Minął tydzień od kiedy zaczęłam wozić Mike'a dni mijały szybko, a nasze rozmowy stawały się codziennością. Jakoś coraz ciężej przychodziło mi myślenie o ponownych jazdach samotnie do pracy. W natłoku zajęć zapomniałam nawet o pomyśle Michała. Nie rozmawiałam z nim już jakiś czas, a na pewno na to czekał. Położyłam się wieczorem spać starając się nie myśleć o jutrze. Ostatni dzień podwózki. OSTATNI. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam..
- Mamo – usłyszałam cichy szept – Mamooo..!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Michasia.
- Nie śpisz! - stwierdził szczerząc zęby.
- Która godzina? - zapytałam zaspana
- Czwarta – odparł – Zjesz ze mną śniadanie?
- Jasne skarbie – powiedziałam wstając powoli z łóżka – Zaraz nam coś upichcę!
Michał w podskokach pobiegł do kuchni a ja ubrałam się w luźne dresy i dołączyłam.
- Na co masz ochotę? - otworzyłam lodówkę.
- Tosty! - usiadł przy stole wesoło machając nogami – I dużo sera!!
- Wedle życzenia – uśmiechnęłam się wyjmując produkty – Będą za jakieś 5 minut. Co się stało, że już nie śpisz?
- Rozmawiałaś już z tatą? - spojrzał na mnie z nadzieją
- Tak – westchnęłam nie odwracając się, by nie zobaczył mojego uśmiechu.
-I? I?
- Będziemy mieli pieska! - zawołałam radośnie – Dzisiaj po pracy skoczę do schroniska po szczeniaczka!
Michał wstał i przytulił się do mnie mocno, widać bardzo zależało mu na zwierzaku.
- Będzie się nazywał MAX! - powiedział sadowiąc się z powrotem na krześle.
- To ustalone. - skończyłam robić tosty, postawiłam je przed synem i nalałam sobie kawy - Tylko pamiętaj, że obiecałeś być odpowiedzialny.
- Mogę to obiecać jeszcze milion razy! - powiedział z pełną sera buzią – Obiecuję! Obiecuję!
Mój mały głuptas, kochany chłopak. Dzień chyba nie mógł zacząć się lepiej. Kiedy Tomek wyszedł do pracy a dzieciaki do szkoły, przebrałam się w granatowy strój do pracy. Wyszykowałam się jak zwykle, zabrałam kluczyki i ruszyłam do Mike’a.
- Hej! - zawołał radośnie jak tylko otworzył drzwi – Jakie plany na weekend?
- Żadne – pomyślałam – Pewnie znowu poczytam książkę przy kubku kawy i to mi w sumie wystarczy!
- Zaszalałaś – mruknął – Ale ja wcale nie lepiej.
Uśmiechnęłam się nie patrząc na Mike’a tylko skupiając uwagę na drodze. Ten dziwnie zamilkł, jednak wiercił się widocznie chcąc coś powiedzieć.
- No wyduś to z siebie – stanęłam na światłach i spojrzałam na miejsce pasażera – Widzę, że coś Ci chodzi po głowie.
Otworzył lekko usta zdziwiony po czym uśmiechnął się kręcąc głową.
- Jak Ty to robisz? - położył rękę na głowie – No w sumie to mam pytanie…
- Dajesz – rzuciłam.
- Zjesz ze mną jutro obiad, skoro nie masz żadnych planów? - wykrztusił na jednym oddechu.
- Obiad? - zaskoczył mnie – To Ty gotujesz?
- Oczywiście! - podniósł dumnie brodę – To jak będzie?
- Jeżeli Tomek nie będzie miał nic przeciwko.. - powiedziałam ciszej niż zamierzałam – Dam Ci znać jutro rano ok?
- Super – uśmiechnął się – Będę czekał z niecierpliwością!
