Doktor chwycił laskę, trzymając ją niczym włócznię — pewnym, zamaszystym ruchem, który zdradzał, że ta broń jest przedłużeniem jego woli. Jego usta wykrzywiły się w złowrogim uśmiechu, a z gardła wydobył się demoniczny, metaliczny, zniekształcony głos, który zdawał się odbijać echem po całej sali, napełniając powietrze niepokojącym napięciem:
– Teraz poznacie moc, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyliście. Moc Międzywymiarową!
Rebelianci spojrzeli na siebie, ich twarze odbijały mieszankę zdziwienia, niedowierzania i narastającego lęku. Napięcie sięgnęło zenitu, zanim którykolwiek z nich zdążył wykonać choćby jeden ruch.
W jednej chwili z końca laski wystrzeliła krótka, pulsująca fioletowa wiązka energii, przecinając powietrze niczym promień świetlny. Strzał trafił w jednego z żołnierzy prosto w pierś. Mężczyzna padł na ziemię bez słowa, jego ciało drgnęło ostatni raz, a potem bezwładnie osunęło się na chłodną posadzkę.
Reszta natychmiast rzuciła się do kontrataku, spluwając ogniem w stronę doktora, lecz Faro z zimną precyzją stuknął laską o podłogę. W mgnieniu oka zniknął z pola widzenia i pojawił się za ich plecami. Nim zdążyli się obrócić, poczuli potężny cios — jego laska uderzyła z taką siłą, że jeden z żołnierzy z hukiem wbił się w ścianę, odgłosem odbijającego się ciała wzbudzając strach i panikę.
Pozostała czwórka natychmiast podniosła broń, gotowa walczyć do końca. Jednak Faro uniósł laskę nad głową i uderzył nią z całej siły w podłogę. Z miejsca rozległ się potężny huk, a z punktu uderzenia rozlała się pulsująca, fioletowo-żółta fala uderzeniowa. Potężna energia rozbiegła się po całej sali, rzucając wszystkich na ziemię, nawet mnie — choć byłem ukryty za ścianą i powinienem być bezpieczny.
Trzech żołnierzy straciło przytomność natychmiast, ich ciała bezwładnie osunęły się na zimną posadzkę. Czwarty zaś, sparaliżowany strachem, padł na plecy i zaczął czołgać się w stronę wyjścia, szukając ratunku. Jego usta drgały, próbował wydać z siebie choćby słowo, ale z gardła nie wydobył się żaden dźwięk.
Faro podszedł do niego powoli, z tą samą nieodgadnioną pewnością, którą miał od początku. Trzymał laskę pionowo, jej końcem dotykając podłogi jak symbolicznego berła władzy. Gdy znalazł się tuż przy żołnierzu, sięgnął jedną ręką i chwycił go za szyję, unosząc ciało kilka centymetrów nad ziemię. Jego metaliczny głos znów przemówił:
– Już dawno chciałem to zrobić.
W jednej chwili ciało żołnierza zaczęło się rozpadać na drobne kawałki, a materiał jego stroju rozszedł się w pył. Złowieszczy proces przemiany trwał zaledwie chwilę, aż w końcu wszystko zamieniło się w drobny, niemal świetlisty proch, który Faro z zimną obojętnością wypuścił na podłogę. Proch rozsypał się, wirując delikatnie w powietrzu, nim opadł.

Comments (4)
See all