książki!!! Jest to stara wersja, opublikuje tylko nowy prolog a resztę pozostawię jak było żeby było wiadomo jaki jest progres z storytellingiem i wgl. Nie radzę czytać więcej niż prolog. Nowa wersja zostanie opublikowana pod nazwą ,,dormant constellation”. Mam nadzieję że zajrzysz jak wyjdzie :))).
Subscribe

33 episodes

6.4 - Wioska z przeszłości

6.4 - Wioska z przeszłości

55 views 2 likes 0 comments


Style
More
Like
List
Comment

Prev
Next

Full
Exit
2
0
Prev
Next