Stanęliśmy pod naszym biurem i wysiedliśmy z samochodu. Spacerując obok siebie weszliśmy do szatni, gdzie oddaliśmy płaszcze. Rozdzieliliśmy się na schodach, gdyż ja miałam jeszcze sprawę do szefa. Pomachał mi wesoło i zniknął za drzwiami. Po rozmowie z nim byłam skołowana. Obiad. Razem. Trochę to niezręczne a zwłaszcza po tym co Emma mi powiedziała. Wciąż nie widzę, by na mój widok robił maślane oczy. Poza tym jesteśmy przecież przyjaciółmi, a przyjaciele jedzą obiady razem, spacerują czy inne takie.. Jak ja z Emmą.
- Dzień dobry szefie – powiedziałam wchodząc do jego biura – O Hej Em!
Emma siedziała na krześle naprzeciwko swojego męża radosna jak zawsze.
- Hej Słońce! - wstała i uścisnęła mnie – Ja uciekam! Omawiałam tylko szczegóły wycieczki!
Pocałowała Roberta w policzek i wyszła. Kiedy patrzyłam tak na nich to widziałam u obojga szerokie, szczere uśmiechy i zakochany, pełen oddania wzrok.
- W czym mogę pomóc? - powiedział szef, gdy tylko drzwi się zamknęły.
- Przyszłam podziękować za wolne i oddać miesięczny raport.
- Właśnie na to czekałem! - wziął ode mnie teczkę, którą wyjęłam z torby – Nie ma za co!
Wyszłam i udałam się do swojego biurka. Czekała tam na mnie przyjaciółka z kawą.
- Co u Ciebie? - wyszczerzyła białe zęby – Jak tam zalotnik?
Zmarszczyłam brwi.
- Jak jakiegoś znajdę to zapytam – odgryzłam się - A u mnie dobrze, będziemy mieli pieska!
- Och jak ja kocham zwierzaki! - klasnęła – Czyj pomysł?
- Michasia – odpowiedziałam – Od czwartej mnie pytał czy Tomek się zgodził.
- Kochany – usiadła na moim krześle – A tak przy okazji.. Jak wam się układa?
- Nam? Dobrze. - odparłam chyba za szybko – Nic się nie zmienia.
- Czasami zmiany są dobre – upiła łyk kawy – Wiesz o czym mówię?
- Nie do końca – zmieszałam się znowu – Po co zmieniać coś co jest dobre?
- Ah plotę bzdury! - przyglądała mi się dobrą chwilę – Przyszłam się pożegnać przed jutrzejszym wyjazdem!
Przytuliłam ją, ale czułam, że coś jest nie tak. Jakby chciała mi powiedzieć, coś złego, tylko nie wiedziała jak zacząć.
- Wszystko ok? - zapytałam zaniepokojona.
- Sam.. - zaczęła – Ja tylko… No wiesz.. Chciałabym, żebyś była szczęśliwa.
Zdezorientowana trawiłam jej słowa przez chwilę.
- A nie jestem? - szepnęłam
- Nie wiem Sam – złapała mnie za ramiona – A chciałabym być pewna..
- Nie martw się o mnie – westchnęłam – Jestem dużą dziewczynką. Myśl o słońcu, gorącym piachu i niebieskim oceanie!
Ponownie zamknęłam ją w uścisku i pożegnałam. Nie chciałam tej rozmowy, nie była mi potrzebna. Co się dzieje z tym światem?!
Postanowiłam odciąć się chociaż na chwilę od wszystkiego, więc rzuciłam się w wir pracy i skończyłam wszystko nim wybiła dziewiętnasta. Zebrałam swoje rzeczy i ruszyłam do Mike’a. Zapukałam lekko w drzwi.
- Proszę – usłyszałam, więc nacisnęłam klamkę i weszłam do środka – Jak mogę pomóc? - powiedział nie podnosząc wzroku.
- Ja już skończyłam – odparłam uśmiechając się lekko – A jak u Ciebie?
- O! Sam – spojrzał wesoło na mnie – Ja jeszcze 10 minut.
- Mogę u Ciebie posiedzieć? - zapytałam rozglądając się na boki
- Pewnie – wrócił wzrokiem do ekranu komputera ponownie się na nim skupiając.
