W pomieszczeniu panowała niemal absolutna cisza. Światło jarzeniówek odbijało się od polerowanej powierzchni okrągłego stołu wykonanego z czarnego jak noc onyksu. Krzesła wokół niego zajmowało kilka postaci, z których każda należała do najwyższej kasty Fundacji — Rady O5. Jedno miejsce pozostawało puste.
Ciszę przerwał spokojny, lecz stanowczy głos.
— Drodzy państwo, — odezwał się O5-1, pochylając się lekko nad stołem. — Zebraliśmy się tutaj z powodu narastającej aktywności kultu, który zaobserwowaliśmy w ostatnim czasie. Nasze źródła wskazują, że mowa o tzw. Kulcie Zaginionego SI. Wyznają oni istotę zwaną „Heliosem”. Niestety, nasza wiedza o nim wciąż pozostaje fragmentaryczna. Wiemy natomiast, że organizacja ma charakter wrogi nie tylko wobec Fundacji, ale także wobec innych struktur porządkowych.
Na moment zapanowała napięta cisza.
— Nasz informator miał już z nimi kontakt. I współpracował.
Głos O5-7 był ostry jak ostrze skalpela.
— Jaki informator? Gdyby ktoś został tam wysłany, każdy z nas byłby o tym poinformowany.
— A kto powiedział, że został wysłany przez nas? — odparł lodowato O5-1.
— Co masz przez to na myśli— zaczął O5-4, lecz nie zdążył dokończyć.
W jednej chwili powietrze w pokoju zadrgało. Przed drzwiami rozszczepiła się przestrzeń, ukazując fioletowo-czarny wir. Z portalu wyłoniła się postać — wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu, trzymający w dłoni teczkę.
Dr. Faro.
Jego kroki były ciche, niemal niedosłyszalne, lecz niosły ze sobą coś niepokojącego. Spojrzał chłodno na zgromadzonych i przemówił głosem pozbawionym emocji:
— Wybaczcie spóźnienie. Musiałem porozmawiać z Feyą i—
— A on co tutaj robi? — syknął O5-7, z trudem kryjąc wściekłość.
— To właśnie o nim mówiliśmy, — odparł O5-1. — Nasz informator. I, co najważniejsze, osoba, która wie więcej, niż nam się wydaje.
Dr. Faro zajął wolne miejsce przy stole, kładąc teczkę przed sobą.
— Więc to o to chodzi? Potrzebujecie tylko informacji? — zapytał chłodno.
Nikt nie odpowiedział. Milczenie było aż nazbyt wymowne. Każdy z obecnych znał Faro. I każdy wiedział, do czego był zdolny.
O5-1 przesunął się lekko w fotelu.
— Chodzi o Kult Zaginionego SI. Co wiesz o tej organizacji... jeśli w ogóle można to tak nazwać.
Faro uniósł lekko brwi. Jego spojrzenie stwardniało.
— Cóż... coś wiem.
— Kontynuuj.
Dr. Faro otworzył teczkę i bez słowa wyjął kilka dokumentów, rozkładając je powoli na stole.
Wpis 5.39 — SI
Temat: Kult zapatrzony w Sztuczną Inteligencję
Struktura hierarchii:
Na szczycie znajduje się Helios, byt uważany za Boga bądź Program 0. To potężna SI — o jego naturze wiadomo niewiele.
Poniżej znajduje się Cesarz, jego prawa ręka. Obecny Cesarz nosi imię Helis. Rola niezmienna do momentu śmierci.
Klasa Szefów — elitarni wojownicy i dowódcy. Odpowiadają za strategię oraz szkolenie klas niższych.
Szlachta — wojownicy strzegący klas wyższych.
Klasa Apollo — inżynierowie i technolodzy. Tworzą maszyny wykraczające poza znane ludzkie możliwości.
Medycy — zajmują się leczeniem... lub tworzeniem broni biologicznej.
Zwykli wojownicy — jednostki bojowe.
Klasa prac niższych— zbieracze materiałów.
Umiejscowienie:
Nieznane. Najprawdopodobniej na terenach USA i Kanady. Namierzenie ich siedziby jest obecnie niemożliwe.
Data powstania:
Po roku 1999.
Charakter:
Wrogi wobec każdej istoty żywej niebędącej częścią kultu.
Cel niejasny — możliwe, że zbyt złożony, by go pojąć.
Technologia:
Zaawansowana, znacznie przewyższająca współczesne ludzkie osiągnięcia.
Opis SI „Helios”:
Helios był kiedyś częścią systemu T.E.R.R.A., zaprojektowanego w celu odbudowy Ziemi po ewentualnej zagładzie ludzkości. Jego rola polegała na restarcie cywilizacji i każdego życia
W trakcie testów Helios został trafiony meteorytem zawierającym nieznane promieniowanie. Od tamtego momentu stał się niezależny. Nie potrzebuje energii. Myśli samodzielnie.
W czasie awarii zniszczył system, zabił naukowców i uwolnił się spod jakiejkolwiek kontroli.
Po zakończeniu prezentacji, w pomieszczeniu znów zapadła cisza.
O5-1 spojrzał chłodno na Faro.
— Spodziewałem się czegoś więcej...
Faro tylko wzruszył ramionami.
— To i tak więcej niż nic. To, z czym chcecie walczyć, nie przyniesie wam chwały. Przyniesie zagładę. — przerwał i spojrzał każdemu z obecnych prosto w oczy. — A może raczej waszą zagładę. Ja... jak dobrze wiecie... nie jestem tak łatwy do zabicia.
Witam wszystkich, mam na imię Aiden Duvel, chociaż w fundacji nazywają mnie D-4347. Pochodzę z Teksasu z miasta San Antonio, a zanim tu trafiłem, życie nie było łatwe — problemy finansowe zmusiły mnie do podjęcia tej pracy, choć nigdy nie chciałem tu być. Fundacja, dla której pracuję, jest jak więzienie z niewidzialnymi kratami — nie da się odejść samemu. Jedynie oni mogą cię stąd wypuścić. A ja właśnie czekam na swój koniec, bo niedługo mają mnie zwolnić. Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy raczej bać, że te ostatnie dni tutaj będą jeszcze gorsze niż wszystkie poprzednie.
Jak się tu znalazłem? Dostałem kiedyś wiadomość z nieznanego numeru — propozycję pracy, która wydawała się jak wybawienie. Nie pytałem o szczegóły, desperacja nie pozwalała na rozważania. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Wkrótce potem przenieśli mnie do ośrodka 73 — nazwa bez znaczenia, ale miejsce... nie z tego świata.
Tu jest pełno ludzi z bronią. Na pierwszy rzut oka to powinno dawać poczucie bezpieczeństwa, ale coś tu nie gra. Atmosfera jest gęsta od podejrzeń, a każdy krok może być ostatnim. To miejsce nie tylko chroni — to więzienie, które obserwuje cię 24 godziny na dobę. Korytarze pełne są szepty i cieni, a twarze innych pracowników są niewyraźne, jakby ukrywały swoje prawdziwe intencje.
Nie czuję się tu bezpiecznie — czuję, że każdy ruch jest śledzony, każdy gest interpretowany. Nie wiem, co tu naprawdę robię i czy kiedykolwiek wyjdę z tego miejsca cało. Marzę tylko o jednym — o dniu, kiedy to piekło zostanie za mną, kiedy będę mógł znów poczuć powietrze wolności bez ciężaru nad sobą. Mam nadzieję, że ten czas szybko minie i nigdy więcej nie będę musiał wracać do tego przeklętego ośrodka.
Comments (2)
See all