W pomieszczeniu obok, za lustrem weneckim, znajdowało się kilka osób: jeden żołnierz MTF, znany jako Agent Tomy, dwóch naukowców oraz Feya.
Jako pierwszy odezwał się uzbrojony mężczyzna.
— Jesteś tego pewna? Nie wygląda jakoś… specjalnie…
Feya spojrzała na niego spokojnym, niemal obojętnym wzrokiem.
— Mhm… To on może być kluczem do wszystkiego…
Dr Heisenberg westchnął i podjął rozmowę:
— Jeśli ktoś ucierpi, poniesiemy za to konsekwencje.
— Faro obserwował go przez kilka miesięcy — odparła Feya. — Prawie nigdy się nie myli… i na pewno ma wszystko pod kontrolą. Zawsze ma.
Wskazała na Aidena, który nawet się nie poruszył.
— A on… on nawet nie wie, czym jest. Nie potrafi korzystać ze swoich mocy. Nie panuje nad niczym, co potrafi.
Drugi doktor wtrącił się chłodno:
— Nawet jeśli, to nie daje ci prawa działać na własną rękę.
Agent Tomy odpowiedział bez wahania:
— W naszej grupie operacyjnej są braki, a on może je uzupełnić. Jest sprawdzony. Może uwierzy, że jest trochę „inny” i że — przynajmniej na razie — nic mu nie grozi.
Dr Heisenberg ponownie westchnął i spojrzał na Aidena.
— Miejmy nadzieję, że się uda…
W środku pomieszczenia przechowawczego SCP-049 podszedł do Aidena.
— Interesujące… — powiedział. — Jesteś zdrowym obiektem. „Zaraza” cię nie dotknęła.
Aiden spojrzał na niego zdezorientowany.
— O czym ty mówisz? Jaka zaraza?
— Świat. Cały świat. Ludzie — każde istnienie — są chorzy. A ja próbuję ich ocalić.
Zatrzymał się na chwilę.
— Ale ty… jesteś jednym z nielicznych zdrowych. Została jedynie garstka. Niecałe trzy osoby, wliczając ciebie.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, kompletnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
W pomieszczeniu obok grupa ludzi odetchnęła z ulgą. Dr Hartmann jako pierwszy przerwał ciszę:
— Cóż… udało się. Dość zaskakujące.
Heisenberg skinął głową.
— Tak. Nie sądziłem, że to przejdzie.
— Dzięki, że mi pomogliście. — Feya uśmiechnęła się krzywo, spoglądając na Agenta Tomy. — Chociaż raz się do czegoś przydaliście.
— To co teraz?
— Teraz dostanie ostatnią propozycję. Ostatnią szansę, by odnaleźć siebie w tym miejscu. Jeśli się nie zgodzi… odstrzelisz go. Jasne?
— Tak jest.
Czas nagle się zatrzymał. Wszystko zastygło, a świat wokół przybrał szarą barwę. Przede mną pojawiły się dwie postacie — Feya i Agent Tomy — jedyni, którzy pozostali w normalnym stanie.
— Co się znowu, do cholery, dzieje?! Jakie to znowu sztuczki?!
— Mamy dla ciebie propozycję — powiedziała Feya. — Najprawdopodobniej ostatnią, jaką dostaniesz w tym miejscu.
— Która to już z kolei?
— Tym razem coś, co może ci się przydać. Nie umowa… a propozycja. Nauczymy cię, co potrafisz, i wyjaśnimy, co się z tobą dzieje.
— A jeśli odmówię?
— Zginiesz. Albo spotka cię coś gorszego niż śmierć. A uwierz mi… mamy na to wiele sposobów. Decyduj.
— Okej, okej… tylko dajcie mi spokój…
Góry ███████, 2024 r.
Część agentów Chaosu została wysłana, by odnaleźć siły kultu zaginionego SI. Po długiej, wyczerpującej podróży natrafili na ogromne, metalowe drzwi wbudowane w skalną ścianę góry. Po chwili z konstrukcji wysunął się skaner, który objął ich czerwonym światłem.
Mechaniczny, metaliczny głos rozbrzmiał w ciszy:
„Odmowa dostępu. Kod BETA jest błędny. Identyfikacja nieprawidłowa.”
Światło skanera przybrało intensywnie czerwony kolor. Głośny, metalowy trzask odbił się echem po górach, płosząc ptaki w okolicy.
Nagle nadleciały ogromne, ptakopodobne maszyny. Wyglądały… przerażająco. Zaczęły wypluwać z siebie dziwną, trudną do zidentyfikowania substancje która trafiła w jednego z agentów po którym została tylko kupka mazi. Agenci otworzyli ogień, lecz pociski nie robiły na nich żadnego wrażenia.
Tylko jeden z nich trafił maszynę w soczewkę. W odpowiedzi konstrukcja rzuciła się na niego, rozrywając go na strzępy.
W tym samym momencie drzwi zaczęły się otwierać.
Ze środka wyszła jedna, starsza postać. Najpierw wydostała się para lub dym, a w głębi widać było światła, kable i inne, nienaturalnie zaawansowane technologicznie elementy. Maszyny niemal natychmiast znieruchomiały.
Jeden z agentów Chaosu spojrzał na przybysza z mieszaniną zdziwienia i przerażenia.
— Kim ty jesteś?! — krzyknął, celując bronią prosto w niego.
— Jestem tu, by odpowiedzieć na wasze pytania i z wami porozmawiać — odparła postać spokojnie. — Dalej was nie wpuszczę. Przynajmniej na razie.
— Mamy rozmawiać z Helisem czy tam z waszym „SI”.
— Nie mogę was wpuścić. Lepiej więc, żebyście mnie wysłuchali.
Jeden z agentów ruszył do przodu, próbując przepchnąć się obok niego.
— Rusz się, dziadku, albo cię unieszkodliwię—
Nie zdążył dokończyć. Postać szepnęła coś cicho. Kable na jej ciele rozbłysły czernią. Wyciągnęła rękę w stronę agenta —Agent natychmiast upadł na ziemię, a jego ciało w jednej chwili zmieniło się w same kości i pancerz.
— Chyba was przekonałem… prawda?
Agenci spojrzeli na niego w absolutnym przerażeniu.

Comments (1)
See all