Jego biuro było małe, ale jasne i ładnie urządzone. Kremowe ściany i drewniana podłoga, duże masywne biurko na którym łagodnie mówiąc panował nieład. Ciemne zasłony pasowały do całości. Ani na ścianach, ani nigdzie indziej nie było żadnych fotografii. Siedziałam na brązowym, bardzo wygodnym fotelu, który pasował bardziej do salonu. Zamknęłam na chwilę oczy myśląc o zaproszeniu na obiad. Chce pójść, ale co Tomek na to? Zezłości się czy zareaguję chłodną obojętnością? Nie wiem czego obawiałam się bardziej.
- Skończyłem – powiedział niespodziewanie Mike – Mój nowy rekord chyba.
Zaśmiałam się i wstałam powoli.
- Ale wygodne masz te fotele! - wyprostowałam się- Aż chcę się siedzieć!
- Wiem – pozbierał swoje rzeczy do torby – Sam wybierałem!
- Masz gust – otworzyłam drzwi wychodząc jako pierwsza. - O której jutro ten obiad?
- Jeżeli przyjdziesz to na 16 najlepiej – powiedział zakluczając drzwi – Nie musisz brać auta, odwiozę Cię
- A no tak! - odwróciłam się do niego – Przecież jutro odbierasz samochód z naprawy!
- Yhym – mruknął – Koniec z rozmowami przed pracą..
- Zawsze możesz przyjechać trochę szybciej i wpaść na kawę – klepnęłam go delikatnie w ramię – Wiesz, że w pracy jestem niemal pierwsza.
- Co racja to racja – uśmiechnął się ponownie.
- Odwiozę Cię szybko do domu, bo muszę coś na mieście załatwić – oznajmiłam, gdy już byliśmy w aucie.
- Może Ci pomogę? - zapytał z nadzieją – W końcu to ostatnia nasza wspólna jazda do domu!
- Niestety – rozłożyłam ręce – Tym razem nie możesz.
- Szkoda – spuścił głowę – To do domu!
Było mu przykro? Biedak na pewno nudzi się sam w domu. Na szczęście zamierzam temu zaradzić.
- Rozchmurz się – powiedziałam, kiedy cisza się przedłużyła – Przecież i tak będziesz widział mnie codziennie w pracy!
- Przecież wiem – roześmiał się – Zastanawiam się po prostu co za tajemnicze sprawunki masz w mieście!
- Jutro Ci powiem – obiecałam – Na sto procent!
- Umowa stoi – zgodził się – Więc jutro na pewno mnie odwiedzisz.
Szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. Był jak dziecko, któremu ktoś obiecał cukierka. Mam nadzieję, że niespodzianka, którą szykuje mu się spodoba.
Gdy dotarliśmy do jego domu nieco niechętnie wysiadał ze samochodu. Uśmiechnęłam się do niego ostatni raz i odjechałam prosto w stronę schroniska.
Schronisko było duże i głośne. Z samego rana zadzwoniłam i umówiłam się z Panią Marcinak, która czekała teraz na mnie tuż przy wejściu.
- Pani Samantha? - zapytała wyciągając ku mnie dłoń
- Tak. - odpowiedziałam – Miło mi Panią poznać.
- Przyjemność po mojej stronie – uśmiechnęła się – Zawsze jest mi ciepło na sercu, kiedy nasi podopieczni znajdują kochającą rodzinę!
Oprowadziła mnie po głównym pomieszczeniu po czym zaprowadziła do tej wystawy, która najbardziej mnie interesowała. Szczenięta wesoło bawiły się ze sobą podgryzając i szarpiąc się za uszka i ogonki. Mój wzrok przykuły dwa czarne psiaki, chyba kundelki. Miały ładną sierść i były wyjątkowo żwawe.
- Czy to rodzeństwo? - pokazałam na nie palcem.
- Tak – odparła Pani stojąca obok – Chłopcy.
- Chcę oba – powiedziałam.
- Doskonale – weszła do środka i wyciągnęła dwie urocze istotki – Chodźmy więc podpisać papiery i już was puszczam do domu. MA Pani klatkę do przewożenia zwierząt?
- Mam w bagażniku – odparłam – Mogę?
Opiekunka schroniska podała mi maleństwa. Pieski próbowały lizać mnie po twarzy i wierciły się szczęśliwe, że ktoś okazuje im uwagę.
Po podpisaniu dokumentów, wypłaciłam należność i zaniosłam szczęśliwą rodzinkę do samochodu. Było jeszcze wcześnie więc postanowiłam wstąpić jeszcze do Mike’a.
Gdy stanęłam pod jego domem wysiadłam, po czym wyciągnęłam wesoło piszczącą klatkę ze słodką zawartością.
Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem jednocześnie chowając szczenięta za plecami.
- Już idę! - usłyszałam – Chwileczkę!
Uśmiechnęłam się szeroko, gdy tylko zobaczyłam owiniętego szlafrokiem Mike’a. Jego zdziwiony wyraz twarzy był wyjątkowo zabawny.
- Hej – zaczął niepewnie – Coś się stało?
- Mam coś dla Ciebie i mam nadzieję, że Ci się spodoba! - powiedziałam wesoło – Wpuścisz mnie?
- Zapraszam – powiedział lekko zakłopotanym głosem.
- Zamknij oczy – rozkazałam wciąż uśmiechnięta – Proszę!
Mężczyzna w szlafroku wciąż niepewny zamknął w końcu oczy i lekko się zarumienił. Wyglądał tak bardzo niewinnie! Wyciągnęłam maluchy zza pleców i podetknęłam mu pod nos. Szczeniak polizał go po policzku a on zdumiony chyba do granic możliwości spojrzał pierw na pieska potem na mnie. Przez chwilę bałam się, że zareaguję raczej negatywnie, ale on ostrożnie wziął maluszka na ręce i pogłaskał uśmiechając się szeroko.
- Dla mnie? - zapytał dziwnie zduszonym głosem – Na prawdę?
O Matko! Czy on ma łzy w oczach?!
- Też mam – wyciągnęłam naszego Maksa – To bracia!
Mike położył szczeniaka na podłodze, po chwil to samo zrobił z moim. Podszedł do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy i bez słowa mnie objął. Jego twarz, jego usta były tak blisko, że czułam jego oddech na polikach. Przez chwilę myślałam, że mnie pocałuję ale on Przytulił mnie mocno. I trzymał tak parę minut.
- Dziękuję – szepnął – Dlaczego jesteś taka dobra dla mnie?
- Jesteśmy przyjaciółmi – odparłam cicho – Nie chce byś czuł się samotny.
- Przyjaciółmi? - odsunął się lekko – W takim razie jestem wielkim szczęściarzem…
Powiedział, a ja aż zadrżałam. Tak jakby to słowo było czymś zakazanym.
- Jak go nazwiesz? - starałam się zmienić temat – Mój to Maksio!
- Trudno powiedzieć – złapał się za brodę – Jeszcze rano nie wiedziałem, że czeka mnie takie wyzwanie!
- Tak to już jest z niespodziankami! - zawołałam – Nigdy nie wiadomo kiedy zapukają do Twoich drzwi.
- Prawda – uśmiechnął się – Będzie Teddy!
- Ładnie – pokiwałam głową – Dbaj o niego!
- Będę – odpowiedział biorąc go na ręce – Obiecuję!
- Mówiłam do Teddy’ego! - oboje zaśmialiśmy się, po czym zebrałam się do wyjścia – Na Maksia też ktoś już czeka, więc uciekam!
- Jeszcze raz dziękuję – Mike podszedł bliżej – Do jutra przyjaciółko!
Wyszłam. Mój oddech dziwnie przyśpieszył, kiedy tak do mnie powiedział. Zwykłe słowo a w jego ustach brzmiało tak dziko, dziwnie i nie wiem jak jeszcze to określić.. Wsiadłam z powrotem do auta, usadowiłam Maksia na tylnym siedzeniu i pojechałam uszczęśliwić kolejnego mężczyznę.

Comments (0)
See all